RECENZJE

Sky Ferreira
As If! (EP)

2011, Capitol 6.2

"Każde pokolenie odejdzie w cień / A nasze nieee" – naiwnie napisał niegdyś mistrz metaforycznych opisów przemijania, Jacek Cygan (o którym więcej u nas już niedługo). Cóż, znany autor tekstów nie po raz pierwszy w pewnym stopniu trafił w sedno, ale nie trzeba być pięćdziesięcioletnim fanem Kombi, żeby rozumieć ten tekst na swój sposób. Do dziś pamiętam szok, jaki towarzyszył mi gdy zacząłem słuchać muzyki robionej przez ludzi młodszych ode mnie. Pal licho jeśli po prostu urodzili się parę miesięcy po mnie. Co innego, gdy zaczęły dzielić nas lata, zwłaszcza w przypadkach, w których oznaczało to brak szansy na symboliczne "spotkanie się" w gimnazjum czy LO. Zatem wiadomo – ci młodzi w pewien sposób stanowią "nowe pokolenie", z którym mogłoby mi być trudno znaleźć wspólny temat do rozmowy. Za jedną z przedstawicielek "nowego" należy uznać Sky Ferreirę (rocznik 1992), modelkę, początkującą piosenkarkę, prawdopodobnie przyszłą celebrytkę, być może pod pewnymi względami "następczynię" Uffie.

Dotychczasowa kariera Ferreiry przypomina nieco adaptację losów Kopciuszka do ery MySpace. Dziewczę o portugalskich korzeniach dosyć szybko zainteresowało się śpiewaniem i tu ciekawostka, bowiem Sky, powielając nieświadomie losy Katy Perry, rozpoczęła swoją przygodę od muzyki gospel w pobliskiej parafii (ciekawe jak jej opiekunowie z oazy zareagowali na "Sex Rules"). Z czasem tematem zainteresowali się rodzice i zaczęli posyłać latorośl na profesjonalne lekcje emisji wokalu. Młoda panna Ferreira "na boku" zaczęła prowadzić konto na portalu MySpace, gdzie w wieku lat 14 wrzuciła swoje pierwsze autorskie piosenki. Dziewczyna szybko otrzaskała się w internetowych realiach, a że nigdy nie brakowało jej pewności siebie, to w sumie ciężko się dziwić, że tuż przed piętnastymi urodzinami wysłała wiadomość do znanego producenckiego duetu Bloodshy & Avant. Współautorzy "Toxic" nie potrzebowali zbyt wielu przesłuchów, aby dostrzec songwriterski talent młódki. Resztę tej historii możecie już mniej więcej znać – kontrakt z wielką wytwórnią, udział w teledysku Uffie (ciekawe, czy za 15 lat socjolodzy i badacze popkultury będą się w tym doszukiwać symbolicznego "przekazania pałeczki", jakby co byłem pierwszy!), współpraca z Kurstinem i jakoś to poszło. Efektem dotychczasowych starań Ferreiry jest póki co skromna debiutancka EP-ka As If!, ale longplay podobno już w powijakach, więc to krótkie wydawnictwo należy traktować jako taką małą zapowiedź potencjału; ma spełniać podobną rolę co te kompilacje z najlepszymi zagraniami młodych argentyńskich piłkarzy nagrywane tuż przed wypłynięciem na szerokie wody.

Zawartość merytoryczna tej EP-ki zdaje się potwierdzać aspiracje młodej Amerykanki do rozdawania kart we współczesnym electropopie. Pięć kawałków na As If (EP) wyprodukowało czterech różnych producentów, co pozwala przypuszczać, że Sky Ferreira dość dużą uwagę przywiązuje do swoistego popowego eklektyzmu. Największym atrybutem tego wydawnictwa jest oczywiście współpraca z Gregiem Kurstinem, który wyprodukował dwie najlepsze w zestawie piosenki – niepozornego na pierwszy rzut ucha growera "Sex Rules" i utrzymanego w duchu wczesno-madonnowym zapełniacza parkietu w postaci "99 Tears". Z tym pierwszym utworem miałem tak jak Kamil w playliście – doceniałem zgrabny aranż i intuicyjnie zgadzałem się z tą szóstką, ale bezpardonowa chwytliwość tej może nieco zbyt boleśnie bezpośredniej frazy z refrenu któregoś dnia dopadła i mnie. I co mi zrobisz, od tamtego momentu przepadłem. W przypadku drugiej z produkcji Kurstina ciężko mieć jakiekolwiek wątpliwości już na starcie, zwłaszcza wobec tej uroczo zaśpiewanej celnej frazy rozpoczynającej refren: "Turn Around / It’s My Turn To Let You Down". W ogóle kolejnym czynnikiem zjednującym sympatię do amerykanki są teksty – bezpretensjonalne, nie silące się na moralizatorstwo, chwilami mocno naiwne, ale rzadko banalne – jednym słowem idealne dla wschodzącej teen-popowej gwiazdki i łatwo przemawiające do szerokiej gamy odbiorców.

Pozostałe kawałki na As If! (EP) już tak mocne nie są, ale na nudę narzekać nie sposób. Odkrywcy talentu Ferreiry pomogli przy "Haters Anonymous", kolejnym po "Born This Way" Gagi tegorocznym singlu mentalnie i songwritersko inspirowanym przez "Express Yourself" Madonny. Od strony lirycznej "w prostej linii" widać powinowactwo z Uffie, a pod tym płomiennym i nieco naiwnym apelem do internetowych hejterów podpisałaby się każda ich ofiara, od Piotra Ćwielonga przez Dorotę Świeniewicz aż po Zbigniewa Hołdysa. Z kolei drugi na playliście, "Traces", nieśmiało wpisuje się w nurt modnych ostatnio zapożyczeń z dubstepu, ale ciekawe jest to, że Sky postanowiła postawić na takie odwołania akurat w najbardziej łzawym i emocjonalnym z utworów jakie tu znajdziecie. Wieńczące całość "108" to coś, co mogłaby nagrać Weronika Rosati w odpowiedzi na zarzuty Tede o związki z podstarzałymi mężczyznami. Ferreira trochę żartuje sobie z tematu, ale że robi to w dosyć chwytliwej teen-popowej kompozycji, to ciężko mi się do czegoś przyczepić.

Najważniejsze wnioski, jakie nasuwają się po seansach z As If! (EP) i nie dotyczą smutnych konstatacji na temat przemijania, można sprowadzić do tego, że Sky Ferreira w otoczeniu takich producentów ma szansę zajść naprawdę daleko. Recepcja jej dotychczasowego repertuaru tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że kariera (a właściwie KARIERA) zdaje się być w tym przypadku kwestią kilku najbliższych miesięcy. Nam pozostaje tylko kibicować młodej piosenkarce w jej dążeniach i życzyć sobie, aby pisanie chwytliwych popowych piosenek prędko nie ustąpiło miejsca dbaniu o stronę wizerunkową. Zresztą jeśli Ferreira ma zamiar kontynuować współpracę z tak zdolnymi ludźmi jak Greg Kurstin, to o "trzymanie poziomu" jestem póki co dziwnie spokojny.

Kacper Bartosiak    
26 kwietnia 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja