RECENZJE

Superchunk
Majesty Shredding

2010, Merge 6.9

Jadę pociągiem. Czwartek. Chce mi się spać. A przynajmniej powinno. Ostatnie trzy noce nie wywiązały się ze swojej podstawowej funkcji. A może właśnie się wywiązały. W końcu mam 23 lata. Jak Pezet na Poważnej. Tylko on, rzeczywiście, był poważny, a co do siebie, to mam wątpliwości. W głowie rezonują beaty Noona. Wertuję Papugę Flauberta. Jadę na południe. Napisałem "wertuję", bo pochłonąłem już to kieszonkowe, przypominające rasowy Harlequin, wydanie i teraz staram się złapać sen w gorzkich analogiach Barnesa. Pociąg dudni rytmicznie, zamglone wczorajszym alkoholem oczy nie zamykają się. Przewracam stronę. Barnes cytuje 24-letniego Flauberta: "Jestem dojrzały – co prawda dojrzały przedwcześnie. Ale to dlatego, że wychowano mnie w szklarni." Wychwytuję analogię i staram się w myślach wmiksować tę linijkę w beat Noona. Może i świętokradztwo, ale trochę mi się nudzi. Poza tym w zatęchłym przedziale łatwiej wyczuć ducha starczej rezygnacji od stuleci nawiedzającego dwudziestoparolatków. Niby nie śpię, ale jestem zbyt zmęczony, żeby się solidaryzować. Wbijam się w kąt niemiłosiernie twardego siedziska i zmieniam rozdział. Nachodzi mnie absurdalna myśl: dopiero smuga cienia odczaruje tych młodocianych melancholików. Pisk hamulców tłumi echo paradoksu. Conrad się nie przebił. Kontynuuję. Wystarczy, że wyślą tych swoich dwudziestoparoletnich ponuraków na studia i od razu im się poprawi. Skąd te myśli? Może to czterdzieste urodziny Teda Leo wytyczyły ten szlak? Albo powrót Superchunk? Tak, z przytupem. Zmieniam rozdział i trafiam w punkt: "Kiedy jakiś osiemdziesięciu-, siedemdziesięciu- albo pięćdziesięcioczterolatek popełnia samobójstwo, nazywa się to rozmiękczeniem mózgu lub depresją poklimakteryjną, lub ostatnim porywem nikczemnej próżności, bo chodzi o to, żeby inni mieli poczucie winy. Kiedy samobójstwo popełnia dwudziestolatek, nazywa się to szlachetnym protestem przeciwko lichym warunkom, jakie oferuje życie, aktem nie tylko odwagi, lecz również moralnego i społecznego buntu. Przeżywać życie? Starzy mogą to robić za nas." Słuchając Majesty Shredding, rzeczywiście, dochodzę do wniosku, że świetnie sobie z tym radzą. Z tym "przeżywaniem życia za nas". Natychmiast przypomina mi się zarzut poczyniony przez innego pisarza: "młodość marnuje się na bycie młodym". Męczę się, starając się sobie przypomnieć nazwisko autora, ale nie jestem choćby o krok bliżej. W pociągu nie sprawdzę. Zapytać sąsiadów z przedziału? Nie wierzę. Ile lat może mieć ten McCaughan? Z dwadzieścia więcej od Pezeta. No, może piętnaście, od Poważnej minęło przecież kilka lat. Cholera, prawie dekada, jak to leci! Na pewno szybciej niż ten pośpieszny. Ostatnio tak się zestarzałem, gdy dotarło do mnie, że to już siedem lat odkąd Coetzee dostał Nobla. Może to był ten sam rok, co Poważna? Znów nie sprawdzę. Sąsiedzi odpadają. O właśnie, znów analogia. Który z nich dokonuje obrzydliwszego zamachu na czas i, w konsekwencji, poczucie gustu: Lurie, sypiając ze swoją studentką, czy McCaughan, nagrywając porywające indie-rockowe (a nawet power-popowe) hity w wieku czterdziestu paru lat? "Moja mama jest trzydzieści lat młodsza od taty" versus "moja siostra doznaje przy piosenkach twojego taty". Lubiłbym tę siostrę, gdyby to było "Digging For Something". Fajnie jednak, jeśliby wiedziała, że najlepsze momenty Majesty Shredding znaliśmy już rok wcześniej, z EP-ek. Choć w zasadzie, dlaczego miałoby to być takie znowu istotne? Czy wszechobecne cytowanie Flauberta odbiera coś książce Barnesa? Wykluczone. Może to jednak inna kwestia? Hm, zbyt skomplikowane na teraz. Zresztą, czas wysiadać. Czy Radkowski nie jechał aby pociągiem, pisząc o The Field? Może to też kalka? Nie sprawdzę znów. Przesiadka. McCaughan równy jak zwykle, byleby tylko nie budować tej erystycznej figury: "lepszy od No Pocky For Kitty", ''lepszy od Pani Bovary"...

Jan Błaszczak    
18 września 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie