RECENZJE

Shins
Port Of Morrow

2012, Aural Apothecary / Columbia 5.0

Cztery lata wydawniczej przerwy zaowocowały przetasowaniami w składzie The Shins i zaakcentowaniem, iż jest to nade wszystko autorski projekt Jamesa Mercera. Kumpel, z którym zakładał ten zespół, perkusista Jesse Sandoval, nie ukrywał, że został z zespołu zwyczajnie zwolniony decyzją frontmana. Jego miejsce zajął pałker zaprzyjaźnionych Modest Mouse, Joe Plummer. Zespół opuścił również wieloletni klawiszowiec Martin Crandall. Braki uzupełniono Ronem Lewisem i Erikiem Johnsonem z Fruit Bats. Na ile jednak można mówić o nowym składzie zespołu? Zdaje się, że łatwiej potraktować ten projekt jako tour-band Mercera. To on napisał wszystkie piosenki i nagrał w studiu większość partii instrumentalnych. Dodatkowo na obecnym brzmieniu w roli producenta wywarł swoje piętno Greg Kurstin z The Bird And The Bee i nie poczytuję mu tego jako zasługę. Nie tym razem.

Mercer & Kurstin – nie wyszło z tego nic nadzwyczajnego. Pięć lat temu Tomek Waśko pojechał tu dość dotkliwie po Wincing The Night Away. Ja się nie podpisuję pod jego odczuciami (a tym bardziej pod ekstremalną cyferką). Jakkolwiek oczywistym jest, że ciężko było wytrzymać porównanie z bardzo równymi dwoma pierwszymi wydawnictwami, to naprawdę w kontekście tego, co otrzymujemy dzisiaj, tym bardziej kupuję tam jeszcze obecną, shinsowską definicję indie popu. Problem taki, że Port Of Morrow już zupełnie wypadło poza jej ugruntowane w Sub Pop ramy. W nowym, własnym labelu, nowe jeszcze bardziej własne Shins Mercera nie dostarcza pretekstu, by wziąć je na rower. A przecież za kilka dni gruntowne ocieplenie! Wiecie, za bardzo nie ma tu o czym pisać, bo poza mocującym się w nie najbardziej głupi sposób z powerpopowymi pomysłami wczesnych New Pornographers, singlowym "Simple Song", oraz zdecydowanie wyciągającym całość z obszarów czwórkowych, ożywczym "No Way Down" (ten tytuł to nie mógł być przypadek) brakuje tu fragmentów szczególnych. Pokryte gitarowym delayem balladki w rodzaju "September" czy "For A Fool" wpisują się w krajobraz wyjałowionej z pomysłów indie-folkowej prerii i nieszczęśliwie zawłaszczają całość. Niby próbujemy po staremu i jest w tym jakaś solidność, ale klimat już nie ten i komu to potrzebne. A może Mercer sprzeda takie "40 Mark Strasse" do siódmego sezonu Skinsów? Nadało by się.

Michał Hantke    
14 marca 2012
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy