RECENZJE

Ścianka
Białe Wakacje

2002, Sissy 6.4

Oto przed wami trzeci krążek Ścianki. Czy tak? Tak. Panowie wydali właśnie nowy album. Czy tak? Tak. Album ten nie jest ani tak dobry, jak jego poprzednik, Dni Wiatru, ani jak debiut zespołu. Czy tak? Tak. Album Ścianki na 99% nie będzie jedną z najlepszych tegorocznych polskich płyt. Czy tak? Nie. Na 99% będzie.

Pierwszą, Statek Kosmiczny, Ścianka wydała w roku 1998. Utwory tam zawarte najlepiej określił sam lider zespołu, Maciej Cieślak: "To są mgiełki i napierdalatory*". I jedne i drugie stanowią bardzo smakowity kąsek, zwłaszcza, że w Polsce do tej pory nikt tak nie grał. Ykhym, przepraszam, tworzył. Grać to może sobie długowłosy fan Nickelback z bloku obok. Tworzenie, i to na takim poziomie, to już inna beczka. I to na wyższej półce, hehe. Drugi album Sopocian to już prawdziwy przełom. Co ciekawe, nie w ich karierze (jeśli coś takiego w przypadku tego kwartetu istnieje), ale w... historii polskiej muzyki. Dla przyszłego pokolenia polskich słuchaczy alternatywy Dni Wiatru (szczegóły dotyczące tej płyty znajdziesz w archiwum recenzji Porcys) będą co najmniej tym, czym dla nas jest Historia Podwodna. Wiem, porównanie z sufitu, ale piekielnie trudno jest odnieść jakąkolwiek płytę jakiegokolwiek polskiego zespołu do Ścianki. Powód: patrz środek akapitu wyżej.

Jak napisałem na początku recenzji, moim zdaniem Białe Wakacje to najmniej dobry (najsłabszy? nieee) dotychczasowy album zespołu. Po prostu żaden jego fragment nie kręci aż tak, jak "Czerwone Kozaki", nie schizuje do tego stopnia, co "Piotrek". Oczywiście są i żwawe "napierdalatory" (jak zajebista przez duże "Z" pierwsza część "Got My Shoes & My Tatoo", o niej na końcu), i snujące się lekkawo po słuchawkach, czasem balladkowe "mgiełki" ("A 6", "Miasta I Nieba"). W sumie nie mogę powiedzieć, by mi tu czegokolwiek brakowało. No dobra, na upartego mogę. Mega zaskoczenia. Nie ma utworu na Białych Wakacjach, który by mnie zmieszał, wprawił w zdumienie. Zespół zaprzestał genialnego w skutkach eksperymentowania z Dni Wiatru i nagrał rzecz mniej nowatorską, w zasadzie bardziej piosenkową (momentami nawet bardziej melodyjną). Dominują gitary (akustyczne, jak i elektryczne) i klawisze, z rzadka tylko pojawiają się też dźwięki zagadkowego pochodzenia. Oczywiście chłopaki nie przesadzili, nie doprowadzili do tego, by Białych Wakacji można było słuchać za dnia (czynienie tego – wiem, używam na Porcys tego zwrotu już drugi raz – to dodawanie do barszczu z uszkami majonezu; smacznego!). Na odpowiednie odebranie kolaży ściankowych dźwięków ciągle potrzeba nastroju. Dobry album Ścianki, który go nie wymaga: a) jest albumem innego zespołu, b) nie jest albumem dobrym.

Nie należy mówić o cofnięciu się ściankowej weny, ona po prostu przystanęła i zagarnęła ręką swoje kiedyś tam zgubione dzieci, które widocznie wypadły jej z tylnej kieszeni jeansów. Bowiem Białe Wakacje to zbiór starszych kawałków kapeli, których żal jej było zmarnować. Zgadzam się z zespołem w 100%, choćby "Harfa Traw", "Miasta I Nieba", czy też wymieniony wyżej "Got My Shoes & My Tatoo" z pewnością znalazłyby się na składance Ścianka's Greatest Napierdalators And Mgiełkas. Czy tak? Tak.


*Jeśli chcecie w pełni zrozumieć znaczenie słowa "napierdalator", puśćcie na imprezie (tak! koniecznie przy ludziach i jeszcze konieczniej po procentach) pierwszą część "Got My Shoes...". Aha, i pamiętajcie, kto wam to cudnie rozpędzające się arcydzieło totalnej rozpierduchy polecił.

Jędrzej Michalak    
6 listopada 2002
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy