RECENZJE

Sleater-Kinney
The Woods

2005, Sub Pop 7.0

Niektóre zespoły dojrzewają w sposób świadomy i konsekwentny. Kiedy trzy lata temu reckowałem One Beat, traktowałem ten albumik jak świeżutki, surowiutki niemal-pop, nazywałem grupę girlsbandem i wybierałem najatrakcyjniejszą "sleaterkę". Ale jeśli ktoś myślał, że piętrowe utwory z tamtego krążka stanowiły graniczną cezurę formalistycznych zapędów dziewcząt, to bardzo się mylił. Hej, nowy ma kawałek prawie jedenastominutowy! Ale jak, spytacie, przecież laski są ładne, zgrabne, noszą obcisłe ciuszki i schludnie przycięte grzywki, a ich piosenki są dokładnie takie same. Otóż not anymore bejbi. Na nowej płycie dzieje się rzecz trochę dziwna. Sleater sięgają do swoich brzmieniowych korzeni, z czasów Dig Me Out przykładowo, kiedy nie potrafiły wygładzić produkcji na tyle, by przez wir niechlujnych punkowych ścierw przebiły się jasne hooki, lecz rozdymają tę estetykę do rozmiarów wcześniej u nich niespotykanych i kończą w ten sposób na intelektualnym niemal-rocku albo nawet niemal-progu. Niemal.

Dla The Woods artystki zrezygnowały z tradycyjnych elementów charakteryzujących ich uprzednią stylistykę, jak chaty pomiędzy wokalistkami tworzące narrację wewnętrzną lub upbeatowy, radosny, pozytywny vibe. Pod tym względem The Woods to żadne All Hands On The Bad One. Mimo to kanciaste zagrywki wioseł torujące drogę ku ekstatycznemu refrenowi "Wilderness" albo call&response tychże w "What's Mine Is Yours" potrafią zajść w pamięć. Na tym etapie Corin, Carrie i Janet nie mają problemów z "melodyjnością" czy "przyswajalnością"; jedyną kwestią jest jak wiele podają na talerzu, a co skrywają w gąszczu przesterowanych hałaserów i szeleszczących cymbałów. To nie jest łatwa płyta do słuchania, i wielu z pewnością odpadnie już na samym "The Fox". Ale właśnie wnikanie w meandry niemal-classic-rockowych struktur dostarcza mi głównej przyjemności. Lubię kiedy mi się ta płyta nie podoba, bo za chwilę dostarcza satysfakcji dzięki wychwytywaniu subtelności. Maaan, jest ta płyta głośna. Sorry, mam słabość do tych białogłów. Tkwi też coś impresjonistycznego, wizjonerskiego w tych przydługich jamach. Brownstein wspominała że obecnie inspiruje ją wszystko od poważki do malarstwa, i te poza-dźwiękowe źródła natchnienia są słyszalne.

Ostatnią rzeczą wartą uwagi jest staranność z jaką przygotowano edycję The Woods. W dobie mp3 rozkładany digipack Sub Popu (btw transfer z Kill Rock Stars po wielu latach!) powinien zachęcić wszystkich do wydawania kasy na muzykę, raz jeszcze. Szczególnie że zawiera książeczkę z tekstami oraz bonusowy dysk DVD z zapisem wykonania czterech premierowych kawałków. Widziałem już panny u Lettermana, gdzie wymiotły solidnie; tu jest nie gorzej. Na ścianie plakat promujący to wydawnictwo, jaki dostałem w prezencie razem z przesyłką, przegryza się z wiszącym obok kalendarzem Kylie. W jakiś sposób ta tapeta nad moim łóżkiem streszcza dwa stereotypy fascynujących kobiet popowego świata. Kylie wygląda jak współczesna Bardot, opalona w obcisłym czarnym topie i ekskluzywnych rękawiczkach – rozmarzony anioł, niedostępna blondynka unosząca dłonie ku niebu w blasku słonecznych promieni smagających porastające wkoło zboże. Sleater zupełnie na odwrót: świadome spadkobierczynie riot-grrrrls, spoglądają groźnie w poczuciu swojego bossostwa; są tu obecne, o krok od ciebie, rozwiązują twoje problemy, robią porządek i trzeba się ich bać. The choice is yours.

Borys Dejnarowicz    
5 lipca 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja