RECENZJE

Starsailor
Love Is Here

2001, Chrysalis 3.2

Nieszczerość, nieautentyczność albo się czuje albo się jej nie czuje, płacząc przy smęcącym, post-buckleyowskim lamencie. Akurat ze Starsailora udawanie emanuje na kilka kilometrów. "Don't you know you've got your daddy's eyes and your daddy was an alcoholic". Ti da di da. Wzruszające, zwłaszcza jako hit MTV. Swoją drogą zabawna jest w ogóle grupa egzystencjalnie dojrzewających młodocianych, stanowiących target ludzi obmyślających sukces Starsailora. Chciałbym tylko zauważyć, że większość tych tonących w łzach nastolatek i nastolatków chyba nawet Grace wcześniej nie słyszała, a dokonania ponoć głównej inspiracji Jamesa Walsha (frontman omawianego bandu) zna tylko w formie pośredniej – z nazwy szóstego albumu. Siłą rzeczy nie wiedzą więc, że Tim Buckley (na marginesie Love is Here nie przypomina jego twórczości) to jeden z największych songwriterów, jego syn był naprawdę wielki, a Starsailors to dziwki na usługach dużej wytwórni. Choć, mimo że mamy tu do czynienia ze sprzedawczykami, ich piosenki są momentami całkiem miłe.

Michał Zagroba    
3 kwietnia 2002
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja