RECENZJE
Spoon

Spoon
They Want My Soul

2014, Loma Vista 6.5

Nie wiem, jaki plan działania ma Britt Daniel, ale wydaje się, że gdzieś od Kill The Moonlight postawił na coś w rodzaju metody wahadłowej. Przy Gimme Fiction przystopował i nie szarżował, dwa lata później dłużej posiedział nad piosenkami, dzięki którym mógł wstrzelić się w gusta coraz bardziej zblazowanych obserwatorów, i od razu zachodnie media zareagowały pozytywnie, choć Ga Ga Ga Ga Ga było sporym przehajpem. W 2011 znowu przyszedł czas na zbieranie sił i w wyniku tego powstał cechujący się szorstką topografią Transference, nieznacznie wygrywający z poprzednikiem, mimo swojego nieco pobocznego charakteru. Jeśli ta teoria spiskowa jest wiarygodna, to przy najnowszym długograju Daniel znowu się spiął i chce na poważnie walczyć o propsy. Bo po co byliby mu Joe Chiccarelli i Dave Fridmann za konsoletą (pałker Jim Eno dostał wolne, jak widać nawet nazwisko nic nie pomogło)?

Pracę tych gości rzeczywiście słychać (choćby rozplanowanie akcentów słyszalne w "Knock Knock Knock" czy quasi-psychodeliczne opary klawiszy w "Inside Out" — to pewnie sprawka producenta Flaming Lips), tyle tylko, że Spoon nadal brzmią jak Spoon i to wciąż jest ich największym atutem. W końcu mało która kapela konsekwentnie realizująca swoją unikatową stylistykę, potrafi utrzymać równy, wysoki poziom przez tyle sezonów, bez wyraźnego przetrącenia skrzydeł. They Want My Soul nie odkrywa nowych lądów czy krain, poprzestając na eksplorowaniu dobrze znanych wątków surowego indie i pop rocka. Wartość krążka zależy od dyspozycji i formy lidera formacji, ale tak było zawsze, w końcu kierunek od lat jest znany. A ten nadal udowadnia, że wie jak machnąć dobry kawałek. Cały problem polega na tym, że nie wszystkie fragmenty nowego albumu to potwierdzają.

Ci, którzy widzą w They Want My Soul mentalny follow-up Ga Ga, mają w pewnym stopniu rację. Takie numery jak "Inside Out" czy jadący na podobnym patencie "Outlier" (jeden zapętlony dźwiękowy ciąg z przyklejonym, nieco wymuszonym chorusem), przypominają o słabościach i braku błyskotliwości krążka z końcówki dekady lat zerowych. "Do You" mimo fajnego klipu też nie jest niczym więcej, jak tylko prostą kompozycją, średnio wyglądającą w śpiewniku Daniela. Z kolei "Let Me Be Mine" rzeczywiście znalazłoby sobie miejsce w trackliście Ga Ga, ale w bloku udanych piosenek. Tu goście podnoszą się z miejsc i robią użytek z instrumentów, pogrywając sobie wciągający, typowo Spoonowy temat. Tak jak w chyba moim ulubionym "Rainy Taxi", gdzie 60sowe podejście do pisania kawałków, zderza się z melodyczną wrażliwością Daniela. Podobnie dzieje się w post-Kinksowskim tracku tytułowym czy zbrudzonym "Rent I Pay", a żeby nie było tak jednobarwnie, w "I Just Don't Understand" Spoon przygrywają knajpowo-stonesowskiego bluesa, zaczynającego się od krótkiego ambientowego intra. Nie muszę mówić, że i tym razem trafiają.

Bolą więc tylko te chybione momenty, dostosowane jakby specjalnie "do potrzeb masowego odbiorcy". Ale to wciąż ten sam zespół, który nagrał A Series Of Sneaks, Girls Can Tell czy Kill The Moonlight, więc trudno spodziewać się, aby wypuścił bardzo kiepski czy mocno niedorobiony materiał. They Want My Soul to według moich obliczeń najlepszy krążek pochodzącego z Austin bandu od dwunastu lat. To chyba niezły wynik, zwłaszcza jeśli notuje go taka załoga jak Spoon.

Tomasz Skowyra    
19 sierpnia 2014
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie