RECENZJE

Ścianka
Niezwyciężony

2015, My Shit In Your Coffee 6.5

W złożonej, łączącej często sprzeczne bieguny naturze Ścianki dość istotną rolę pełni muzyka ilustracyjna. Do tego stopnia, że nadużyciem nie jest myślenie o Dniach Wiatru, a więc kluczowej pozycji w katalogu sopockiego składu, w kategoriach niepokojącego, niespotykanie klimatycznego słuchowiska. Na kolejnych płytach również nie brakuje tego rodzaju wątków: weźmy "Peron 4" z Białych Wakacji czy "Gotowanie Dla Każdego: Gwiazdy" (są też trzy miniaturki-słuchowiska, ale to nieco inna stylistyka) z Pana Planety, podczas słuchania których narasta wrażenie, że dźwięki, choć są autonomiczną, samowystarczalną strukturą, w dodatku opowiadają jakąś historię. Trzeba też wziąć pod uwagę projekt Mizrach, w ramach którego Ścianka interpretowała muzycznie prozę Bruno Schulza i wreszcie ogólną fascynację Cieślaka tą formą artystycznego wyrazu, jaką jest słuchowisko. To wszystko pokazuje, że estetyka zespołu Maćka Cieślaka właściwie od samego początku dryfuje po zbieżnościach literacko-muzycznych. Między innymi dlatego (choć nie tylko − spójrzmy na tytuły pierwszej i czwartej płyty) zupełnie dziwić nie może fakt stworzenia przez Ściankę muzyki do wydanego w 2013 roku słuchowiska Niezwyciężony na podstawie krótkiej powieści wybitnego krakowianina, Stanisława Lema.

Nieco ponad pół godziny muzyki, na którą złożyły się dwa soundscape'y, można dość łatwo wpisać w kontekst wczesnego etapu grupy, patrząc oczywiście na chronologię wydawnictw. Chodzi o ambientowe nagrania z Dni Wiatru, a więc o utwór tytułowy oraz "19 XI", które duchem najmocniej asymilują się ze "Słuchaj Tego Podczas Letnich Nocy" oraz z "Pustynną Planetą". Zwłaszcza z pierwszą w kolejności kompozycją, a właściwie improwizacją, mającą być, wedle Cieślaka, świetnym umileniem czasu podczas obserwacji nieba w letnie noce. Składa się ona z narastających i zanikających, delikatnych, ale i niepokojących drone'ów, udekorowanych kruchymi melodiami gitary, wysokim śpiewem Karoliny Rec i nabiciami na talerze zasiadającego ze bębnami Arkadiusza Kowalczyka, dozującymi kolejne elementy napięcia. Przychodzą mi do głowy podobne skojarzenia, co red. Zagrobie, gdy pisał o istocie właśnie tych pejzażowych fragmentów opus magnum Ścianki, a więc Stars Of The Lid, Windy And Carl, a także Bing & Ruth. Nie chcę zbyt mocno bujać w obłokach, ale może tak mógłby brzmieć rozwinięty utwór powstały na kanwie kilku sekund skrytych w milczącej końcówce "Motion Picture Soundtrack". W każdym razie: nie znajdziemy tu niczego nowego, nie uświadczymy boleśnie pięknej transgresji, ale i tak o pierwszym indeksie Niezwyciężonego będę pamiętał.

"Pustynna Planeta" zaczyna się natomiast od dźwięku wiatru obmywającego pustynie globu Regis III, na którym, cytując, wylądowała największa jednostka, jaką dysponowała baza w konstelacji Liry, czyli krążownik drugiej klasy Niezwyciężony. Poszukiwania załogi statku Kondora odbywają się przy sprężystej, transowej, zapętlonej partii basu Michała Bieli, której towarzyszy równie automatyczny hi-hat oraz bardziej "otwarte", swobodne pociągnięcia gitarowej farby Cieślaka wraz z elektronicznymi swawolami oddającymi klimat planetarnej eskapady dokonanej w latach sześćdziesiątych. Tworzy się mocno krautrockowy obraz, w jakimś stopniu nieznany wcześniej w dokonaniach sopockiego zespołu, który w pierwszym kontakcie może lekko znużyć, jednak warto spędzić z nim trochę więcej czasu i wgryźć się we wszystkie niuanse, poczynając od wietrznej introdukcji, na ostatnich mechanicznych trzaskach kończąc. Nie ma więc żadnej rewolty, nowego rozdziału, czy nawet nowego pełnoprawnego albumu, ale za to jest po prostu kolejne świetne wydawnictwo jednego z najwybitniejszych polskich bandów. Dało się to sprawdzić przy okazji specjalnych występów live właśnie z najnowszym (choć nie tylko) materiałem. Na ostatnim koncercie promującym Niezwyciężonego, tuż po skończeniu odgrywania "Pustynnej Planety", Ścianka zagrała jeszcze jeden utwór, zamykający wszystkie koncerty na tej minitrasie. Jeśli nie przekręciłem, chodzi o "Waste Your Life", o którym Maciek Cieślak w żartobliwym tonie powiedział: "w sumie nic ciekawego, ale fajny". I te słowa, oczywiście również z przymrużeniem oka, świetnie pasują do dźwiękowych ilustracji prozy Lema sporządzonych przez trio Cieślak/Biela/Kowalczyk.

A tych, którzy czekają na Come November uspokajam − wszystko idzie bardzo dobrze, trzeba jeszcze tylko zmiksować całość i polskie SMiLE będzie gotowe. Na pewno jeszcze w tej dekadzie. Chyba na pewno.

posłuchaj

Tomasz Skowyra    
23 grudnia 2015
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy