RECENZJE

Stephen Malkmus And The Jicks
Real Emotional Trash

2008, Matador 5.5

Swoim czwartym już solowym albumem Stephen Malkmus aż prosi się o przysłowiowe potraktowanie z shorta. Nie o to chodzi, że Real Emotional Trash trudno byłoby przedstawić w kilku obszerniejszych akapitach – wręcz przeciwnie; sęk w tym, że wszystkie "recenzenckie stymulanty", którymi wypełniony jest krążek, nie mają tu żadnego wpływu na jakość doznań związanych z odbiorem materiału. Ok, jest spójna koncepcja, dojrzałość w doborze tematów i równowaga nastrojów, a także zawiłe gitarowe jamy (po raz pierwszy z takim rozmachem i frekwencją), bluesowy feeling, progresywne zacięcie; nie ma jednak tego czegoś, co sprawiałoby, że powyższe epitety przestawałyby być *tylko* dziennikarskimi clichées. Pierwowzór tego właśnie Malkmusowego oblicza, Wowee Zowee, był co prawda pavementowskim salad bowl brzmień, ale Trash bliżej do odgrzanego kotleta. I tak jak tamten eksperyment udał się prawie bezbłędnie, tak Jicks lepiej sprawdzają się w trackach z gruntu popowych: trzyminutowy "Cold Son" to bowiem największy paradoks w zestawieniu – kawałek lepszy niż cokolwiek z Face The Truth, serio. Dziarska i płynna "Gardenia" dowodzi tylko słuszności tezy, a na swoją obronę progresywna strona albumu ma niektóre fragmenty "Hopscotch Willie" czy "Baltimore"; ale to już raczej "hit-or-miss", tak jak zresztą cała solowa twórczość Stephena z perspektywy czwartej płyty.

Patryk Mrozek    
2 czerwca 2008
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie