RECENZJE

Strokes
First Impressions Of Earth

2006, RCA 4.2

Redakcyjny grafik to obojętne, bezlitosne narzędzie. Komentowanie bieżących wydawnictw dlatego, że są bieżące. W rezultacie dziś piszesz o dobrej płycie, jutro o średniej, raz masz ból zęba, raz masz pryszcze. I tak na przykład można by się spierać, czy trzecia recenzja roztrząsająca fenomen The Strokes w przeciągu pięciu lat istnienia naszego serwisu ma sens. Kwestia ta jest odbiciem odwiecznych filozoficznych dylematów. Nasze chwile są ulotne. Czy nie zbyt wiele uwagi poświęcamy czasem rzeczom nudnawym, przeciętnym. Jak masz Fashion TV, to nie oglądaj telewizji regionalnej. Lepiej patrzeć w okno niż na ścianę. Lepiej posłuchać The Kinks niż The Strokes. Lepiej "lepiej" niż "leppiej"...

Tak czy inaczej, grafik nie wybiera, brud nie wybiera, wypierz Pickera, zdemaskuj pozera. "Komercja, komercja, to mnie właśnie irytuje...". Bawi się w to Casablancas, tak ten mały Juu-lek. Tak, ten mały Julek z kolegami regularnie wypuszcza regularne płyty. The Strokes to grupa par excellence regularna. Wszystko mają regularne, nawet nieregularności. Mogą być zdeponowani jako wzór rockowego metra w Bureau International des Poids et Mesures w Sèvres. Bity Morettiego to figury geometryczne. Gitarzyści grają równiutko, włosy mają starannie potargane. Linie basu są geodezyjnie wytyczone. Nie ma przypadku, nie ma ryzyka, jest doskonale zaplanowany image święcący regularne sukcesy. Casablancas robi swoje i nie bawi się przy tym w jakieś eksperymentalne brzmienia; ma tylko jeden problem – nie potrafi śpiewać. Czy tylko ja zwróciłem na to uwagę? Jego głos jest najsłabszym ogniwem zespołu. Jest brakującym ogniwem ewolucji wielu tune'ów The Strokes ponad przeciętność. Razi monotonnym tembrem. I co z tego, że jest Reedowa chrypka. Nie ma pasji, nie ma w nim "mięcha". Jest smętnie jak w mięsnym na początku lat osiemdziesiątych.

Powiecie: krytykować łatwo, ale The Strokes to jednak fenomen. Przyznaję, że oni naprawdę nie nagrali jeszcze żadnej rzeczywiście słabej piosenki! Są jak najbardziej słuchalni. Ekipa od początku do końca gra naprawdę równo, coś jak drużyna piłkarzy stale okupująca środek tabeli. Ich upadki i wzloty, zasługi i grzechy są niewielkie, jak w życiu mieszczanina słuchającego ich na ajpodzie. Standardowe odchylenie piosenek od średniej wynosi średnio jeden punkt w obie strony skali. Każdy orze jak może, raz lepiej, raz gorzej, ale nie o to chodzi jak co komu wychodzi. "Nie jarzysz o co chodzi? Nie szkodzi! Ja nie kumam tego też, już przeliczam mój kesz".

Borys opowiadał mi, że First Impressions Of Earth miało być odpowiedzią na główny zarzut wobec zespołu: "wszystkie wasze piosenki brzmią bliźniaczo". Sesja nagraniowa zapowiadała się ambitnie. Julek postawił na stylistyczną różnorodność, rozmach. I dokonali niemożliwego! Nowa płyta jest rzeczywiście bardziej zróżnicowana od dwóch poprzednich, a jednocześnie nadal brzmi tak samo jak one. Tylko tytuł jakiś taki nieadekwatny do zawartości. Aha, nie opisałem konkretnych piosenek. Ale w przypadku The Strokes to nie ma znaczenia. Znasz jedną, to znasz wszystkie. Mają firmowy sound, ale poszczególnych kawałków zanucić się nie da. Pod koniec płyty nie pamiętasz już, co było na jej początku. Oni są naprawdę jedyni w swoim rodzaju!

Tomasz Gwara    
9 sierpnia 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja