RECENZJE
Sokół/Hades/Sampler Orchestra

Sokół/Hades/Sampler Orchestra
Różewicz – Interpretacje

2015, Prosto 2.7

Sokół i Hades w ostatnich latach mocno zacieśnili współpracę, biorą też udział w nieformalnym konkursie na najmniej seksowne wersy w historii języka polskiego: Sokół już od wielu lat znajduje się w czołówce z "syczącym pierdnięciem z niedziewiczej dupy", Hades doścignął konkurencję wersem o "pierdzeniu w mikrofon bigosem". W tym kontekście zainteresowanie niemłodych już dżentelmenów poezją Różewicza wydaje się dość perwersyjne, ale dobry chłop eNCeK i inne państwowe instytucje kultury zawsze chętnie rzucą lawinę siana na projekty o podobnym profilu i uniesie się w zadowoleniu filisterski wąs. Może niedługo jakiś Paluch nagra płytę Tkaczyszyn-Dycki na rapie w akompaniamencie ukulele i bałałajki albo Ad.M.a pokusi się o Julię Hartwig na zdemenciałym ambiencie? To nic, że takie rzeczy mogą poruszyć co najwyżej Dorotę Wellman i maturzystę decydującego się na temat "Polscy raperzy – współcześni wieszczowie?" – grantowy strumień hajsu, śniadaniowe pasma w reżimowych mediach i potęga smaku gimba niejeden kuriozalny projekt wepchnęły do zestawień Olisu. Zakompleksieni rapowcy będą sobie już zawsze wycierać gębę kulturą wysoką, a marszałek województwa chętnie im przyklaśnie. Sokół na cokół! Co w tym zaskakującego?

Cóż, nawet osoby, które tak jak ja uznają sam koncept za dyskwalifikujący, a ściślej – za najobrzydliwszy pomysł na wydawnictwo od czasów Albo Inaczej, a może wręcz w ogóle w powojennej historii Polski, muszą otworzyć ze zdumieniem japę słysząc, co tu się odpierdala.pdf. Przede wszystkim bezczelną kpiną jest nazywanie tego smętnego dukania "interpretacjami". Jakkolwiek by nie podchodzić do Różewicza (najlepiej nie na kolanach), to akurat finezja rytmiczna i intonacyjna nigdy nie była jego mocną stroną – Sokół i Hades tę specyficzną cechę jego poezji dojeżdżają do granic groteski, nawet nie siląc się na sięgnięcie po rzeczy napisane z nieobcym Różewiczowi poczuciem humoru, które mogłyby rozładować dosadność zwartych wersów zanurzonych w moralnej histerii. Zamiast tego narasta w nas poczucie skrajnego niezrozumienia poety, ogołoconego ze wszystkich rzeczy, które może akurat nie znalazły się w podręcznikowych biogramach, ale których wyczucie pozwoliłoby uratować ten projekt resztkami sił. Niestety, rezultatem są Interpretacje w najlepszym wypadku zbliżone do lektorskich "interpretacji" nazw stacji w metrze. Lub, pardon, do pierdzenia w mikrofon bigosem.

Co chyba najgorsze, album nie broni się nawet w warstwie muzycznej, oferując generyczny trip-hop z jazzawym posmakiem, dopracowany w producenckim detalu, ale kompletnie nieangażujący, irytujący tymi samymi przywarami, które można zarzucić interpretatorom – patosem i imitacyjnym podejściem do wyobrażeń "miejskiej, nocnej, poetyckiej" nutki. Nad wszystkim unosi się charczący duch Świetlickiego (w "Cierniu" nawet efekty nałożone na wokal Sokoła przypominają parodię The Users) i krakowskiego spleenu (=poezja), szokująco toporny bit do "Mojego Ciała" odrzuciłyby nawet największe postaci mariopeszkizmu, "Zdjęcie Ciężaru" brzmi jak Nine Inch Nails, a najlepsze momenty, takie jak "Wicher Dobijał Się Do Okien", w porywie dobrych chęci można nazwać przezroczystymi. 10 lat temu taka oprawa spłynęłaby po mnie jak po kaczce, choć pewnie załapałaby się na Paszport Polityki. Dziś może jedynie śmieszyć – jak cała płyta, stworzona dla dziewcząt, dla chłopców, dla starców, kierowców, dla żon i dla matek, ale nie dla obcujących z poezją i z rapem.

Łukasz Łachecki    
16 czerwca 2015
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie