RECENZJE

Thom Yorke
Anima

2019, XL 7.4

Solowe projekty Thoma Yorke'a do tej pory mimo że zawsze intrygowały, to jednak były jedynie miłymi suplementami do działalności jego macierzystej grupy. Każdemu z tych indywidualnych przedsięwzięć czegoś brakowało. Sprawiały wrażenie dzieł artysty odpoczywającego od codziennej presji i w efekcie prezentującego fanom niezobowiązujące, nie do końca dopracowane pomysły.

Tymczasem najnowszy album muzyka można spokojnie nazwać odchyleniem od normy. Anima niby kontynuuje ulubione wątki twórcy, lecz przedstawia je w wyjątkowo świeży sposób. Jeśli już miałbym szukać analogii, to chyba skojarzyłbym tę płytę z radykalniejszym sequelem The King Of Limbs, podnoszącym formalny ascetyzm oraz klaustrofobiczną estetykę o kilka poziomów wyżej.

Frontman Radiohead buduje dramaturgię, opierając się właściwie tylko na atmosferze. W dziewięciu utworach króluje absolutny minimalizm, oszczędniejszy niż nawet najbardziej surowe kompozycje z bogatego dorobku Brytyjczyka. Odarte z jakichkolwiek ornamentów szkieletowe struktury nie są jednak przypadkowe. Ich emocjonalna nagość kreśli bowiem poruszający portret człowieka zagubionego w techno-rzeczywistości XXI wieku i wyraża towarzyszącą mu wszechogarniającą niemoc z niemal filmową sugestywnością.

Specyficzną, gęstą atmosferę piosenek wzmacnia też bezkres transowych repetycji. Nieustanne zapętlenia konstruują oniryczny krajobraz, przywołujący dziwaczny moment pomiędzy snem a jawą. Stymulujący jednocześnie przyjemne oraz niepokojące doznania stan lekkiej apatii znakomicie ilustruje hipnozę, jakiej poddajemy się podczas codziennego zanurzania jaźni w świat wirtualny. Thom napisał mnóstwo numerów o tym kuriozalnym wrażeniu, lecz dopiero teraz rzeczywiście umie je wywołać u słuchacza.

Warstwa tekstowa, jak to zwykle bywa u Yorke'a, również jest mocno abstrakcyjna. Swobodnie zarysowana myśl przewodnia płyty stanowi jedynie podstawę do szeregu fantazyjnych wersów, lepionych techniką strumienia świadomości. Po kilkunastu odsłuchach stwierdzam wręcz, że współautor Kid A poszedł o krok dalej i całkowicie pozbył się charakterystycznego quasi-socjologicznego zacięcia na rzecz pisania automatycznego à la Breton. Anima w ogóle nie próbuje zrozumieć przyczyn naszych cywilizacyjnych fobii, więc wyrzuca wszelkie analizy do kosza i operuje nieracjonalnymi, ale fascynującymi obrazami.

Thom Yorke udowadnia, że najważniejszą cechą wybitnego artysty jest cierpliwość. Budowane z wielką rozwagą repetytywne wizje są tutaj sprzedawane odbiorcy ostrożnie, kawałek po kawałeczku. Oczywiście, aby wszystko się udało, słuchacz także musi wykazać się anielską cierpliwością, pozwalającą przyjąć te fantasmagorie w całości. Dopiero wtedy wysiłek obu stron zostanie nagrodzony niezapomnianym doświadczeniem.

Łukasz Krajnik    
23 lipca 2019
BIEŻĄCE
Young MarcoBahasa
DucktailsWatercolors