RECENZJE

Shine 2009
Realism

2011, Cascine 6.9

ŁK: Shine 2009 są z Finlandii. Trzymają rękę na swoim frappuccino a ich wzrok utkwiony jest w Baleary. Jak wszystkie zespoły, o których mi przypominają (Pet Shop Boys, Air France, The Embassy, Studio, Kings of Convenience) są duetem. Ok, przypominają mi też momentami Hot Chip, którzy nie są duetem. Dwaj Finowie nagrywają super gładki, super jasny i super wtapiający się w tło (jeśli słuchacz tylko chce) pop na bazie muzyki tanecznej lat 90., do którego nie da się tańczyć. Żeby podbić swoją popową wiarygodność zaprosili Paulę Abdul do zaśpiewania w "So Free" krótkiej i mało zauważalnej partii. Ale dość żartów – na Realism wszystko gra, to świetny albumik do słuchania przy opalaniu się na balkonie i do porannej kawy. Shine to utalentowani goście, brakuje im jeszcze jakichś powalających kompozycji (chociaż "New Rules" jest już blisko), za to bez wysiłku utrzymują bardzo dobry poziom i fachowo tworzą nastrój.

MP: Sami Suova i Mikko Pykäri (raczej trudne do przeczytania) to, być może, rodzące się gwiazdy zachodniego niezal światka. Mają chyba wszystko, mało znany label ze znanymi nazwiskami, szufladę co prawda wyeksploatowaną, ale z dość "własnym" na to pomysłem, no i Paulę Abdul. Po części jest ona prowodyrem całego zamieszania, ale nie o niej, a o Shine 2009. A jak w praktyce wygląda fińskie duo? Oczywiście, że balearycznie, jasne, że wysmakowanie, proste, że wyrafinowanie, dość. Mają dość dużo wspólnego ze swoimi kolegami, Jensen Sportag, bo cytując źródła, "They're playing with pop music in a delicious way". Wszystko to jest mocno niewymuszone, słuchanie tej płytki doprowadza do stwierdzenia, że tak musi być. Choć wydali jedną płytę to nie wyobrażam sobie, aby grali inaczej, co może być w niedalekiej przyszłości ich przekleństwem, ale biorąc pod uwagę okoliczności, nie bardzo chce mi się w to wierzyć.

"While the sounds point to the Hacienda club in Manchester, the songs work better on the couch at home" – krótki research doprowadza nas to takich informacji. I znów z jednej strony trudno się nie zgodzić, ze względu na mocno podbity pierwiastek early 90s ("World", "Public Exposure" czy początek "One", dokładnie do wejścia pianina), ale z drugiej, jest to po prostu zbyt duże uproszczenie i łatka dla zespołu krzywdząca, głównie ze względu na skalę odniesień. Zdecydowanie najlepszy "New Rules", a reszta to, jakby, "na Realism wszystko gra".

MHJ: Jasne, nie ma o czym nawet mówić. Bardzo nieprzedobrzona płyta, która nie męczy mnie absolutnie nawet po którymś odsłuchu z rzędu. Co przetestowane zostało na różnych stanach pogodowo-nastrojowych. I skoro z wiadomymi konotacjami z PSB, Tough Alliance, ma się jeszcze sporo ochoty, nie ma narzekań na epigoństwo, to rzeczywiście jest ok i bardzo ok. Tracki do kupy jawią się monolitowością, tą po dobrej strony mocy, nie ma wysiłkowych zmian akcji. Płyta płynie sobie po prostu zwiewnymi kompozycjami. W szacownym gronie utworów są nieco (nieco) szczególniej fajne: z Paulą, dość zaskakująco materialne "Naturally", i przebojowe w smutny sposób "New Rules". Ogólnie bez sensu nie polecać.

KM: Czy ktoś już stwierdził, że Shine 2009 przypominają Pet Shop Boys? Czy ktoś przywołał Beleary? Paulę Abdul? Czy ktoś napisał, że słucha się tego wszystkiego niezwykle przyjemnie? Tak? Aha, dobra, to ja mam wolne, idę się opalać. Z Realism na słuchawkach, rzecz jasna.

Krzysztof Michalak     Marian Pietrowicz     Magda Janicka     Łukasz Konatowicz    
30 maja 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie