RECENZJE

Shugo Tokumaru
L.S.T.

2005, Compare Notes 6.2

Nasz dzielny samuraj Shugo Tokumaru powraca! Drugie wydawnictwo utalentowanego songwritera, którego rok temu ochrzciliśmy "japońskim Sufjanem", choć w porównaniu do debiutu wydaję się nieco wtórne, momentami sprawia dużo przyjemności. Jest to kolejna porcja utrzymanych w melancholijnym nastroju, nieco udziwnionych na zasadzie "popsutych hitów", akustyczno-folkowych mruczanek - z lekko wyczuwalnym wpływem kultury azjatyckiej, które - jak pamiętamy z "Night piece", potrafią człowieka solidnie wzruszyć. Co istotne, album (podobnie jak ubiegłoroczny debiut) posiadł pewien rodzaj urzekającej intymności, który porównałbym do wyszeptywanego na ucho osobistego wyznania bliskiej nam osoby. Dużą rolę odgrywa tu też, niezwykle łagodny - rzekłbym kojący, wokal Tokumaru. Myślę, że to właśnie on stanowi główny atut "L.S.T." i momentami troszkę maskuje jej niedostatki kompozycyjne. No właśnie, w sumie możnAby się trochę poprzyczepiać do niektórych kawałków na "L.S.T" - ale dam sobie z tym pokój. W końcu (naprawdę nieliczne) słabsze fragmenty bez wątpienia wynagrodzi nam ślicznie rozwodniony closer "5 Am M.", a poza tym Shugo to taki miły, wrażliwy koleś - jeszcze by mu się przykro zrobiło.

Paweł Greczyn    
8 lutego 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie