RECENZJE

Sigur Rós
( )

2002, Fat Cat 5.7

Po dużej zniżce formy zaprezentowanej przez Múm przyszedł czas na ogromny krok wstecz w wykonaniu ich islandzkich kolegów, do niedawna należących do grona naszych ulubieńców. Jeśli ( ) podobnie jak Finally We Are No One zostanie w Polsce okrzyknięte jedną z płyt roku, będzie to chyba objaw spóźnionego zapłonu, jarania się albumem w momencie kiedy trzeba było podniecać się poprzednim, a w tym wypadku nawet dwoma wcześniejszymi.

Przypuszczalnie niewiele osób zdaje sobie sprawę, że pierwszym wspaniałym dokonaniem Sigur Rós był ich debiut Von. Początkowo wydany w liczbie zaledwie kilkuset egzemplarzy, zwiastował narodziny wielkiej grupy. Zespół sięgnął doskonałości już na drugiej płycie, jednej z najlepszych jakie znajdują się w naszym archiwum. Wszyscy wiemy co działo się później: wraz z Agaetis Byrjun przyszła ogromna i, z mojego punktu widzenia, zupełnie niezrozumiała popularność. Zagadką pozostaje fakt, jak muzyka przepełniona intymnością i wrażliwością zdołała zjednać sobie miłośników, których nazwisk nie wymienię, by nie mieszać złota z gównem. Ściąganie teledysków, koncertów, gościnnych występów i wszelkiego rodzaju pierdół związanych z popularnym Sigurem stało się powszechną praktyką. Paradoksalnie, teraz doskwiera to trochę mniej. Trzecia płyta w dorobku okazała się epigońska, wyzuta z wszelkiego wizjonerstwa, natchnienia, niesamowitości, tajemniczości, monumentalizmu, chociaż wszystkie te czynniki stara się w sobie zawrzeć. Zastanawiając się, albo gorzej – słuchając dwóch poprzednich albumów Sigur Rós – trudno pojąć jak w ogóle mogło dojść do takiego nieporozumienia. Popadanie w przeciętność po wybitnym arcydziele jest najdrastyczniejszym z możliwych spadków.

"1" nie zwiastuje jeszcze miernego dzieła. Pierwszy i "4" to tak na dobrą sprawę jedyne dwa z ośmiu utworów, które mogą się podobać. Otwierające album pianino, smyki i wokaliza Jonsiego określiłbym jako motywy na wskroś skandynawskie, nie przysparzające właściwie posmaku świeżości. Intrygująco prezentują się kobieco-dziecięce śpiewy obecne w obu wspomnianych utworach, swoją mroczną psychodelią odwołujące się do "Dogun" z Von w wydaniu dużo pogodniejszym. O ile na debiucie te niepokojące krzyki są wstrząsającym elementem ambientowego majstersztyku, tutaj ratują w innym przypadku całkiem zwyczajne kompozycje. Z kolei "2" to kilka minut pustki. Z nicości wyłania się fragment bardzo konkretny (jeden z niewielu), sprawiający wrażenie wariacji opartej na którymś z fortepianowych tematów Parachutes. A ponieważ płyta Coldplaya jest całkiem ładna, niezobowiązujący kawałek Sigura także do brzydkich nie należy, choć ponad zwykłość się nie wybija.

Na "4" kończy się pierwsza część płyty; przed kolejną odsłoną otrzymujemy trwającą kilkadziesiąt sekund ciszę. Zabieg nie służy raczej uspokojeniu, zważywszy że ( ) to siedemdziesiąt minut, dłużących się w nieskończoność. Istnieją inne sposoby odczytania niemego komunikatu. Na przykład: "Uwaga, za chwilę zacznie się najgorsze pół godziny w historii naszego zespołu. Możecie wyłączyć już teraz". Tak też radziłbym zrobić każdemu, kto po nie spełniających oczekiwań pierwszych czterech kawałkach nie chce odłożyć słuchawek po bardzo męczącej godzinie z gorzkim uczuciem zawodu. Wszystkie utwory z numerkami od 5 do 8 prowadzone są w ekstremalnie slow-core'owym tempie (wyjątkiem lekko wyrywająca z marazmu końcówka), na pewno nie odbieranym tutaj jako medytacyjne piękno. Nowy Sigur Rós podobny jest pod pewnymi względami do debiutu Explosions In The Sky: ten ostatni należy uznać za popłuczyny po Young Team Mogwai, tak samo jak ( ), a zwłaszcza druga jego połowa, jawi się jako zaledwie mierna stylizacja na genialnym poprzedniku.

Żeby upewnić się co do niskiej wartości ( ) wystarczy posłuchać, nawet przez chwilę, któregoś z wcześniejszych wydawnictw. Generalna refleksja sprowadza się do wniosku, że nowy album plasujący się w teorii pomiędzy Von, a Agaetis Byrjun jest od nich oddalony o całe kilometry. Pozostaje o nim jak najszybciej zapomnieć.

Michał Zagroba    
4 grudnia 2002
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie