RECENZJE

Scuba
Personality

2012, Hotflush 6.5

MH: Bardzo podoba mi się odejście od dubstepowego formatu na rzecz imprezowego tech-house'u. Pozostałościami dawnego stylu są nadpisujące się nad wszystkim ambientowe melancholie zamglonych przestrzeni, ale nie na tyle, aby przesunąć środek ciężkości klimatu tej płyty na rzecz jakiegoś ćpuńskiego rozmydlenia. Najlepszy krążek w dorobku Scuby i mam nadzieję, że symptom właściwego trendu w obrębie wypalonego światka dubstepowych producentów.

MS: Wspaniale wyprodukowana płyta. Stopa i bas na Personality wprawiają w drżenie szyby w oknach, zaś wyższe partie brzmią ostro i przejrzyście – odsłuch nowego Scuby jest fizyczną przyjemnością, co otwarcie parkietowy charakter dużej części zawartych tu tracków tylko podkreśla. Po antycypującym styl Personality, świetnym "Adrenalin" i bezpretensjonalnie rave'owym singlu "The Hope" gotów byłem na płytę po brzegi wypełnioną 4/4. I choć ostatecznie znalazło się tu sporo miejsca także dla bardziej połamanych struktur (ba, w ''Cognitive Dissonance'' dobry użytek czyniony jest z jungle'owych rytmów), to jednak w pamięci najmocniej zostają momenty w których Rose obudowuje kompozycję wokół miarowo taktującej stopy. Jako przykład wystarczy choćby wskazać ''Underbelly'' gdzie jazzowy break w naturalny sposób stapia się z technicznym bitem aby pod koniec z otwartymi ramionami przyjąć rozpływające się partie syntezatorów nadające całości lekko "kosmische" sznyt. Prócz tech-house'owego novum słyszymy też i stare sztuczki – swoim zwyczajem Scuba wtrąca tu i tam tekstury pochodzące z samplowania "niemuzycznego" materiału, z dużym wyczuciem dawkuje też podkradzione wokale. Wszystko to wzięte razem i przekute w Personality nie pozostawia wątpliwości kto dziś rozdaje karty w elektronicznym światku – nowy Scuba daje radę i to bardzo, spokojnie dorównując poziomowi Triangulation. Zmykajcie tańczyć.

JW: Nie ma co się tutaj oszukiwać, drodzy pop-(nu-disco-, funk-, chillwave-, etc.) meteopaci. Za oknem może i coraz cieplej, ale muzyka taneczna schodzi z rozproszonych wektorów nostalgii, introspekcji i roztopionego w słońcu i uwiecznionego za pomocą analogów eskapizmu. Scuba porzuca kulturę alternatywnej muzyki tanecznej wracając na pozycje zajmowane od lat przez zjawiska w rodzaju Sunrise Festival; bezlitośnie zmechanizowanej, ale też i hedonistycznie wakacyjnej, stadionowej siekanki. Nie chodzi tu nawet o klubową chaotyczność, intensyfikację imprezowych doznań, ale o czyste hołdowanie najlepszym tradycjom lekko dubowego techno i trance’u poprzez ekstremalne uprzestrzennienie najbardziej charakterystycznych ich brzmieniowych elementów, takich jak potężne synthy czy klarowny, porządkujący nachalnie rozciągnięte kompozycje bas. Całość robi pod względem produkcyjnym niemałe wrażenie, ale muzycznie nie porywa – o ile mogę taką opinię wyrazić z perspektywy kogoś, kto za każdym razem słuchając Personality używał słuchawek i znajdował się w pozycji siedzącej.

LB: Kiedyś było raczej niegościnnie. Jakoś mokro, chłodno, wietrzno. Rozpuszczona radość, oziębłe spojrzenia, wywiany optymizm. Potem otworzyły się drzwi, porozsuwały zasłony i do pustej przestronnej hali wpadło trochę światła, trochę ciepłej słodyczy zewnętrza. I aż chciało się wejść. Dziś od potu jest już lepko, oddychać niełatwo, a wymalowany na twarzy błogostan przeszedł w otępienie. Ale. Wszystko to tylko “raczej” i teoretycznie, bo ta dzisiejsza osobowość Scuby to oprócz oczywistego łupłup-łubudu przekutego w ekstatyczne “jeeeeaa” i “łoooo”, także znane z przeszłości rozważne „hmm”, a nawet romantyczne „ahhh”. Że się upopowił, uwielkoformatowił, to jasna sprawa. Poprzekręcał pokrętła, poprzesuwał suwaki i jakoś tak wyszło – głośniej, agresywniej, z przytupem. Po swojej stronie ma jednak producencką lekkość i twórczą zwinność, dzięki którym swobodnie lawiruje między nastrojami i ostatecznie wychodzi zwycięski nawet z sieczki takiego kalibru. A i słuchacz powinien być kontent – przecież wreszcie może sobie bez żenady poskakać, podrzeć mordę, przywalić komuś z łokcia, nadepnąć, wepchnąć się, oblać piwem. Jak człowiek.

Luiza Bielińska     Marcin Sonnenberg     Jakub Wencel     Michał Hantke    
26 marca 2012
BIEŻĄCE
American FootballAmerican Football (LP3)
Mac DeMarco"All Of Our Yesterdays"