RECENZJE

Świetlicki / Ostrowski
Czołgaj Się...

2004, Music Corner 5.3

Z postmodernistycznymi wybrykami krajowych artystów bywa różnie. A to coś przekombinują, a to nie dopracują. A kiedy porywają się na estetyki dotąd przez nich nie poruszane, ja się ciekawię, wyczekuję, i robię dużo innych rzeczy, gdyż doświadczenie nauczyło podchodzić z dystansem do nowinek; podchodzić i wspierać mentalnie, żeby klopsem się nie okazały czy pretensjonalno-epigońskim trepem. Tym bardziej w tym przypadku tak robiłem, ponieważ... Ha, właśnie. Ulubiona nasza ikona kultury masowej nagrała płytę z elektronicznymi podkładami (tu akurat jest to dobre słowo) pana Cezarego, który o dziwo okazał się być jednym z ciekawszych twórców syntetycznego soundu w Polsce. Bo kto by o nim słyszał wcześniej. Muzyka? Kogo to obchodzi jaki to Kraftwerk. (A gdybym się mylił, powiadam: wczesny raczej, i raczej implicite, ale nie zawsze.) Trudno tu mówić o jego, Ostrowskiego, ewolucji: żadnego komplikowania się struktur w porównaniu z projektem Bexa Lala nie ma. Sucho, szorstkawo, w barwach elektro. I z odwołaniami do atmosfery sprzed dwóch dekad, gdzieniegdzie.

Schematowi przypominania dorobku recenzowanego artysty niech stanie się zadość. O Ostrowskim wspomniałem, a Świetlicki wiadomo. Klasyki o których się nie mówi: O.gród K.oncentracyjny, Cacy Cacy Fleischmaschine, czy Nie Idź Do Pracy (och, chętnie wreszcie odkupię Usersów, gdyby ktoś dysponował tym albumem). Jego kompletnie mistrzowskie recytacje właściwie tworzą już kanon w swojej szufladce polskiej muzyki. Niektóre wyrażenia wrosły w kod komunikacyjny przecież. A kontakt z jego utworami (choć głównie chodzi tu o wiersze na papierze) w okresie wczesnolicealnym zakłócił mój proces akulturacji, czego wynikiem jest, że ja kurwa nie przestanę palić nigdy.

Obecnie Marcin zmienił nieco się. Nie eksploruje już fraz znanych z poprzednich wydawnictw (czy to muzycznych, czy literackich), nie tworzy kolejnych kultowych (dobra, "chodźmy do misia" wymiata + motywy skupione wokół tytułu). I zaznaczę od razu – ten tu to nie jest żaden manifest. To jest bardziej nieśmiała, niekiedy uciekająca się do fragmentarycznych repetycji fraz, wyjątkowa wersja świetlikowych melodeklamacji. Nieśmiała, tak. Marcin leniwie, ciągle jednak z charyzmą nieuleczalną, dostarcza kolejne wersy kładąc je na muzycznym tle house'ującym, ambientującym, dopełniającym, elektro-bitowym. Porusza się ciągle w znanej tematyce, jak w "Im bardziej patrzę, tym większa mgła / Kobiety są jak księżyc / Mężczyźni są jak słońce / Nikt nie da odpowiedzi / Nikt nie przebije się przez mgłę", ale bez monotematyzowania na całej przestrzeni albumu, bo gdzie indziej potrafi też od niechcenia, zagubionym głosem wygłaszać pytania: "Co się dzieje z moim czasem / Kiedy zasnę / Kiedy zasnę". A zapytując „po jakiemu ja mówię?”, ironicznie skonsternowany, jakby niezrozumienie wyrażał. Też świetny.

I postać highlightowego momentu: "Ja, generalnie, mam niezły biust, lecz nie zabrałam go dzisiaj / Co się na mnie patrzysz / Chodźmy do misia" oraz: "Jest tyle zła na świecie dzisiaj / Tyle przemocy / Burdel jest taki / Chodźmy do misia". Jak by ktoś miał wątpliwości co do jakości tekstów, na koniec rzucę: "Dwie poduszki / Jeden w łóżku / Co się dzieje". Powinno wystarczyć na ocenę w okolicach piątkowych, jako że podkłady są tu tylko podkładami. Tak pozbierałem co ciekawsze fragmenty za całego krążka, a wspomniałem wcześniej o"„motywach skupionych wokół tytułu", więc wygląda to tak, że "Nie podchodź do okna / Czołgaj się" poprzedza kilka mniej istotnych wersów, by dojść do: "A tu jest pajacyk / Ten drugi to niedźwiedź / Oni już umarli / Przyszli tu z przedwczoraj / Oni, ci misiowie, pajacycy / Czołgaj się" na niemal hiphopowym bicie perkusyjnym. "Fajnie".

Koniu przesiaduje w knajpie stolik obok Świetlickiego. Kuzynka moja swego czasu prosiła Ostrowskiego o papierosa. Nie ma co się śmiać, ale nie są to już sprawy śmiertelnie poważne, jak kiedyś. Pyk-py-ryk pyk, pyk.

Mateusz Jędras    
25 lutego 2005
BIEŻĄCE
ObjektCocoon Crush
1975A Brief Inquiry Into Online Relationships