RECENZJE

Sea And Cake
Everybody

2007, Thrill Jockey 7.2

Jak ja lubię takie sytuacje. Nie ma nic lepszego niż świadomość tego, że ukochany band nagrywając najsłabsza płytę w dorobku aspiruje do miejsca na liście roku. Choć z drugiej strony może to być koronny argument na wydawniczą słabość mijających dwunastu miesięcy. Ale ja nie mam ochoty na bycie prorokiem złej nowiny. Może i bym ją zyskał, gdyby recka wzmiankowała o jakimś innym bandzie, ale gdy chodzi S&C to trudno mi mieć pesymistyczne myśli. Ostatnio przeglądałem słownik frazeologiczny i nie było tam sformułowania ''nie lubić Sea And Cake''. Coś w tym jest, bo ja osobiście nie znam nikogo kto nie darzyłby panów z Chicago sympatią. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że jest to zespół o najmniejszym elektoracie negatywnym. Nie musisz być jednak politykiem, by pokochać generowane przez nich dźwięki. Gdy słuchasz tegorocznego wypieku twojego ulubionego kwartetu możesz być kimkolwiek zechcesz. Nikt od ciebie niczego nie wymaga, możesz zanurzyć się w ich ekspresji, ale nie musisz tego robić, czego byś jednak nie przedsięwziął i tak będzie dobrze.

A kim są na Everybody wyżej wspomniani tytani popowej odmiany post-rocka? Nim odpowiem na to pytanie, rozprawię się z niedowiarkami dostrzegającymi w tym pytaniu tytaniczną przesadę. Jeśli więc band który od przeszło tuzina wiosen nie schodzi poniżej 7.0 nie zasługuje na to miano, to ja już nic nie rozumiem. Po tej dawce pozornej szermierki, przejdźmy teraz do opartej na zmyśle słuchu psychofizycznej charakterystyki bohaterów. Kilkukrotne obcowanie ze zgromadzonymi tu dźwiękami nie pozostawia wątpliwości. Panowie mimo upływu lat, nadal są w świetnej formie, wciąż są sympatycznymi kolesiami, których muzyka w żadnej mierze nie utraciła swoich walorów. Nie byłbym jednak sobą gdybym nie poświecił chociażby jednego zdania Samowi. Daleki jestem od ubiegania się o posadę jego egzegety, aliści i u niego nie zauważyłem spadku formy, Prekop w dalszym ciągu pozwala mi odetchnąć, jego stoicka ekspresja nadal koi moje nerwy. Muzyka płynąca z głośników nieco uśpiła moją czujność, mało co a byłbym zupełnie zapomniał odnieść się do tracków determinujących poziom tegorocznego wydawnictwa. Wyróżnianie poszczególnych fragmentów w ich twórczości jest zadaniem karkołomnym. Jednakże będąc świadom tego zagrożenia podejmuję wyzwanie. Z pewnością na uwagę zasługuje otwierający płytę ''Up The Crutches'' o którego wyrazistości decyduje efektowny, urozmaicony riff oraz przestrzenna perkusja. Stosunkowo długim terminem przydatności do konsumpcji charakteryzuje się również ''Middlenight'', co więcej nie uświadczycie w nim sztucznych barwników. Wszystko jest tu naturalne i smaczne, zaczynając do rozpoczynającej gitary, odsyłającej nas do zakurzonych spelun wyjętych ze spaghetti westernów a na wibrafonie i lśniących klawiszach kończąc. Kolejnym moim faworytem jest jazzujący, zwiewny ''Exact To Me'' gdzie bryluje znakomita linia basu oraz McEntire'owska polirytmia. Jakby komuś było mało, to proponuje włączyć nieco eksperymentalny ''Left On'' gdzie krautrockowa rytmika przepuszczana jest przez filtr ich popowej wrażliwości.

Zbliżamy się powoli do brzegu, na horyzoncie widać już jakby zarysy tubylców. Po raz kolejny podróż odbyła się w sprzyjającej atmosferze, zresztą z Sea And Cake zawsze tak jest. Chicagowski kwartet tworząc Everybody postawił na ujmująca prostotę mniej jakby skupiając się na perfekcyjnej produkcji. Ich muzyka chyba nigdy mi się nie znudzi, znowu zostałem uraczony porcją zdrowego afrykańskiego groove, brazylijskiej rytmiki, surowego post-rocku, sypialnianego popu. A Prekop i spółka wykorzystując swoją muzyczną erudycję wszystkie te smakołyki serwują na jednym talerzu. Nic tylko kosztować.

Wojciech Sawicki    
14 grudnia 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy