RECENZJE

Spoon
Gimme Fiction

2005, Merge 6.2

Chciałem nawet silić się na jakiś wstępniak o tym, jakie poletko uprawiają Spoon, specjalnie dla będących z Porcys krócej niż trzy lata, ale po przypomnieniu sobie Zagrobowego opisu Kill The Moonlight mogę to sobie odpuścić. Nieobeznanych z tematem teksańskiego bandu odsyłam zatem wprost do dwieście ósmej recenzji naszego serwisu. Coś leniwy jestem ostatnio. Istnieją jednak gorsi: goście ze Spoon są leniwi od lat. Wynaleźli na pierwszych płytach całkiem oryginalne podejście do rozkminiania melodii i innych zsyłanych przez natchnienie dobrodziejstw i postanowili uparcie się go trzymać. Na Series Of Sneaks się opłaciło. Na Girls Can Tell znów, i na Kill The Moonlight znów. Beje, prawda? Wydać z rzędu trzy zajebiste lub prze-zajebiste krążki bez znaczącej restauracji visage'u wydaje się niesprawiedliwe. Nieco bardziej tajemnicza od poprzedników Gimme Fiction, choć dowodzi obniżki formy, to zarazem pokazuje, jaki zapas sił jeszcze drzemie w tych cwaniakach. Myk myk wytknijmy słabsze momenty zanim trzeba będzie streścić te lepsze: i tak w "My Mathematical Mind" z kompozycji typowo Spoonowej (czyli prostej, opartej o motyw pianina i krótką pętelkę rytmu, czerpiącej z punka i klasyków amerykańskiego indie) rodzi się degrengolada będąca nie pomysłem, a przykładem braku pomysłu. Mroczny "Was It You" ma bit openera Srżnt Pprz i nie pamiętam nawet czy coś ponadto. Nie no pamiętam, ahah, ale tu się tak mało dzieje, że nie warto o tym pisać.

Wymieniłem utwory przeciętne w całości, ale pustosłowia zdarzają się także i w dobrych kawałkach. Pogłębia to zarysowujący się delikatnie momentami nastrój znużenia, jak to jest zresztą gdy główną i odosobnioną mocą krążka jest songwriting. Ah jak schematycznie komentujesz Gimme Fiction, zasmucą się niektórzy. Po części zmusza do tego zespół, używając sobie w najlepsze po raz kolejny tych samych zagrywek: umelodyjniania basem, rozklaskiwania rytmu, wycinania punkowo-trzy-akordowych (heh) motywów pianina czy też rozkręcania naprawdę prostych pieśni w przednią, nabrzmiałą od treści rockerkę. Co prawda takiego "I Turn My Camera On" zblazowanym członkom zespołu nie chciało się nawet rozwijać; ot grają z grubsza to samo przez 3 minuty (postać siły tej melodii, że ów nachalnie prosty kawałek z palcem w dupie dorównuje poziomem Kill The Moonlight). Highlight albumu "Sister Jack" to już napięcie rzężenia gitar i ciekawość co będzie dalej, miażdżona jednym z refrenów roku. Kolejne minuty przebiegają głównie na modłę starego, dobrego Spoon.

Jędrzej Michalak    
12 września 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie