RECENZJE

Ten Typ Mes
Zamach Na Przeciętność

2009, Alkopoligamia.com 6.0

Mam problem, mam problem. Nie będzie zdjęć krecika w koralach. Odpowiedź na pytanie z kwizu na stronie głównej: chuja tam, a nie płyta roku! Spójrzmy. Wydając w 2005 roku Alkopoligamię. Zapiski Typa Mes wkroczył na drogę ku chwale. Oj tam, oj tam, że nierówna. Bity od Emade, White House czy Łebsona, a (być może przede wszystkim) udział w projekcie Sterotypu ("żywe bębny, gitary lepsze niż Jimmy Hendrix") wraz z luzem naturalnym gościa, to mimo paru flopów jedno z ważniejszych polskich dzieł rapowych w ogóle. Dziś Mes to instytucja. Począwszy od nagrań Flexxipu, przez dwie płyty 2cztery7 (w tym bardzo dobra zeszłoroczna) po niezliczoną ilość featurningów u takich postaci jak Pih, Pezet czy, uhm, DJ Decks, udział we wszystkich trzech "Kodexach" (same doskonałości) Typ stopniowo udowadniał swoje możliwości, masakryczne flow (choćby przygotowany na urodziny Alkopoligamia.com, jakby od niechcenia, "Southside flow (na odmułę)", Jezus, "tak mam, nie obchodzi mnie chór potakiwaczy choćby nawet dogrywał mi chórki", kto w Polsce jest w stanie wyrzucić z siebie linijkę w ten sposób, bo przecież nie Fokus), coraz większe zdolności wokalne oraz pełną samoświadomość. Nic dziwnego, że po 4 latach, mimo że kolo się nie opierdalał, można było liczyć na coś specjalnego na następcy "Zapisków".

Problem w tym, że ta płyta to wcale nie "pochwała muzycznego rozwoju". To raczej płyta dla tych, którzy dali się wyruchać hajpowi na Ortegę Cartel, wystawili siódemkowe noty tej płycie jeszcze przed wydaniem. Od początku raczej łaskawym okiem patrzyłem na "My", bardzo podobało mi się "Jak To?!", bardzo rozbawiła mnie groteskowa okładka, bo zakładam, że to żart, podobnie jak większość skitów na albumie. "Ten zwykły we mnie", otwierający zaraz po coś tam "jak pisał Bukowski"– rzyyyyygam – to jeden z bardziej świetlistych highów płyty. Z marzeń jednak ostał się chuj, jak mawiał poeta, albowiem bity Mesa już nie zawsze są tak mocne (ale jaki szacun za całościową kontrolę nad własnymi płytami, w przeciwieństwie do głuchych przygłupów wylatujących z tonacji na każdym zakręcie), nawijki nie zawsze pasjonujące, choć technicznie zawsze bezbłędne i precyzyjne. Znajdziemy na płycie wersy, przy których nawet Eldo by się uśmiechnął: "faktycznie powinienem jednej wypłacić w bagażnik takiego klapsa / żeby pomyślała: "mogłam kurde ubezpieczyć się w AXA" / to idź do nich dziś i powiedz, że piecze Cię dupsko / daj mi ten hajs i zmykaj na przystanek, choćby Woodstock" ("Nie płaczę za nimi"). Zaskakująco dobre są featuringi: Łona na swoim poziomie, skaczący po akcentach, pomysłowy, coraz lepszy Stasiak (mimo że nie ma takiego słowa jak "nałczka", zwłaszcza z akcentem oksytonicznym), Numer Raz o którym niedawno wspominałem, świetne jak zwykle głosy kobiece i może tylko słabszy Eros.

Okazuje się, że nabardziej bezczelny typ w branży najlepiej wypada w refleksyjnych (sorry, sorry...) "Smaku Życia" i "Dwadzieścia Pięć". Umówmy się, ten pierwszy to jego "Paranojanabloku", tylko lepsza. Ja naprawdę piszę ten tekst od miesięcy, i ciągle uwielbiam ten kawałek, to jest dla mnie "muzyka emocjonalna". "Dwadzieścia Pięć" to również doskonale opowiedziana półmodlitwa, z kobiecym wokalem. Do mocnych punktów należy zaliczyć też "Welcome / Willkomen", z podkładem opartym na przesterowanej gitarze (coś jak wczesny Eminem, hehe). Dobra. Te skity. Niesłuchalne, wyjebać to. "OiOM" to skit ? Tak czy siak, wyjebać go. (On się pojawił w wątku single roku, czy coś, gratuluję poczucia humoru). Storytelling "Zamachu na Jana K." zaledwie poprawny, zresztą generalnie po "Kontrkulturze" napięcie siada.

Mam problem, mam problem. Zapewne dopada on każdego kto kiedyś recenzował cokolwiek. Ja WIEM, że ta płyta jest regresem, tylko tak naprawdę czepianie się zahacza o małostkowość. Chrypa i łamiący się głos – hej, to też są "skillsy". Flow, które Mes wymyśla raz na pół roku, tym razem polega na zwalnianiu, przyspieszaniu, jakoś schematycznie to wychodzi. Bity to nie jest jakaś przełomowa jakość (a na Zapiskach chyba była). I choć wiem, że to prawdopodobnie najbystrzejszy skurwiel w tej branży, który wydał bardzo przyzwoitą, a momentami wzruszającą płytę, to jedynie wzmaga to mój niedosyt. Na listowe rzeczy sobie musimy jeszcze poczekać.

Łukasz Łachecki    
28 lipca 2009
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy