RECENZJE

Sin Ropas
Trickboxes On The Pony Line

2003, Sad Robot 6.7

Wgłębiając się w amerykańską krytykę muzyczną nieraz czułem się zaskoczony ślepym uwielbieniem dla wszelkiej maści bardów i singer/songwriterów dopiero co oderwanych od sadzenia marchewek albo powolnie sączących whisky przy barze w jakiejś zabitej dechami miasteczkowej karczmie. Nie żebym uważał tych mądrych ludzi za pierwszych lepszych zaprysiurów, brzdąkających w zdarte struny i przepitym głosem śpiewających coś po wypiciu o piciu, żeby zarobić na picie. Po prostu dziwiło mnie uznanie znacznie wykraczające poza skromniuteńką sferę muzyczną, ubogi i często bardzo monotonny akompaniament gitary akustycznej. Przypuszczam, że niezwykłą pasję odbiorców przywiązanych do takiej formy ekspresji można wyjaśnić na płaszczyźnie oderwanej od sfery normalnie używanych narzędzi ocennych: smutna refleksja nad istotą nieistoty pozwala traktować wieszczy w kategoriach nie-muzycznych, jak jednostki docierające ponadprzeciętną wrażliwością poza piętrzący się patos hamburgerów i wstęgi rakotwórczych frytek; ponadto, a raczej przy okazji, pielęgnujących resztki szlachetności kulturowej pozostałej nastawionemu na rozkosze materialne imperium.

Nie jest to rzecz najłatwiejsza do skumania w innych miejscach globu, gdzie słowo "country" potrafi wywołać skrajnie negatywne odczucia. Przykładowo w Polandzie uruchamia się ciąg skojarzeń na poziomie: Lonstar, Piknik Country, WC Kwadrans, Kowboj Cza Cza, szeryf z dwiema spluwami, czerwoną gawroszką i kapeluszem. W terenach rolniczych od country niedaleko do disco-polo i hodowli koni: wchodzą tu w grę pojęcia takie, jak bacik, toczek, bryczesy oraz wiele innych słów, których nie ma. Często przedostanie się do wewnętrznego klimatu zacności i szlachetności dzieła country'owego wymaga przebrnięcia przez utożsamiane z wieśniactwem charakterystyczne podciągnięcia struny, co wymaga zmiany przyzwyczajeń i nawyków. Stąd radują projekty takie jak Calexico, czy powstałe poniekąd na gruzach Red Red Meat i powiązane z Califone Sin Ropas, nie oferujące może ponadczasowej, natchnionej jakości songwritingu, ale rekompensujące braki śmiałym ujawnianiem potencjału eksperymentalnego.

Ci drudzy w jakiś tam sposób przywołują to, co Wilco z O'Rourkiem robili na Yankee Hotel Foxtrot, wpisując w alternatywną amerykańską piosenkę nowe podejście do kreowania kompozycji lub przestrzeni aranżacyjnej, odświeżają formułę, której Tweedy był niegdyś współtwórcą i przyczyniają się do powstania tworu o cechach alt-alt-country'owych. Siła Trickboxes On The Pony Line drzemie w teksturach: tło, niekiedy przeładowane, sklejone jest na zasadzie złowieszczych impresji, zrębków motywów, również elektronicznie przekwaszonych. W efekcie wychodzą z tego niemal kolaże dźwiękowe, których atmosfera zbliża się do marzycielskich wędrówek sennych Jasona Lytle'a, przy jednoczesnym zachowaniu surowego ducha bardów amerykańskich stepów.

W "Syrup Coat" zmarnowany głos Hurleya i pogrywające w dwóch kanałach folkowe gitary wychodzą na pierwszy plan, tworząc pozory youngowskiej ballady, jednak z tyłu toczy się zupełnie oddzielne opowiadanie – lekko oniryczne, odwołujące się przede wszystkim do brzmienia Grasshoppera. Pod tą samą przykrywką "Candy Cobra" okazuje się w rzeczywistości wyjątkowo irytującym, na wzór "Piotrka" Ścianki, nieruchomym pejzażem dźwiękowym, swoistym ambient-country (jakiś przemielony w echo puzon tam się pojawia?; wspomniane country'owe podciągnięcie udające powtarzany motyw przewodni, niczym jakieś uderzenie dzwonu z Approaching Silence Sylviana?). Wśród wszystkich ciężkostrawnych historii błyszczą przystępniejsze fragmenty zalatujące bluesem, zazwyczaj przyozdobione zfuzzowaną gitarą, przesterowanym basem, pojawiającą się z nikąd partią smyków i niezliczonymi smaczkami edycyjnymi. Najprzyjemniejszy w odbiorze "Hands Inside" to równocześnie kiler z Trickboxes. Nie w żadnych brutalnie nudnych, oryginalnie malowniczych podejściach do folkowej materii, a w utworze piosenkowym udało się Hurleyowi zgrabnie połączyć wszystko powyżej, tym samym czyniąc popowy fragment najbardziej eklektycznym. W tym właśnie upatrywałbym szansy na kierunek dalszego rozwoju Sin Ropas i postępu Califone.

Michał Zagroba    
4 października 2003
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie