RECENZJE

Shellac
Excellent Italian Greyhound

2007, Touch & Go 5.6

This one goes out to Szelak.

Zobaczyć tych trzech gości na żywo – przez te wszystkie lata od poznania At Action Park przesłuchałem wiele ich koncertów w sieci i jednego jestem pewien: ich brzmienie studyjne, choć i tak przecież znakomite, stanowiące wręcz momentami prawdziwy audiofilski Eden, nijak nie jest w stanie oddać soundu, a przede wszystkim energii tego zespołu z występów na żywo. Znajdźcie w sieci jakiekolwiek wykonanie live openera Excellent Italian Greyhound i porównajcie z wersją albumową tego numeru, a skumacie o co chodzi.

Blisko dziewięciominutowy "The End Of Radio", bo o tym kawałku mowa, to bez mała połowa wartości tegorocznej płyty Albiniego, Westona i Trainera. Niedawno nieopatrznie zapodałem sobie Excellent Italian Greyhound w samochodzie na pewnej dłuższej trasie za miastem – po trzech minutach trwania tego numeru musiałem zjechać na pobocze i zmienić CD w odtwarzaczu, bo w przeciwnym razie po kolejnych dwóch pewnie byłbym gotów wjechać pod tira nadjeżdzającego z przeciwka. Oto bowiem podobnie jak przy okazji 1000 Hurts panowie nie patyczkują się i wytaczają najcięższe działa już na samym początku albumu. Tam miażdzył krótki utwór "Prayer To God", czyli maniacki apel skierowany do Boga, by raczył zabić byłą dziewczynę podmiotu lirycznego i jej nowego partnera – pamiętacie? Jasne, że pamiętacie. Każdy kto słyszał ten numer choćby raz, już nigdy go nie zapomni. Błagalne "Make him cry like a woman / No particular woman", do tego niczym mantra powtarzane słowa "fucking kill him", nie przesadzę stwierdzając, że dla mnie osobiście to jedna z piosenek powodujących największe ciary na plecach, przynajmniej jeśli chodzi o te wydane ostatnimi czasy.

To było siedem lat temu. Dzisiaj panowie witają słuchaczy równie pesymistycznym utworem, wręcz wymarzonym trackiem do soundtracku filmu Last Night o sześciu ostatnich godzinach istnienia świata: tak jak we wspomnianym obrazie, tak w rzeczonym kawałku Shellaca nieubłaganie zbliża się apokalipsa, a Albini niczym, będę się smażył w recenzenckim piekle za to porównanie, Krzysztof Ostrowski w "Radiu Miłość" prowadzi ostatnią audycję pewnej rozgłośni. A może jednak lepszym porównaniem byłby Marcin Świetlicki, który w coverze "I Wanna Be Your Dog" obwieszczał światu początek "ostatniej audycji ostatniego radia". Tak czy siak: Steve w roli ostatniego didżeja, a może ostatniego człowieka w ogóle, prawdopodobnie gra najlepszą wokalną rolę swojego życia. "This one goes out to a special girl / There is no special girl" – drze się Albini na tle ostrej jak brzytwa gitary, precyzyjnych, brutalnych bębnów i minimalistycznego, dudniącego basu. Drze się tak sugestywnie, że wręcz z ulgą przyjmuje się fakt, że po "The End Of Radio" następuje kolejny utwór, że wszystko jednak jest w porządku, że to tylko piosenka, a chrześcijanin nadal może beztrosko tańczyć.

Tylko że potem jest już niestety gorzej, żaden utwór nie zbliża się do poziomu "The End Of Radio": nie do końca przekonuje pozornie nieco chaotyczny i jeszcze dłuższy od openera numer "Genuine Lulabelle" (choć linijka "She knows her way around the cock" przeurocza), gdzie jedną z głównych rol odgrywa złowroga cisza, nie rajcuje mnie promujący płytę "Steady As She Goes" ani tym bardziej zamykający album energetyczny, punkowy "Spoke". Zdecydowanie najlepsze wrażenie pozostawia po sobie śpiewany przez Westona "Elephant" rozpoczynający się od słów "Here comes the argument" zaczerpniętych oczywiście z piosenki Fugazi, a także "Kittypants" będący zaskakującym, acz udanym skrzyżowaniem instrumentalnych dokonań Mogwai i Pixies.

Na okładce, będącej jak zwykle u Shellaca wydarzeniem samym w sobie, widnieje zdjęcie charta Todda Trainera otoczonego rozrzuconymi w nieładzie owocami i warzywami. Intryguje zamierzony, jak się domyślam, dysonans między swoistym bałaganem i ciepłą kolorystyką opakowania, a precyzją, porządkiem i chłodną paletą brzmień krążka. Siedem lat czekali więc fani Shellaca, by dostać ciekawą okładkę, jeden genialny utwór, parę dobrych i kilka, delikatnie mówiąc, średnich, ale i tak jestem pewien, że już zaczęli odliczanie do premiery kolejnego albumu, którego gotowi są wyczekiwać nawet dłużej niż tym razem. Prawda, Szelaku?

Tomasz Waśko    
18 października 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy