RECENZJE

Tigercity
Pretend Not To Love (EP)

2007, iTunes 7.6

Co o tej płycie powiedzieliby politycy Samoobrony?

Mamy nagrania demaskujące styl tej ekipy. Na jej podstawie wszyscy mogą sobie wyrobić zdanie jak się obecnie rządzi. Ja nie jestem upoważniony do przekazywania szczegółów, to trzeba usłyszeć. Mogę tylko powiedzieć, że to są prowokacje grubymi nićmi szyte, takich rzeczy nie fabrykowano od wczesnych lat osiemdziesiątych.

Co o tej płycie napisałby "Fakt"?

Piosenka z piekła rodem!

Tigercity (l. 3) to zespół muzyczny z wsi Brooklyn pod Zamościem. Zaczynali od grania całkiem zwyczajnego weselnego post-punka, o czym przekonać się można sięgając po ich pierwszą EP-kę. Dopiero ostatnie dokonania tego kwartetu wzbudziły zamieszanie wśród miejscowych mieszkańców. Po ściągnięciu materiału Pretend Not To Love z iTunes sołtys Brooklynu zaczął regularnie widywać duchy z przeszłości. Z relacji sąsiada, który woli pozostać anonimowy: "Katował tą EP-kę całymi dniami, szczególnie ten kawałek "Are You Sensation?". Później widywaliśmy go jak siedział przed izbą i mówił do siebie. Jak go kto spytał z kim rozmawia, to odpowiadał, że dyskutuje z Quincy Jonesem na temat klawiszy i basu na Off The Wall. Ale to jeszcze nic, jak czasem puścił głośniej ten kawałek to dopiero się działo! Początek taki chwytliwy disco-punk, ale jak wchodzi wokal, uuu... to się zaczyna. Psy wyją w całej wsi, dzieciaki biegają po ulicy naśladując falset tego łapserdaka, istny dom wariatów! Nawet moja baba pada krzyżem przed świętym obrazkiem w izbie i odmawia zdrowaśki na nutę tego plastikowego basu. Ale mnie to najbardziej martwi mostek, kiedy ten czort śpiewa "Single question, are you sensation?" jakie tam napięcie, aż mrowienie w kręgosłupie czuję, a ile razy mi korki w domu poszły to już nie zliczę. Najgorsze, że mi się od tego klacz oźrebiła, a krowy zaczęły dawać zsiadłe mleko. To nie jest normalne".

Podobnego zdania jest proboszcz miejscowej parafii, który w działaniu tego utworu wyczuwa "szatańskie sztuczki". "Organisty nie mam. Uciekł, posłuchał tego całego Tigercity, zabrał keyboard co na nim grał na procesji i normalnie po nocy jak zbój jakiś zabrał się i tyle go widziałem". Komisarz miejscowej policji przytacza suche dane: "W zeszłym tygodniu mieliśmy cztery zasłabnięcia już po wysłuchaniu pierwszego kawałka. Cztery rozboje z gitarą w ręku i najazd grupy osobników podających się za Cesarzy Math-Popu na monopol. Poza tym proszę pogadać ze strażakami, oni to dopiero mają urwanie. Ludzie to nie wiedzą co ze sobą zrobić jak słuchają tej muzyki. Włażą na dachy albo co gorsza słupy wysokiego napięcia i potem trzeba ich ściągać albo cucić wodą".

Czy taka sytuacja może być wynikiem działania sił pozaziemskich? To pytanie skierowaliśmy do ufologa Grzegorza Bączydło. "Niestety nie stwierdzam tutaj ingerencji obcej cywilizacji. Wskazania licznika Geigera nie wykraczają poza normę, a kręgi w zbożu są najwyraźniej dziełem młodzieży tarzającej się w ekstazie po wysłuchani tej EP-ki. Moim zdaniem to po prostu szalenie dobrze wyprodukowana muzyka, proszę porównać z poprzednim materiałem. Osobiście martwi mnie tylko gitarowa końcówka "Solitary Man", jakiś taki Interpol dla ubogich... bez sensu".

Co o "Let Her Go" ma do powiedzenia małe dziecko?

- O a co to ? Kto tak robi?
- Łabądek!
- Niee, to pan na syntezatorze gra, wiesz?
- Niiieeee łabądek, a potem, a potem słoneczko płacze!
- Ale słoneczko nie może płakać, chmurka sobie płacze i wtedy pada deszczyk...
- Nieprawda, słoneczko płacze i panu jest smutno, i..., i... piszczy, bo, bo sam w domu został!
- Jak to sam w domu? Pan tak śpiewa sobie falsetem, wiesz?
- A jak piesek na górze tak piszczy to mówisz że jest mu smutno bo sam w domu został.
- Dobrze, ale to jest pan, on tak sobie śpiewa.
- Nieeeeeeeee.

Co o tej płycie mówili po meczu?

Trzeba pochwalić całą drużynę, zresztą nie może być inaczej: dzisiejsza piłka nie może opierać się na samych indywidualnościach. To niewątpliwie jest silny skład, o czym z resztą świadczy wysoki wynik. Dlatego skupianie się na jednym zawodniku będzie niewątpliwie krzywdzące dla pozostałych graczy. Tym niemniej szczególny zachwyt wzbudza we mnie zawodnik z numerem 4. Jego wysokie umiejętności techniczne, można powiedzieć wręcz wirtuozeria i wszechstronność, zasługują na najwyższe pochwały. Dawno nie widziałem takiej kiwki, takiego balansu. Po prostu ogląda się go niezwykle przyjemnie. To inny typ gracza, szczególnie na tle siłowych i lekko topornych przeciwników.

Co o tej płycie chciałby wiedzieć filozof?

Możemy postawić pouczające pytanie w stylu wittgensteinowskim: co pozostaje, gdy od wielce pozytywnego wrażenia jakie sprawiają te kompozycje odejmie się fakt, że mamy do czynienia z imitacją stylu z wczesnych lat osiemdziesiątych? Czy mimetyzm produkcyjny tych utworów nie jest kategorią deprecjonującą ich wartość? Czy zakładając przedwstępnie wiedzę, iż jest to imitacja, nasza przyjemność z odbioru tej płyty zostanie pomniejszona?

Co o tej płycie powiedziałby pan Henio?

- No ale ja wiem... Te rury to tu są odkąd się wprowadziliśmy trzydzieści lat temu...
- Ale kochana to jest świetna instalacja, co z tego że swoje lata już ma? Proszę spojrzeć sobie jak to się wszystko pięknie trzyma! Mucha nie siada. Trochę się poodkręca tu i ówdzie, uszczelki wymieni, jakaś izolacja oczywiście pójdzie na wierzch, technika poszła do przodu, ale nie ma co kombinować, przecież rura to rura, nie? Toż ciśnienie tutaj takie że rękę urwać może!
- Wie pan, ale tu sąsiadka naprzeciwko też miała remont łazienki i jej takie plastikowe powkładali, te no... kolanka, że to niby lepsze, nowocześniejsze...
- Aaaaaa tam, znam takich... artystów. Przyjdzie taki, nie zastanowi się, nie obejrzy, powstawia jakieś kolorowe gówienka, zaworki nie zaworki, pierdółki, przejścióweczki bez ładu i składu... Człowiek patrzy, a tam jakiś, cholera, sputnik pod wanną, połapać się nie idzie. No a jak cenę przywali to też z kosmosu. Uuuuu... A tu piękna instalacja, ja garnituru na ślub tak do dupy dopasowanego nie miałem jak to co pani tutaj ma, ani jednej zbędnej rurki. Misterne... A to się zgodzę, nie każdy doceni takie zawijasy. Mówię pani: przyszedłby jaki gówniarz, to by pani rozmontował wszystko, łazienkę upieprzył całą, podłubał, podłubał i za przeproszeniem gówno z tego by było...
- No tak, ale zawsze nowe to nowe.
- Nieeee no wiadomo, ale to trzebaby cały pion na nowo robić, wybebeszyć wszystko, Amerykę kurde blaszka od nowa odkrywać. Teraz już tak się nie robi, ludzie pieniążków nie mają, to trzeba im z tego co już jest czarować. Ale nie każdy taki magik jak ja, he he! To pani każdy powie. Najlepsi hydraulicy to teraz powyjeżdżali do Irlandii czy gdzie tam, a to młode to teraz nawet ABC nie znają. Ja to przy nich jak Książę jakiś. Jak robię to podobno jakby się jakiś dobry Thriller w telewizji oglądało, tak mówią...
- Ha ha ha... No już dobrze, to kiedy pan może zacząć?
- Choćby zaraz...

Co o tej płycie napisałby...

Paweł Nowotarski    
9 sierpnia 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie