RECENZJE

Sufjan Stevens
The Age of Adz

2010, Asthmatic Kitty 5.9

Moja opinia o tym krążku brzmi następująco: nie. Nie warto było czekać 5 lat na pełnoprawnego followera Illinoise. I nie udało się Sufjanowi odnaleźć siebie na nowo. Być może za mało czytał "kobiecych" pism, a być może problemem są rozpanoszone elektronikalia (wracają, były bowiem na Enjoy Your Rabbit). Nie przykrywają one ociężałego song-writingu, a co więcej odbierają piosenkom ich – dotąd naturalne – ciepło. Jakiś eksperyment był potrzebny, ciągłe pykanie tych samych Chicagów czy innych Detroitów usatysfakcjonowałoby pewnie tylko najzagorzalszych wyznawców Sufjanizmu. Ale właściwa ścieżka raczej nie wiodła przez zasypanie wymuskanych aranży (te czasem wciąż dają o sobie znać, check "Vesuvius") stertą elektronicznych pierdziawek. Smutom Gibbarda do twarzy było z bitami (Postal Service nawet mało się zestarzał, polecam), nie da się jednak powiedzieć tego samego o Stevensie. Podobny do Wojciecha Olejniczaka (też to zauważyliście?) muzyk poszukuje zatem prawdy krążąc we mgle, co nie znaczy, że parę razy się o nią (prawdę) nie potknął. Przykładem niech będzie poetycki opener czy też niewymuszony i przejrzysty, w przeciwieństwie do połowy tracklisty, "I Walked". Nie zrozumcie mnie źle: Sufjanski-Sufjanowicz zachował swoją unikalność, z tymże na The Age Of Adz ona zupełnie nie wciąga. Nie wypiszę się z fanowskiej grupy na fejsie ze względu na świętość tryptyku (Och! To były czasy młodzieńczych wzruszeń i potężnych pieśni!) ale i na fakt, że jako poszukujący geniusz, Sufjan zawsze może ponownie natrafić na właściwy ślad.

Jędrzej Michalak    
23 października 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie