RECENZJE

Spoon
Transference

2010, Merge 5.4

JM: Wyobraziłem sobie przez chwilę, że nastąpił błąd w systemie i mamy oto Porcys z 2003 roku przeniesiony do realiów lutego 2010. Afera Blimpowa zaraz rozpali umysły kilkudziesięciu czytelników serwisu, tymczasem mi przychodzi do napisania normalnej, to znaczy kilku-akapitowej, recenzji nowego Spoon. Oj napociłbym się próbując ubrać w anegdoty i kontrowersyjne anglicyzmy prosty fakt, że Transference brzmi tak samo jak wszystkie poprzednie płyty zespołu z tym, że do ostatniej wartościowej, to jest Kill The Moonight, nie ma zwyczajnie startu. No, niech żyje postęp.

RG: Siedzę i siedzę, myślę i myślę, czego naprawdę nowemu Spoonowi brak, może pewności, że kiedy Transference skończy się, kiedykolwiek jeszcze włączę je, dla Girls Can Tell, dla A Series of Sneaks, byłem pierwszy o tak, dla Kill the Moonlight, mego ulubionego, najpiękniejszy. Spoonie, zataczałeś krąg, gdzieś daleko stąd, między szklanki brzegiem a dnem, nie obiecuj, nie powtórzy się.

MJ: Uh. Uh uh, huh-uh. Mh-ooawh, uh. Uh howh. Dum dum, brzdum, klap. Uh-oh. Kojarzycie? Tak, to Britt Daniel i jego wesoła gromadka – bodajże jedyny skład w post-90sowej rzeczywistości, który odnalazł się na rynku budując swoją syntaktykę na indie rocku maltretowanym w studio bezlitosnymi trickami, podnoszonymi nawet do rangi rdzenia piosenki, nierzadko. Trickami tak bardzo low profile, jak tylko można sobie wyobrazić, a przy tym używanymi ekspercko do zapodawania melodii, które będą nucić wasze dziatki w okresie późnego dorastania. Targanie rajstop, trzaskanie szklanek i tarmoszenie sekretarek na zebraniu zarządu, rzekłoby się. Znana historia. Na tyle znana, że żal patrzeć, jak twój ulubiony zespół akcydentalnie w swoje majtki. Drugi raz z rzędu. Ech. Tylko "Is Love Forever?" coś stara się trzymać fason (dostarczanie pytania tam!), ale też brzmi jakby nigdy nie widzieli filmu o rekinach.

ŁK: E tam, poprzednia płyta Spoon była zupełnie solidna. Cholera, ta też jest zupełnie solidna. Nie brzmi to ekscytująco, tak samo jak Transference, przyzwoity rockowy album, który najwięcej zawdzięcza temu, że Britt Daniel to fantastyczny wokalista. Wszystkie rockery się zapomina, "Trouble Comes Running", "Is Love Forever?", cokolwiek. Trochę świeżego powietrza wpada przez okno z "Who Makes Your Money", brzmiącym zaskakująco jak Radiohead circa In Rainbows a "Out Go The Lights" jest zupełnie urodziwe ze swoim smutkiem zza zaciśniętych zębów. Spoon to już nie jest młody zespół – żeby nabrać perspektywy pomyślcie: gdyby byli Bowiem, byliby teraz w latach 80. – trudno od nich oczekiwać rewelacji. Śmiało oczekujmy za to ich Never Let Me Down.

Jędrzej Michalak     Mateusz Jędras     Łukasz Konatowicz     Ryszard Gawroński    
9 lutego 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja