RECENZJE

Studio
Yearbook 1

2007, Information 7.1

To niesamowite uczucie kiedy po niespełna kilkudziesięciu sekundach wiesz. Wiesz, że słuchasz kawałka, który zdefiniuje w twojej pamięci cały rok. Wiesz, że to element większej całości, że za tym ciosem muszą iść następne. Wiesz, że miałeś rację wystawiając niskie noty dziesiątkom zespołów, że nie był to efekt jakiegoś chorego przewartościowania, że naprawdę da się lepiej. Tak to wyglądało kiedy na początku sierpnia natknąłem się na utwór "West Side" opatrzony bliżej nieznaną mi marką Studio. Dalej sprawy potoczyły się szybko. Za sprawą szczęśliwego zbiegu okoliczności dosłownie kilkanaście dni później byłem posiadaczem ekskluzywnego, przeznaczonego tylko na rynek szwedzki, wydania debiutanckiego materiału zespołu (dzięki Tomek!).

Zacznę nietypowo, bo od obiekcji. Przede wszystkim Yearbook 1 to zebrane na jednym krążku dwa pierwsze wydawnictwa labelu Information założonego przez członków zespołu (singiel "No Comply" i album West Coast) więc o żadnej spójności mowy być nie może. Trudno rozpatrywać "Radio Edit" będący b-sidem wspomnianego wyżej singla inaczej jako niewiele wnoszącą instrumentalna wariację na temat skądinąd wybornej strony A. Skupiając się wyłącznie na utworach stanowiących de facto debiutancki album Studio wrażenie jest o wiele lepsze, ale i tak nie mam złudzeń - nie jest to materiał pozbawiony wad. Grzechem pierworodnym West Coast jest obietnica epickości, z której zdarza jej się nie wywiązywać. Mowa głównie o dwóch ponaddziesięciominutowych potworach, które zwyczajnie nie dają sobie rady ze swoim opasłym cielskiem, tracąc oddech gdzieś w końcówce. Mając to na uwadzę, z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że mało co w roku 2007 wzbudziło we mnie więcej emocji niż muzyka tych dwóch panów ze Sztokholmu.

Gdzie przebiega granica między snopkiem splecionym z cudzych pomysłów, a immanentnym stylem wykreowanym na bazie inspiracji, których przecież nie sposób uniknąć? Pytanie tyleż interesujące, co źle postawione. Nie ma mowy o "granicy" między dwoma stanami, które na żadnej płaszczyźnie ze sobą nie sąsiadują. Owszem przy pierwszym zetknięciu z muzyką Szwedów kilka nazw momentalnie ciśnie się na usta. Partie gitar nierzadko krążą w malignie między zrelaksowanym dubowym bitem na podobieństwo Durutti Column. Sama warstwa rytmiczna stuka, puka i trzeszczy niczym stary dobry New Order tyle, że dokapitalizowany szczodrą dawką polirytmii. Pełno tu zmian tętna, wtrącających muzykę w wyrwę między porywającą ciało tanecznością a nasycającą zmysł impresyjnością. Wreszcie faunie fletnie, tajemnicze posykiwania, dźwiękowe refleksy i delikatne zjawy wijące się za przyzwoleniem syntezatora oraz okazjonalnie wizytujące warstwę perkusyjną wyspiarskie bongosy dodają balearycznych rysów przywodzących na myśl lekko zakurzoną perłę 80sowego grania – francuską Antene. Cóż z tego, skoro wszelkie zabiegi kwantyzujące brzmienie Studio na pojedyncze cegiełki inspiracji wcale nie przybliżają mnie do ogarnięcia go w całym swym majestacie. Pewnym dla mnie jest, że gdzieś tam, między ciągnącymi się po horyzont połaciami nawiązań, Szwedom udało się odkryć wcale nie wąski pas ziemi niczyjej, który zagospodarowali własną wrażliwością. Jest w tej muzyce coś świeżego, coś nienapoczętego, coś zwyczajnie ekscytującego.

Wielu artystów popadło w łatwą, ale też krytycznie lukratywną, zabawę w której punktuje się zestawiając jak największą liczbę intrygujących, albo wręcz znoszących się nawzajem nazw, styli, zapożyczeń na jak najmniejszej przestrzeni utworu, swoisty muzyczny Twister. Jak miło natknąć się wreszcie na gamoni, których karkołomne wygibasy przy bliższych oględzinach nie rozpadają się jak domek z kart. W tym miejscu przychodzą mi do głowy inne zespoły jak zeszłoroczny Lansing–Dreiden ("criminally underrated", również na Porcys), Sally Shapiro, tegoroczny Tigercity, czy wreszcie jeszcze świeże Tough Alliance (również ze Szwecji i również debiutujące w Service Records) dokonywujące przy pomocy nowoczesnych technik studyjnych bardzo udanej transfuzji brzmienia sprzed dwudziestu lat w XXI-wieczne ciało. Chciałbym przy tej okazji obwieścić pojawienie się jakiejś prawidłowości, ale może lepiej nie zapeszać.

Paweł Nowotarski    
5 listopada 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie