RECENZJE

Supersilent
9

2009, Rune Grammofon 3.8

Supersilent

Miejsce:
Tam, gdzie hamburger z Maca kosztuje tyle, za ile można przeżyć w Warszawie pół miesiąca żywiąc się mrożonkami z Biedy.

Lata aktywności:
1997– teraz.

Kluczowe postaci i ich wkład:
Trio Veslefrekk: Arve Henriksen, trąbka, wokale, przestery, krzyki, organy, elektronika, bębny; Ståle Storløkken: kibordy, syntezatory, casio, zimno, zimniej, Storløkken. Jarle Vespestad (do 2008 roku): koleś, który czterema jebnięciami w "6.3" pozbawiał świadomości. Zespół powstał po dołączeniu Helge Stena: "audiovirusa", niszczyciela, paranoika, producenta, i gościa od masteringu.

Dlaczego właśnie oni/on/ona?
Pochód nerwic. Kolesie od ciężkiego do przetrawienia, ale także fascynującego i nie zbliżającego się do mielizn niektórych koleżków z Rune Grammofon noise'u doszli do pozycji "okrętu flagowego" labelu, co zauważył Michał Zagroba w recenzji 6. I tak od ciężkiego trzypłytowego boxu wagi ciężkiej przeszli ewolucje ku formom bardziej ambientowym na 5, perfekcyjnie wymuskanemu (z zastrzeżeniem, że to wciąż improwizacja) 6 – jednemu z najbardziej inspirujących dzieł dekady, eyes wide, minds wider – gdyby Talk Talk mieszkali w okolicach koła polarnego, brzmieli by podobnie, przez momentami wręcz nieprzewidywalnie przystępną koncertówkę 7, po zastygłe w pół drogi eksperymenty na 8.

Dziura w stogu siana
Supersilent to zespół funkcjonujący na takich zasadach, że nie da się uniknąć określenia "kolos na glinianych nogach". Bo też od 8, niepokojąco nierównej, ale mając też w pamięci fragmentaryczne klęski brnących do nikąd improwizacji w momentach 4 lub pierwszych nagrań istniała obawa, że Ci, mimo wszystko, geniusze, legną "pod ciężarem form narracyjnych", ściślej – że zaczną kurewsko nudzić ludzi którzy mają dziewczyny, dwa dyplomy i inne dobrodziejstwa. Nad 9 nie ma się co jednak pastwić: byłoby to niezrozumienie kontekstu, w jaki celują muzycy, niezrozumienie konwencji, nieprzychylność i skrajność wobec nieudanego eksperymentu po prostu. Martwi wszak, że zamknięci tradycyjnie na kilka dni w studiu i plumkający jedynie na organach Hammonda zostali pozbawieni wyczucia na tyle, by najbardziej beztreściową płytę roku, po dwa latach przerwy i odejściu kluczowej postaci, wydać. Kluczowej, bo był chyba Vespestad elementem organicznej machiny, która systematycznie od pewnego momentu łapała karkołomny feeling i mogła wysmażyć w przyszłości płytę doskonałą, spełnienie marzeń fanów "muzyki eksperymentalnej". Tym bardziej zasmuca fakt, że nowy album wydaje się rozpaczliwym poszukiwaniem jakiegoś kontrapunktu dla nużących ambientowych płatów, jedynie czasami pozwalając na wyłowienie ze zlodowaciałej jak zwykle powłoki jakiegoś konkretu, jak środek "9.1", bynajmniej nie na 9.1, czy finał, za długi zresztą, "9.3" (na 3.9). Było nie było uważam się za top 100 fanów Norwegów w RP, te konkluzje mogą odstraszać.

5 esencjonalnych kawałków Supersilent przekonujących, dlaczego 9 nie jest arcydziełem:
"5.1", "6.2", "7.4", "8.7", "6.1".

Cytat na opis GG:
Teraz to jest prawdziwy super silent.

Płyta, której wstyd nie mieć:
Liczę, że jeszcze może 10 będzie na 10.0. Ale może się rozpadną na super amen, więc 6.

Influenced by:
Glitch, noise, minimal, Sigur Ros, Jan Garbarek, wściekłe free, w linii prostej "Machine Gun" Brotzmanna, ciepła kameralistyka "6.2", apokaliptyczny post-rock, muzyka konkretna, Iannis Xenakis, Stockhausen i wielu innych.

Influence on:
W Rune Grammofon próbują. Może kiedyś.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Solowy Henriksen – bardzo ładne i przystępne płyty solowe. Wydane w Rune Grammofon nawiązują do jakichś zagadnień proksemiki, zabawne. Ostania płyta wydana w ECM brzmi jak płyta wydana w ECM. Deathprod nagrywa jakiś holocaust. Storløkken wydał w tym roku kolejną już płytę z Thomasem Strønenem, jako Humcrush, o której mam nadzieję będzie mi dane jeszcze gdzieś wspomnieć (może w podsumowaniu roku?), a która jest dziwaczną, taneczną (!, ale serio, wczujcie się w puls) i nienudzącą płytą, antynomią 9.

Coś jeszcze?
Wciąż uważam, że koncert Henriksena i Deathproda w Powiększeniu, za 2 tygodnie, za 10 złotych (sic!) może być jednym z najbardziej fascynujących występów w moim życiu. I choć trochę poluzowałem na bezkrytyczności, tym bardziej jestem ciekawy, i podchodzę bez spiny. Widzimy się, Porcys.

Łukasz Łachecki    
18 listopada 2009
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie