RECENZJE

Thomas
When I'm Weak, I'm Strong

2014, self-released 7.5

Bieżący rok dość zaskakująco obrodził intrygującymi wydawnictwami w zakresie nieszablonowego podejścia do popowych struktur. Stało się tak w dużej mierze za sprawą Mad Decent: ALIZZZ, 813, Liz stali się czołowymi graczami tej aktualnie rządzącej oficyny, ale pamiętajmy, że przecież mieliśmy też smakowite kąski chociażby od Maxo. Po okresie dość niespodziewanych wypustów zasadniczo podnoszących poprzeczkę, światło dzienne ujrzał album jednego z naszych zeszłorocznych singlowych faworytów. Jeżeli używane (niekiedy złośliwie, czasem żartobliwie) określenia porcyspop czy porcyscore cokolwiek znaczą, to obok Knower, kontynuujący kreację swoich metapopowych dóbr ku czci znanemu tylko sobie bożkowi soulu Thomas jest im chyba najbliższy. A na pewno jego ”Kissing” – znany już w roku poprzednim, ale też "Shy" – świeżynka na miarę nagrania singlowego.

Nie jest żadną tajemnicą, że nie tylko ja jaram się tutaj postacią gościa dosyć mocno, bo to kolo, który WIE O CO CHODZI. Bo spójrzcie, rzadko spotykacie typa, który poza tym, że jest ogarnięty na poziomie poznawczym, dysponuje takim słuchem oraz wrażliwością na dźwięk. Jakby tego było mało koleś emanuje uwielbieniem dla detali już na płaszczyźnie budowy utworów oraz całkiem sprawnie posługuje się swoim instrumentarium, co z pozoru jest oczywistością, lecz często nie przykłada się już do tego należytej wagi, a wszystko słychać. No i wie czym jest rytm. Bo on to ma. Spodoba się młodzieży i Zbigniewowi Wodeckiemu – taki z niego zuch

Zawartość When I'm Weak, I'm Strong (tytuł jak mniemam to hołd dla Thomasa Whitfielda) nie jest bardzo zaskakująca, jeżeli śledziło się ewolucję poprzednich dokonań Gilla. W skrócie na ten galimatias wciąż składają się wpływy sophisti-popu, soulu, synth-popu, gospel oraz szeroko rozumianej współczesnej elektroniki, z tym, że zmianie uległy proporcje. W zasadzie reszta indeksów podąża kierunkiem jaki wyznaczył zeszłoroczny singiel, (notabene najmocniejszy punkt obok rewelacyjnego ”Shy”), odwracając się od kontemplacyjnego charakteru wcześniejszego longplaya, w zamian stawiając na bardziej sophisti-popowe struktury, którym chwilami bardzo blisko do przytaczanych już przeze mnie w jego kontekście Scritti Politti. Wyjątkiem jest tutaj ”Swirl” pamiętający jeszcze czasy Janelli. Niestety materiał nie jest równy. Całość podzieliłbym na 3 zbiory według kryterium jakościowego: świetne "Kissing" z rozbrajającym mostkiem i "Shy" czarujący rytmicznymi patentami oraz chyba najbardziej chwytliwą melodią chorusa to rejony dziewiątkowe, "Gather Round" z ciekawie poprowadzonymi harmoniami wokalnymi w refrenie oraz wycziliwany, w końcówce posiadający piękne klawiszowe pasaże "So Many Dreams About You" to spokojnie solidne siódemki, "Swirl" oraz utwór bonusowy – pierwszy zagrany na akustyku, brzmiący trochę jak odrzut z poprzedniego albumu Thoma, kolejny idący w stronę eksperymentu – umieściłbym w zbiorze jakościowo najsłabszym, lecz to wciąż grube porcysowe szósteczki.

Typek nie zwalnia tempa. W dalszym ciągu wymyka się oczywistym, estetycznym klasyfikacjom, klarując swój już rozpoznawalny styl, którym może porządzić przez lata. Bo trzeba mieć też na uwadze, że to zachowujące spójny klucz granie, lecz wciąż złożone z masy wpływów, których żonglerka przypomina mieniące się kalejdoskopowe barwy i wcale się nie zanosi, by ta feeria kolorów miała wyblaknąć.

Marek Lewandowski    
17 sierpnia 2014
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja