RECENZJE
Skalpel

Skalpel
Simple (EP)

2014, PlugAudio 5.5

Strasznie trudno funkcjonować z gębą zwycięzcy. Kubicy było ciężko, Małyszowi pewnie jeszcze bardziej to doskwierało, a Skalpelowi ich wszystkie ninja-tuny musiały szybko zacząć wychodzić bokiem. Odkrywając świetną formułę na Polish Jazz, skroili jednocześnie sobie przepis, którego musieli się potem trzymać przez następne lata. Tak jak media i ludzie szybko zaczęli przesadzać przy naszych sportowcach, tak autorzy świetnego debiutu i dobrego Konfusion zaczęli w pewnym momencie coraz bardziej dystansować się od określenia "Polacy w Ninja Tune", pytania "gracie eksperymentalny jazz?" i wielu innych naprawdę nudnych klisz. Świat podczas tego nieprzerwanego trzymania Skalpela w odpowiednich ryzach mocno się zmienił: Ich wytwórnia już nie jest synonimem muzycznego parcia do przodu, a downtempo i nu jazz nie pachnie już kuszącą świeżością. Igor Pudło i Marcin Cichy kumato to zauważyli i zaczęli zastanawiać się, co dalej. Tylko przaśne pytanie o eksperymentalny jazz z 2004 roku wciąż powracało i powraca: w 2013 roku redaktor Stelmach zadał im to pytanie przy okazji występu Skalpela na Off Festivalu.

Trudno się dziwić, że w okolicach 2007 roku Skalpel zaczął wokół siebie wyciszać atmosferę. Ciśnienie, by znowu nagrać to samo, było zbyt duże. Coraz większe dystansowanie się od tego projektu i całej otoczki widać naprawdę mocno w wywiadach. Pamiętam, jak sam po przepytaniu Igora Boxxa o Breslau trochę fanowsko, trochę dziennikarsko, podpytałem o trzecią płytę Skalpela. Sensownie odpowiedział, jak wygląda sytuacja (wtedy w ogóle nie było o czym mówić), ale też wyraźnie zaznaczył, że chciałby gadać o tym, czym teraz się zajmuje. A naprawdę warto było się temu przyjrzeć.

Igor Pudło i Marcin Cichy to muzycy, którzy umiejętnościami, doświadczeniem i wyobraźnią daleko wykraczają poza nudne naparzanie nu jazzu w stylu Ninja Tune. Świadczy o tym ponad 70 wyliczonych przez discogs masteringów Cichego i mnogość projektów Pudło. Nervy są pomieszaniem estetyki Venetian Snares z etno-imprezą, Evorevo producencką imprezą na różne stylistyki, a najbliższe Skalpelowi solowe Breslau i Last Party in Breslau pokazało innym polskim muzykom, jak świadomie poruszać temat II Wojny Światowej (nareszcie nie było koszmarnej skuchy). Gdy do tego wszystkiego doliczy się ominięte przez wielu krytyków, zanurzone w latach dziewięćdziesiątych Dream Logic Boxxa oraz wycofane utwory Meeting by Chance autorstwa Marcina Cichego, to naprawdę ten nu jazz robi się za ciasny. Złośliwi dodaliby, że to wszystko razem w kupie wciąż jest bardzo retro, ale mi to zupełnie nie przeszkadza.

Długo jeszcze nowego Skalpela miało nie być. Fakt, że znowu zaczęli grać, mi przynajmniej nie zapowiadał nowej płyty – każdy może zagrać sobie parę koncertów. Dopiero szczegół, że duet weźmie się za reinterpretację muzyki Kilara, Pendereckiego i Góreckiego, zaczął sugerować powrót twórczego napięcia w zespole. Muzyka współczesna była obecna w ich muzyce już na Polish Jazz, ale dopiero występ na Sacrum Profanum w 2012 roku zainspirował ich do rozwinięcia tych wątków. Podobno mają one pojawić się na pełnej płycie, co już w samych zamiarach napędza trochę skostniałą formulę Skalpela.

W tej chwili możemy słuchać Simple (EP), która wzorem Sculpture (EP) ma zapowiadać pełną płytę. Według Skalpela ma ona charakter bardziej klubowy i nie do końca odzwierciedla to, co znajdzie się na ich trzecim albumie. Muzyka na niej przypomina mocno ich wcześniejsze dokonania, choć oni sami jeszcze mocniej w tej chwili odcinają się od przeszłości. Jest wydana w nowej wytwórni PlugAudio, która nazwą nawiązuje do studia Marcina Cichego. W wywiadach unikają oni tematu Ninja Tune i podkreślają na każdym kroku "no... musieliśmy odpocząć".

Ta długa przerwa przyniosła mocną dominację wrażliwości Igora Boxxa w muzyce Skalpela. Trzy pierwsze utwory brzmią jak mniej napięte i mroczne Breslau lub jak echa remiksów z Last Party.... Rytmika "Simple", wejście męskich wokaliz w "Salvadanio" czy sposób w jaki rozkładają się dęciaki w "On The Road" przypomina miejsca, gdzie Breslau miało być groźne i złowieszcze. Nic jednak na Simple (EP) nie przeraża – nie ma po prostu takiej potrzeby, a Marcin Cichy swoimi zabiegami mocno nasączonymi Meeting by Chance (zabawy z tłem!) wszystko łagodzi. Najsłabiej według mnie wypada "Soundtrack", który swoim stylistycznym odstawaniem może najbardziej zapowiadać ich trzecią płytę. Bez naprawdę fajnego obrazu Natalii Nguyen rzecz nie przyciąga uwagi. Utwór pełni rolę… muzyki tła do filmu.

Simple (EP) realizuje "klubowość" w taki sposób, w jaki robiło to Breslau. Skalpel z PlugAdio mierzący się ze Skalpelem z Ninja Tune wciąż spotyka się z problemem, jaki pojawił się na Konfusion: za mocno to wszystko przypomina to, co już było. Przerwa w działaniu na pewno dała im wiele, jednak Simple (EP) nie wciąga tak jak powinno. Sprawę najlepiej opisują słowa Igora Boxxa z wywiadu dla T-Mobile Music: "Jeżeli zespół Coldcut gra sety z dopiskiem dubstep, to nie tylko nie tego się po nich spodziewamy, ale też nie zrobią tego lepiej niż dwudziestolatkowie, którzy ten styl stworzyli i wymyślają ją na bieżąco. I tak samo jest z nami."

Ryszard Gawroński    
14 sierpnia 2014
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie