RECENZJE

Supergrass
Road To Rouen

2005, Parlophone 6.6

Będzie w miarę zwięźle, bo swoje już o Supergrass zdążyłem powiedzieć, a jeśli wam nie wystarcza, to wyręczyły mnie setki innych autorów. Ujmę to tak: mam wszystkie albumy kolegów, i niepokoi mnie szczerze, iż żaden z tych pięciu krążków nie odstaje wyraźnie, żadnego nie można wskazać palcem jako "tego słabszego". Na tle poprzedników – entuzjastycznego punk-popu debiutu, relatywnie pokomplikowanego prog-popu In It For The Money, beatlesowskiego majstersztyku barokowej staranności self-titled i pękniętego, nieoczywistego schizo-popu Life On Other Planets – ta nowa jawi się najbardziej gęstą, mroczną i zasmuconą ofertą w ich dorobku. To nie jest zła rzecz: jak na zespół co zdążył już na dziesięciolecie pracy artystycznej wydać kompilację hitów (zeszłoroczne Is 10 – wybryk, który zastał wielu krytyków drapiących się po głowach aż do chwili obecnej), mają prawo do własnej "maturity" i ciągłe oczekiwanie po nich następnych "Alright" czy "Pumping" to dziecinada. Ci podejrzewający Grassów o cipienie się, niech szybko przejrzą na oczy.

Na Rouen, odkładając na bok parcie ku typowym, lotnym hookom, kapelka lepi purpurowe pejzaże, używając akustyków, deszczowych fortepianów i zagubionych w misji przesterów, tylko po to, by w końcu wyłonić z tej magmy melancholijne, zrezygnowane wokale. Pachnie Floydami w openerze "Tales Of Endurance (Parts 4, 5 & 6)", smyki zaliczają miłe wejścia w kilku kluczowych momentach, a najlepiej te starania o balans między konkretem i flegmą wyprowadzone są w numerze tytułowym – repetycyjnej miniaturze opartej na zgrabnym riffie, w quasi-refrenie ewoluującym ku charakterystycznej refleksji. Przykre, że choć tuzin młodych retro-rockowców muzycznie robi mniejsze wrażenie, to i tak nikt nie zawraca sobie dziś głowy dziesięć razy bardziej utalentowanym, lecz niemodnym Supergrassem, obok Blura i SFA jedną z najtrwalszych "genialnych" popowych załóg Brytanii. O jej fenomenie łatwo zapomnieć, ale every once in a while powracają i wtedy jasnym się staje, że zasiadają w tej samej lidze co wyżej wymienieni, gdyż nie zdarzyło im się nagrać jednej kiepskiej piosenki. Nigdy. Wykurwisty szacun, panowie.

Borys Dejnarowicz    
27 października 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy