RECENZJE

Ścianka
Dni Wiatru

2001, Sissy 9.1

Trwało to prawie trzy lata. Czekanie na nowy album Ścianki, autorów Statku Kosmicznego, płyty przywracającej malkontentom wiarę w siłę rodzimego rocka. W końcu cierpliwość została wynagrodzona. I na samym wstępie poważne ostrzeżenie jest jak najbardziej potrzebne. Niby tego należało się spodziewać, bo już na debiucie łatwo zauważyć, że ci muzycy to dusze artystowskie, niespokojne, poszukujące. Zapędzili się przecież w muzyczne pejzaże, kiedyś Maciek Cieślak zrealizował nawet projekt ze środowiskiem yassowym. Powiem więc wprost: ci, którzy liczyli na kontynuację ostrego, gitarowego brzmienia pierwszej płyty, będą rozczarowani, i to bardzo. Ponieważ jednak śmieszy mnie postawa zatwardziałego rockowca, nie będę tu ronił nad nimi łez. Swoją wypowiedź skieruję natomiast do odbiorcy mnie bliższego, oczekującego od muzyki odkrywania nowych, niezbadanych terenów. Taki ktoś powinien być bowiem zachwycony nowym wydawnictwem trójmiejskiego kwartetu, płytą Dni Wiatru. Płytą, którą Ścianka udowadnia, że jest prawdziwym zjawiskiem, które zapamiętamy na długo, pozbawionym precedensu w dziejach polskiej muzyki.

Na nowym albumie Ścianki nic nie jest oczywiste. I jeśli Statek łączył w sobie wiele stylistyk, to tutaj naprawdę trudno jest opisać tę muzykę, choć przez siedemdziesiąt minut klimat tworzy dziwnie jednorodny. Najłatwiej byłoby powiedzieć "dźwiękowe obrazy", ale to przecież i tak niczego nie wyjaśnia. Maciek Cieślak, Jacek Lachowicz i spółka zabawili się w malarzy, gdzie rolę farb grają brzmienia różnorodne, choć, co charakterystyczne, zawsze generowane "na żywo". Czasem powstają pejzaże stonowane, zimne i kruche. Tak jest w utworze tytułowym, gdzie szumy-powiewy łączą się z dobiegającym nas z oddali gęstym szeptem. I trwa to przez osiem minut. "Latający Pies" wzrusza śliczną melodią, jednocześnie hipnotyzując klimatem czystego ambientu. "Piotrek" to intrygujący zapis czyjegoś monologu na tle transowego podkładu. Trochę może denerwować, ale proszę bardzo, nikt tu nikogo na siłę nie trzyma, można zrezygnować ze słuchania. Jeśli jednak stchórzymy, to ominie nas kolejny delikatny krajobraz: cudny "19 XI".

W tej sytuacji piękna pieśń "The Iris Sleeps Under The Snow" wydaje się być odmieńcem – ma przecież względny podział na zwrotki, choć też nie do końca oczywisty. Ale żeby na trzech minutach zmieścić taką dramaturgię, to istny majstersztyk. Jest to jedyny "normalny" utwór na płycie, w sensie że z tradycyjnym śpiewem i formą. Żadnych złudzeń nie pozostawiają zaś ani "Spychacz", ani "Czarny Autobus". Oba pełne ciemnej, nerwowej aury, recenzenta trzymają w kropce. Co tu napisać? Trzeba mieć dużą wyobraźnię, żeby dotrzymywać Ściance kroku w tej podróży. Ale warto. I to właśnie jest najbardziej fascynujące. Nawet pozornie przyswajalne "Trzy Gwiazdki" podane są dość nietypowo. A całość wieńczy poprzedzony przerwą "Oceans Fall Down", szczery diament, jakiego ze świecą szukać.

Ogromny szacunek wzbudza w słuchaczu Ścianki odwaga. Mogli przecież zrobić kopię krążka pierwszego. Ale wtedy, mimo niepodważalnych zalet estetyki Statku Kosmicznego, pozostaliby zwykłą grupą rockową. Tymczasem są jedyni w swoim rodzaju i, po prostu, najlepsi. A wcale nie jestem pewien, czy tylko w Polsce. Należy więc chylić czoła i mieć świadomość, że obcujemy z dokonaniem prawdziwie nowatorskim, o wartości historycznej. I jeszcze czekać na dwie "czwórki" grupy, które ukażą się w 2001 roku. Kolejny raz okazało się, że gitara elektryczna nie jest aksjomatem. Aksjomatem jest wrażliwość i wyobraźnia. Dni Wiatru udowadniają, że operowanie ciszą potrafi być olśniewające. Mówię więc ze spokojem: Ścianka – najwybitniejszy w tej chwili polski zespół.

Borys Dejnarowicz    
25 lipca 2001
BIEŻĄCE
SpiritualizedAnd Nothing Hurt
NonameRoom 25