RECENZJE

Scuba
Triangulation

2010, Hotflush 6.9

KFB: Paul Rose serwuje nam tu godzinę elektronicznego grania na naprawdę bardzo wysokim poziomie – co do tego myślę, że jesteśmy zgodni. Przede wszystkim znowu wypada się cieszyć, że niby co to za dubstep, w którym tak mało dubstepu, a najlepsze są wtręty są rodem a to z berlińskiego minimalu (efekt przeprowadzki autora, I guess) a to z innych księstw przyległych. W skrócie – na co Scuba nie postawi, to trafia. Mroczny house? Proszę bardzo. Podkręcamy bas? Dalejże. Lekki chillout z żeńskimi wokalizami w "So You Think You're Special"? Sprawdza się. Tak naprawdę trudno zamknąć ten album w jakichkolwiek sztywnych kategoriach, bo Rose tak sprawnie miesza, kręci i zapożycza, że na przestrzeni godziny jest szalenie różnorodnie a co za tym idzie ciekawie, a sami chyba dobrze wiecie, że nie nudzić się przy takiej muzyce to połowa sukcesu. Ja nie nudziłem się nawet przez moment, a tyle frajdy przy słuchaniu "muzyki technicznej" miałem ostatnio bodaj przy Shackletonie.

FK: Yeeeah, to co ta Scuba wyczynia zaraz na początku, to jest najbardziej miodny otwieracz tego roku i do tego jeszcze kilka działających na wyobraźnię indeksów, ze szczególnym uwzględnieniem drugiego, trzeciego, szóstego, dziewiątego i jedenastego. Ta płyta nadal nie odpowiada na pytanie, czym jest dubstep (i bardzo dobrze, bo byłaby nudna), jest raczej greatest-hits tego, co w przystępnej elektronice aktualne z uwzględnieniem dubstepowych naleciałości właśnie. Przy każdym kolejnym indeksie nachodzi refleksja, że może właśnie w tym momencie rozpoczyna się właściwe brzmienie całości. Ale nie. Triangulation nie ma jednego reprezentatywnego kawałka, a Rose trafia za każdym razem, dzięki czemu Kacper nie nudził się nawet przez chwilę.

ŁK: Jeśli twój pseudonim to Scuba i nazywasz pierwszy utwór na swojej płycie "Descent", to oczywiście prosisz się o cały zestaw wodnych epitetów w opisach muzyki. Śmiało można ich używać pisząc o ostatnim dziele Paula Rose'a. Rzeczony "Descent" to odgłos zanurzania się twojego umysłu w wykreowane przez Scubę odmęty. Potem schodzisz tylko głębiej i głębiej.

Rose używa typowej dla dubstepu palety czerni i szarości, ale to co tymi kolorami maluje potrafi się od siebie znacznie różnić. Jego muzyka ma silne powiązania z techno i utwory takie jak "On Deck" możnaby już nazywać minimalem. "Hevay Machinery" ozdabia swój mechaniczny rytm klawiszami w stylu "muzyka z programu edukacyjnego", wyciągniętymi wręcz od Boards Of Canada. Dwa znajdujące się na Triangulation okazy downtempo z kobiecym wokalem – "Before" i "So You Think You're Special" – mogą być najlepszymi utworami na albumie, ale nie ma co rozpaczać, że nie ma tu więcej takich rzeczy, bo one działają tak dobrze DLATEGO, że są tylko niewielką częścią całości. Jest tu jeszcze dużo mil świetnej podwodnej żeglugi, która niestety jest jednak odrobinę za długa i słuchając niemal dziewięciominutowego, kończącego płytę "Lights Out" będziecie batem zmuszać mózg do koncentracji.

KB: Gdyby ktoś mi rok temu zarzucił jakimś utworem z Triangulation i powiedział, że to dubstep, to mając w głowie głównie imprezy w rytm odkurzaczy, chyba popukałbym się w czoło, nie mogąc jednak znaleźć właściwej etykietki dla tego, co słyszę. Dubstep był pewną rewolucją, bo połączył i amatorów brzmień technicznych (minimal etc.), i ludzi, którzy wcześniej w elektonice się raczej nie odnajdywali (lub interesowali się gatunkami już archaicznymi, przynajmniej z moich obserwacji wynika, że wielu fanów dubstep znalazł sobie wśród wiernych miłośników dnb). Zrzućcie to na modę, na ówczesną łatwość/banalność, cokolwiek - nie ma to dzisiaj znaczenia. Dzisiaj dubstep jest gotów, by zawitać do tych dużych (kiedyś omijanych przez tę drugą grupę entuzjastów genre'u) klubów, wypierając stamtąd minimal, co zresztą już się właściwie od jakiegoś czasu dzieje, a przede wszystkim gotów jest wciągać w warunkach domowych w długości longplayowej. Z minimalu czerpie więcej, niż można było sobie wyobrazić, ale chodzi głównie o esencjonalność, a nie oszczędność brzmienia, bo na Triangulation style, barwy i techniki spotykają się nawet w pojedynczych utworach, jak choćby we wciągającym closerze "Lights Out", hymnie w rytmie synkopowego UK house'u (przerywanym prostym house'owym rytmem), gdzie dubowa głębia i zimna techniczność sąsiaduje z ciepłą house'ową bryzą i skomplikowaną, ale jednak raczej "ludyczną" rytmiką. Poprzez świadomy dobór elementów i użycie ich w niecodzienny sposób, Paul Rose wykręca ich pierwotny sens, nadając mu swoje własne znaczenia. Efekt to jakiś pasjonujący, wyróżniający się oryginalnością podwodny brikolaż.

Kamil Babacz     Łukasz Konatowicz     Kacper Bartosiak     Filip Kekusz    
6 maja 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie