RECENZJE

Sophie
Oil Of Every Pearl's Un-Insides

2018, Future Classic / Transgressive 7.0

Witold Tyczka: Zacznijmy może od końca: od tego, że mamy przed sobą najdojrzalszą wersję całej tej postfascynacji plastikowym światem PC Music. Krążek narratywny. Dopieszczony zarówno w dolnych, jak również górnych rejestrach – każdy element tych przejaskrawionych puzzli wypolerowany i wygładzony został z wprawą najznamienitszego sztukmistrza szlifierskiego cechu. Nawet wyjątkowo chropowate, przesterowane fragmenty singlowych połamańców "Ponyboy" oraz "Faceshopping" lśnią pełnym blaskiem. Mix, mastering, produkcja – Tadeusz Sznuk dźwiękowej inżynierii. SOPHIE, kojarzona dotychczas chyba przede wszystkim - na poziomie niezobowiązującej imprezowej "doznaniówki" - z permanentnym szafowaniem catchy chorusami, poszła dziś zupełnie inną drogą. Tam, gdzie dotychczas słyszeliśmy powtarzane z uporem maniaka "wyskokowe" motywy, zagościła moda na coś, co nazwać można wręcz "antyhookiem". W tym miejscu odsyłam do pierwszej "dropless" awantury towarzyszącej premierze "Just Like We Never Said Goodbye" pod koniec 2015 roku. Niemniej, ad rem: "Is It Cold in the Water?" stanowi doskonały przykład sukcesywnie polaryzującego się podejścia Brytyjki do świata cyfrowych melodii. Tylko umówmy się, że Oil of Every Pearl's Un-Insides nie jest wcale próbą napisania na nowo, czy też może nieco trafniej: przeprowadzenia małego upgrade'u radioodbiornikowej muzyki popularnej do wersji pokolenia SpaceX. Finalny produkt rąk SOPHIE odbieram raczej jako "nutowy" zapis marzenia o stworzeniu pełnoprawnych kompozycji z popowych "resztek" – sonicznych obrzynek niezbędnych do skonstruowania pełnoprawnego, top-chartsowego hitu. Tył na przód w materii organizacji piosenek. "Not Okay" czy też sześciominutowy ambient-drone'owy jamnik "Pretending", a także eteryczna, zaszumiona iglica "Whole New World / Pretend World" niech posłużą za namacalne dowody tejże luźnej tezy. Najmniej rozbrajającym numerem z całego oferowanego przez panią Xeon zestawu piosenek jest – paradoksalnie – opener. Utwór, który w elektroniczny świat wjechał z flanki, na gładkich syntetycznych klawiszach, dziś rozpatruję jako wokalne i kulturowo-społeczne (tu odnoszę się do "narratywności" z drugiego zdania niniejszego tekstu) wyjście z szafy. Bez fajerwerków na słuchawkach, jednak z dużą miłością dla samoświadomości SOPHIE, która lokując "It's Okay to Cry" gdzieś pośrodku tracklisty, najpewniej zaburzyłaby cały epicki koncept albumu bardzo przecież reakcyjnego. Takiego, który zaledwie strzępkami digitalnych, auto-tune'owych kantorskich psalmów wyrywa się do dyskusji nad kondycją indywiduów w dzisiejszości. Ale już totalnie odrywając się od mojej misji napisania o tym, że to nie jest w żadnym razie sztuka nadmiaru (którą podziwiać można między innymi u cholernego pushera retro-futuryzmu, jakim jest Daniel Lopatin), i nie chcąc w żadnym wypadku nieść tego kaganka oświaty, muszę na koniec przyznać, iż "Immaterial" zawładnęło mną w całości. Oprócz sentymentalnych konotacji, oczywistego związku z hitem Madonny oraz osobistej słabości do absolutnej poruty, jaką bezsprzecznie stanowi większość "dziedzictwa" nurtu Hi-NRG, rozpływam się przede wszystkim nad sposobem opakowania mocnego manifest songu w polimery. Tu nikt nie traci: wygrał silny, liryczny i najdonioślejszy statement na płycie, ale zwyciężyła także eurodance'owa taneczność. Wymagało to jednak sporej odwagi, by o płci rozmawiać nie przez łzawe ballady w stylu Anohni, a w białych rękawiczkach. I wciąż zachować jakąś tam doniosłość, choćby z lekkim tylko przymrużeniem oka. Kapitalne. Ka-pi-tal-ne.

Tomasz Skowyra: No nieeeeeee wieeeeeeem, nieeeee wieeem, nie wiem. Trudno się nie zgodzić, że faktycznie ten debiut jest najdojrzalszym tworem dość efemerycznego do niedawna projektu Sophie, nie da się też raczej skrytykować produkcyjnej dbałości o każdy drobiazg i trzeba również podkreślić próbę stworzenia czegoś rzeczywiście własnego. Ale: im częściej i dłużej słucham Oil Of Every Pearl's Un-Insides, tym więcej rodzi się moich wątpliwości w stosunku do tego materiału. Po pierwsze, jest to album dramatycznie spóźniony: czy ktoś jest dziś w stanie z ręką na sercu powiedzieć, że po tym, co wyprawiało się w PC Music, po wszystkich wariacjach ze strony Arki, Amnesia Scanner, M.E.S.H. czy Hudsona Mohawke, debiut Sophie czymkolwiek zaskakuje? Mnie na przykład kompletnie niczym. Ale to jeszcze zupełnie nie musi być wada, bo ile innowacyjnych płyt słyszeliśmy w 2018 roku? No właśnie. Ale pojawiają się MOJE (bo dla kogoś innego nie ma tu problemu) kolejne wątpliwości – tak naprawdę jedynym chwytliwym momentem jest tu mrugający do Madonny "Immaterial", który brzmi po prostu jak kolejny track Hanny Diamond, więc poptymiści nie mają zbytnio czego tu szukać. W zamian Sophie oferuje trochę kiczowate, a trochę urocze ballady brzmiące, jak jej nowa wersja piosenki z Frozen ("It's Okay To Cry"), post-Arcowy rewers "Bipp" ("Ponyboy") czy doklejony chyba lekko na siłę ambient (aczkolwiek "Pretending" to jeden z moich ulubionych indeksów w zestawie). Ciekawy jest tu "Is It Cold In The Water?", którym jarał się Mark Richardson jakiś czas temu: specyficzna antyballada na spitchowanej tafli lodu mająca tylko jeden cel: eskalować. I tu ujawnia się mój główny problem z tym longplayem: mimo fantastycznie opanowanego warsztatu i pewnego pomysłu na siebie (pomijam kwestię, że wydanie takiej płyty w "erze Trumpa" bardzo się opłaciło) jak dla mnie Sophie nie zaprezentowała niczego, co w jakiś sposób na serio by mnie zaintrygowało. Posługuje się kalkami (już nie chcę pisać, że closer to dość jednoznaczna zrzynka z Aphexa), igra z motywami rodem z czołówki Mortal Kombat, namaszcza wszystko cyfrową awangardą, ale w tym wszystkim jakoś trudno mi dostrzec naprawdę własną "muzyczną treść". Oczywiście, gdzie indziej tej treści szukam ja, a gdzie indziej szuka ktoś inny. Na przykład ja dostrzegam tu przede wszystkim rolę eksperymentu i intuicji, pozwalającą na powstanie muzyki, o której całkiem nieźle można popisać. Dostrzegam ambicje i zaangażowanie, ale zastanawiam się, czy to "muzyka do tańca", czy "do słuchania". No i chyba mam jednak mały kłopot z tą postironią, dzięki której Sophie udało się osiągnąć sukces i zdobyć niezłą publikę. Ale żeby nie było: rok 2018 zostanie zapamiętany na pewno między innymi przez fakt ukazania się Oil Of Every, czy tego chcemy, czy nie. A już pod koniec roku Sophie porządzi w podsumowaniach, tu nie ma wątpliwości. Pytanie tylko: czy słusznie? Myślę, że każdy ma swoją własną odpowiedź.

Redakcja Porcys    
20 sierpnia 2018
BIEŻĄCE
Ross From FriendsFamily Portrait
NecksBody