RECENZJE

Serena Maneesh
No 2: Abyss In B Minor

2010, 4AD 6.9

BD: Pierwsze punkty (poza inicjałami, bo to aksjomat) dostają Belgowie już za pochodzenie. No bo wiadomo, Kevin i Bilinda odmieniani przez wszelkie przypadki. A czasem i Colm, jak w niedocenionym tu na tych łamach (?) następcy "Un-Deux", czyli motorycznym pocisku singlowym "I Just Wanna See Your Face". Są rzeczy, których imitacja uszlachetnia i Szwedzi właśnie to doskonale robią. Szczególnie zaś podoba mi się u Skandynawów (tu pokrewieństwo z Mew) skłonność do porypanej ekwilibrystyki artykulacyjnej i hard'n'heavy dynamiki – ten aspekt frontalnej, uporczywej progresywności ("Blow Yr Brains?" czy "Reprobate!", gdzie nie wiadomo o co chodzi z hookami NI HU HOOK). Holendrzy (Duńczycy?) mają też w zanadrzu pływającą gęstwinę z dodatkiem zapachowych olejków, których intensywna woń dociera aż do Kanału La Manche ("Melody for Jaana"). Kapela z Luksemburga (Liechtenstein niewykluczony) zaskakuje wreszcie orzeźwiającym numerem egzotyczno-popowym, z bębenkami i bossą (najlepszy w zestawie "D.I.W.S.W.T.T.D."). Warto było na nową propozycję z Wysp Owczych czekać. Grenlandia rządzi.

ŁŁ: Brygada z Oslo gra shoegaze – połączenie rocka z ambitną elektroniką, które prezentuje zespół My Bloody Valentine, a z naszego podwórka choćby Myslovitz. Nazwa wywodzi się od patrzenia na buty. Cóż, można ich kochać, można nienawidzić – nie można jednak przejść obok nich obojętnie, a utwory z najnowszej płyty spokojnie mogłyby znaleźć się na płytach wspominanych wcześniej MBV. Zaczyna się transowym, mrocznym i pokręconym "Ayisha Abyss", ale później- soundtrack do nieistniejącego filmu, gdzie dwa najkrótsze utwory na płycie to istne diamenty. Piękna, nagrana z poszanowaniem do klasyki płyta. A że nie dla wszystkich? Cóż, tak to już jest z prawdziwą sztuką...

JB: Długo Norwedzy ustawiali przestery, oj długo. Pięć lat nie mija wcale jak jeden dzień i, tak naprawdę, No 2: Abyss In B Minor gra na innych warunkach niż jej chlubny poprzednik. Dawno, dawno temu w 2005 ten cały nugaze (nugazing, nugazer) był hyposkopijną zajawką, która była zdolna pomieścić wszelkie wariacje na temat MBV, Slowdive, cokolwiek. Jasne, sama nazwa podkreślała świadomość bazowania na starym wzorcu, ale tęsknota za wielkimi mistrzami (masowo przechodzącymi na wcześniejszą emeryturę) i kilka lat posuchy w temacie sprawiły, że niewinny revival spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem. Co więcej nugaze z powodzeniem kompensował wszystkim urodzonym po 75-80. brak możliwości poznawania "właściwego" nurtu "na żywo". Mógł więc, pomimo młodego wieku, uruchamiać nostalgię (za niepoznanym) a jest to broń sporego kalibru. Przyjmując taką perspektywę, można stwierdzić, że dopiero z drugim albumem Serena Maneesh może udowodnić, że tam od początku chodziło o jakość, a my nie uganiamy się za duchami, ale (przede wszystkim) słuchamy muzyki.

Sprawa jest prosta: Serena Maneesh to po prostu (leniwa) czołówka gitarowego grania w Europie i prawdopodobnie obrany gatunek niewiele ma tu do rzeczy. W profesorski sposób, Norwedzy pożytkują punkty doświadczenia na rozwój drzewka melodii (Cocteau Twins->Lush-> Asobi Seksu) i psychotycznego gitarowego jamu (JAMC->Pierce->Psychic Ills). Rozwijając się w tak sensowny sposób, reprezentant szkoły Kevina Shieldsa, nie tylko pokonuje syndrom drugiej płyty, ale rodzi nadzieje na zawitanie w naszej drużynie. Nie gra stylistyka, grają zawodnicy. Dobrze grają.

JM: Nie mylić Sereny z syreną – tą z mieczem, którą po pijaku podejrzewać można o włosy pod pachami lub tą, której kilka tysięcy modeli wyposażonych było w drewniany dach, przeciekający w trakcie deszczu. Tu nikomu do śmiechu (już po raz drugi), ale jakże może być inaczej skoro Abyss In B Minor to mariaż chorobliwie zimnej Laiki z upiorami debiutu Kalibra 44 (i nie, nie o to chodzi, że cokolwiek ma tu wspólnego z hip hopem). Ci, którzy nie lubią się bać w kinie, też powinni czuć się zachęceni – ich trwogę ukoi miód dobrego plotu.

Jan Błaszczak     Jędrzej Michalak     Łukasz Łachecki     Borys Dejnarowicz    
24 marca 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja