RECENZJE

The Matthew Herbert Big Band
There's Me And There's You

2008, !K7 6.9

Herbert już od pięciu lat i od Goodbye Swingtime nie odgrzewał swojego Big Bandu, aż tu nagle, trawestując znanego socjologa kultury Mirosława Pęczaka – swing wrócił. Chociaż, co się chwali, nie jest bynajmniej kopią epoki Wielkiego Kryzysu, to jest Wielki Kryzys na miarę naszych możliwości. A to wszystko zostało ujęte w dźwięki muzyki swingowej oraz nierozpoznawalne zdawałoby się dźwięki muzyki konkretnej, które to ostatnie, jak głosi internetowa wieść gminna, nie sprowadzają się tu bynajmniej do odgłosów wojny w postaci strzałów ani też do odgłosów kilkudziesięciu prezerwatyw wyrzuconych niedbałym ruchem na korytarz British Museum. O nie, znajdziemy tu ponoć także kryptoreklamę perfum Britney Spears w postaci dźwięku psiknięcia flakonikiem właśnie w wyżej wspomnianej szacownej instytucji, wbijanie paznokci w trumnę oraz setkę celebrytów, którzy mówią słowo "Yes". Tyle atrakcji, a wszystko do wyższych celów, choć jak słusznie zauważył nie pamiętam kto, na papierze brzmi to wszystko jak żart z Matmos.

W praktyce cele wyższe są gdzieś daleko w tle, podczas gdy na plan pierwszy wysuwa się brzmienie typowo big bandowe. Wyższe cele zostały nawet na użytek słuchaczy mniej rozgarniętych od razu ujawnione na okładce płyty wyglądającej trochę jak papiery, które dostajemy na klatce schodowej od pani dozorczyni i podpisujemy – "We, the undersigned, believe that music can still be a political force of note and not just the soundtrack to overconsumption". Dobrze, że napisali "not just". To bowiem tak naprawdę stwarza furtkę do prawdziwego i dosłownego cieszenia się tą płytą, w dodatku zgodnie z tym, co autor miał na myśli.

Bo całość została pomyślana sprytnie i dowcipnie – kryzys dzisiejszy opisano środkami tradycyjnie kojarzonymi z kryzysem Wielkim. Wyglądającym jednak mniej więcej tak, jak możemy to obejrzeć na stacji TCM lecącej przynajmniej parę lat temu zaraz po Cartoon Network, a to ostatnie, jak to u Herberta bywa, przeniknęło żartobliwie do dalszej części ramówki. Wszystko brzmi niczym soundtrack musicalu z epoki albo stylizowanego. Jeśli ktoś nie zna angielskiego, jest wesoło, a jeśli zna tylko trochę, to tym bardziej – np. w ostatniej politycznie zaangażowanej piosence pojawia się zachęta do picia szampana i w ogóle cieszenia się, póki czas. Nic dziwnego, że film Kabaret wydaje się być jakimś odniesieniem. Odniesieniem też wydaje się być Shirley Bassey ze swoim dawnym przebojem "Big Spender" (przypomnianym zresztą niedawno w You Can Dance przy okazji tańczenia Broadwayu). Podobnie do niej brzmi nowa wokalistka Eska (!) Mtungwazi, która zastąpiła Dani Siciliano i której głos bardzo pasuje do gatunku.

Ogólnie więc mimo politycznego zaangażowania nie jest bynajmniej obskurnie – ani trochę. Jest zdecydowanie rozrywkowo, błyszcząco, na bogato oraz skocznie i z przytupem, w przeciwieństwie do poprzedniego, o wiele bardziej kameralnego albumu Big Bandu Herberta. Więc włączcie sobie tę płytę, gdy mimo kryzysu "choć nie jeden wątpił, ten moment nastąpił", jak mawia Tede w "Uderz W Puchara". A jak mawia Eska, jeśli dobrze zrozumiałam: "Life is just a place to swing, spread your shiny plastic wings, don't believe the facts and things, we are strong. [...] Loving, singing, spending, winning, swing!". Słuchajcie więc Eski i zanim kryzys w końcu was dopadnie, uderzcie w Sylwestrowego puchara z Matthew Herbertem. Czego sobie i wam życzę w nowym roku.

Zosia Dąbrowska    
21 grudnia 2008
BIEŻĄCE
Zbigniew Stonoga"Uśmiechnij Się"
Young ThugThe Best Of Young Thug Leaks 2019