RECENZJE

Smolasty
Mr Hennessy

2016, self-released 6.9

Dobrze pamiętam tegoroczny, przedwiosenny okres na naszym rodzimym podwórku, gdy nową jakość na scenie polskiego erape wnosili tacy gracze jak: Malik Montana, Diho Raz wraz z Olkiem czy równie zaskakujący kolektyw HEWRA+MOBBYN. Wbrew zapatrywaniom przeciętnego słuchacza Taco Hemingwaya o supremacji Tede czy innego Palucha – to właśnie ci ludzie (których ja osobiście utożsamiam z ruchem #GMLL) tworzą obecnie największą wartość dodaną środowiska czarnej muzyki w tym kraju i wskazują kierunek rozwoju na najbliższą dekadę. Myślę, że oto nastąpił ten moment, w którym starsze pokolenie raperów zwyczajnie nie nadąża, nie kuma progresywnego rapu. Dochodzi do swoistej zmiany pokoleń – żądne kasy indywidua jeszcze próbują się przed tym bronić, chwytając się brzytew, lecz finalny efekt jest groteskowy. Ja tego zwyczajnie nie kupuję.

Niektórzy mogą pomyśleć, że przesadzam, pisząc o tym wszystkim, ale wystarczy odpowiedzieć na pytanie – czego oczekuję? – i jeżeli w odpowiedzi nie nasuwa się: Lepszego Życia Diler, to można posłuchać innych, dla których rap to mimo wszystko narzędzie ekspresji, a nie akcesorium do wypluwania dziadkowych oczywistości. Po takim małym rachunku sumienia i kilkudniowym researchu doznałem objawienia. Hasło REAL TALK przebiło się do (pod)świadomości słuchaczy, wryło się w nie niczym niegdysiejsza potrzeba posiadania kalkulatora i linijki wśród truskulowców. Jeśli jest REAL TALK, to dlaczego nie podlać by go musztardowym sosem? Właśnie z tym pytaniem przyszło się zmierzyć Smolastemu i teoretycznie tylko z tym, bo oczekiwań nie było.

Zasadniczo o samym krążku niewiele było wiadomo, w sieci krążył jeden bądź dwa luźne numery, które rozbudzały apetyt, ale prace prowadzono bez medialnej podniety i bez spamowania snippetami na insta. Pewnego dnia na Facebooku pojawił się po prostu wpis informujący o zmianie wytwórni w związku z planowanym wydaniem LP i niespodziewanym mikstejpie jako produkcie ubocznym trwających prac.

Napisałem o już wymianie pokoleń, był też pojazd po Tede, pora na chwilę muzycznej analizy. Mr Hennessy to mikstejp, a zarazem debiut Smolastego, który odpowiada za większość produkcji oraz piękne partie wokalne – serio, kilka minut z tym materiałem i mogliśmy wtedy zapomnieć o szarej rzeczywistości czy mrozie hehe. Sam mixtape odzwierciedla spojrzenie producenta na świat pop-rapu. To zbiór luźnych numerów, do których dograno kilka wariacji na temat OVO sound. Pierwszą połowę stanowi część klubowa, drugą łóżkowa. Z jednej strony mamy inspirację wyciągnięte od DJ Mustarda, z drugiej coś ze świata contemporary r&b, choć niestety tutaj lekcje nie zostały do końca odrobione: z dwóch stron nagrywki nieco jaśniejsza to kraina RnBass, druga – ciemna i pełna hukających sów, trochę od siebie odpycha.

Jeśli chodzi o inne blaski i cienie, to do blasków można zaliczyć refreny gospodarza, cieniem będzie refren w wykonaniu Kingi Pędzińskiej. A tekstowo? No cóż, jest dobrze. Poruszane tematy to oczywiście suki, hajs i narkotyki, mamy oczekiwany real talk, poszczególni raperzy technicznie też nie zawiedli. Osobiście najbardziej siadł mi numer "W Planach" z gościnnym udziałem Kaza Bałagane, który nota bene ostatecznie znalazł się na płycie jako hidden track i bardzo dobrze, bo jest to jeden z najładniejszych utworów szkoły post-mustardowskiej. Sama kolaboracja przywołuje na myśl współpracę dawnych asów jak Wankeja z Ruffsoundz czy Smarkiego z Punchlove. Poza Bałagane, można usłyszeć gościnki Pikersa i Białasa, i o ile do pierwszych dwóch nie można mieć żadnych zastrzeżeń, bo idealnie się odnaleźli i dali kozackie zwrotki, o tyle do występu Białasa mam pewne uwagi. Pierwszą kieruję do gospodarza. Zwrotka Białasa w numerze "W Moim Typie" zupełnie nie współgra z całością. Wiem, że z założenia takie kolabo ma stanowić fajny kontrast, tworzyć pewną paralaksę, w tym wypadku jednak zwrotka zupełnie burzy konstrukcję numeru i wprawia mnie w ten sam stan wkurwienia, który odczuwam świeżo po wybudzeniu – jak ktoś z takim uchem do muzyki mógł tego nie wyłapać? Drugą uwagę, a w zasadzie pewne przesłanie, kieruję do Białasa – bletka OCB się klei, top się mieli.

W Smolastym drzemie spory potencjał, potrafi stworzyć muzykę, która faktycznie buja. Coś co do pewnego czasu wydawało się poza zasięgiem tej sceny. Gość, tworzy refreny niczym Sentino, ma w sobie lekkość, wnosi świeżość i ucho do bitów. Do bycia kompletnym brakuje mu jedynie umiejętności stricte rapowych. Pewne zmartwienia budzą zapowiedzi dalszych twórczych działań. Nadchodzący album ma być utrzymany w dużo mniej imprezowym klimacie, a tego typu numery wypadają tutaj nieco mniej korzystnie. Cóż, jeśli chodzi o przyszłość artysty należy sobie odpowiedzieć na dwa pytania: Czy producent dotrzyma swoich obietnic odnośnie oficjalnego debiutu? I czy wydanie albumu praktycznie 4 lata po debiucie mentora nie będzie już jedynie przysłowiową musztardą po obiedzie?

Bartłomiej Krysiński    
17 listopada 2016
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie