RECENZJE

The Good, The Bad & The Queen
The Good, The Bad & The Queen

2007, Parlophone 4.8

Dla tych z was, którzy ciągle jeszcze nie wiedzą jak udał się ten projekt i drżą ze strachu - to nie jest zła płyta, to nie jest ani trochę zła płyta. Więc czemu cyferki u góry są takie jakie są? Cóż, po prostu nie jest wystarczająco dobra. Pierwsza rzecz, którą da się zauważyć to wstrzemięźliwość w wykorzystaniu możliwości zebranego składu. Gdybym nie wiedział, to nie byłbym w stanie stwierdzić, że gra jeden z najsłynniejszych basistów, jeden z najbardziej podziwianych perkusistów i koleś, który pojawił się na ostatniej płycie Verve, i o którego talencie wiele nie wiem, ale jakimś sposobem zajął najwięcej miejsca w tym zdaniu.

Natychmiast bezbłędnie rozpoznajemy głos Damona Albarna, który wyrósł już z wszelkich pozostałości pin-upowego chłopca z okładki "Mojo" i teraz bardziej ewokuje niż opowiada o niewesołym życiu w Wielkiej Brytanii ("Suddenly police run out and hope is found in a sound / I don't want to live a war / That's got no end in our time"). Nigdy się jeszcze gorzej nie bawiliście z Albarnem. The Great Escape, Blur i 13 nie były wesołymi płytami, ale każda zawierała jakiś popowy przebój, pomniejszy rozweselacz, a dwie ostatnie z nich nawet trochę zwykłego, katartycznego hałasu.

Na The Good, The Bad & The Queen nie ma mowy o niczym takim - to coś jak monochromatyczna wersja Think Tank, gdzie wyrównano wszystkie tempa, usunięto zbędny zgiełk i wygłupy. Otrzymaliśmy bardzo skromny, wyrównany i gustowny album, praktycznie singiel "Herculean", dziesięć wariacji na jego temat – powolnych, zlewających się ze sobą numerów z nostalgicznymi melodiami wokalnymi (okazjonalnie pięknymi zresztą – jak refren "Behind The Sun") i rytmami afrykańsko-jamajskimi, głęboko zanurzonych w zadymionej i wytrawnej produkcji Danger Mouse'a. A do tego tytułowy zamykacz, w którym muzycy jedyny raz na płycie nie wydają się nerwowo obserwować Albarna i wymiatają pięciominutową radosną kodę. Tyle przebłysków ile zwykłej nudy, całość razem niestety głównie nudzi.

Łukasz Konatowicz    
21 maja 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja