RECENZJE

Saturday Looks Good To Me
All Your Summer Songs

2003, Polyvinyl 7.0

Chociaż temat albumów letnich powoli zaczyna aspirować do najbardziej wytartych motywów literatury recenzenckiej, a rok nieoficjalnie wkracza nam już w sezon jesienny, wszystko co dotyczy drugiego posunięcia Saturday Looks Good To Me zobowiązuje do ponownego podjęcia wątku skwaru i kanikuły. Szczególnie, że w obliczu pierwszych oznak wypalenia ze strony dotychczasowych nadwornych melancholijnych letnich niezal-popowców Summer Hymns, nieśmiały projekt Freda Thomasa nabiera odrobinę większego znaczenia i staje się tym krążkiem, który ujmuje dopóki słońce jeszcze mocno przygrzewa. Dla mnie. Nie żebym doznawał jakiegoś objawienia – nie jest to ani materiał najświeższy, poszerzający spektrum upalnego psychodelicznego-popu, ani epokowe dokonanie wakacyjne pokroju Mass Romantic i na pewno w pierwszej chwili na kolana nie rzuca. Ale All Your Summer Songs można potraktować jako przedstawiciela wydawnictw typu "grows on me"; z biegiem tygodni coraz bardziej docenia się jego przyjacielskość, serdeczność, czułość. Niedawno ze zdumieniem spostrzegłem nawet, że ten niepozorny albumik jest praktycznie bezbłędny. Niby drużyna Greka, ale bardzo go polubiłem. Na tym etapie funkcjonowania z płytką, o Saturday Looks Good i sobie śmiało powiem: koledzy.

Rzut oka na wkładkę trochę mnie przestraszył, w dodatku pozytywnie. Okazuje się, że Thomas nie jest wcale takim pierwszym lepszym amatorem: za udział w jego przedsięwzięciu wzieła cała masa prominentów sceny niezależnej, między innymi Ted Leo, Warn DeFever z His Name Is Alive, Jessica Bailiff, Tara Jane O' Neil, Karla Schickele. Na papierze mieszanka wypada dość imponująco, jakby z tych elementów miał się narodzić co najmniej drugi Kapitan Planeta. W rzeczywistości potwierdza się porzekadło piłkarskie, mówiące o tym, że same nazwiska nie grają, czy coś w tym rodzaju. All Your Summer Songs jest dziełem w wysokim stopniu zunifikowanym i gdyby nie lista płac, prawdopodobnie trudno byłoby zorientować się w zakrojonym na szeroką skalę sprowadzaniu najemników, masowych gościnnych udziałach. Saturday Looks Good To Me bije jednym sercem folkowej komuny, tłumiącej wszelkie indywidualistyczne zapędy, ambicję i niepokorność. Pokaźny wykaz daje za to pewne pojęcie o obfitości środków wyrazu, służących do wyrażenia melancholii bezpowrotnej zatraty.

W letnim toposie doszukiwać się należy głębszych znaczeń: pora roku staje się symbolem uzewnętrzniającym tęsknotę za dzieciństwem, młodzieńczym zauroczeniem, w pewien sposób oddaje nastrój podróży sentymentalnej, momentami przesadzonej (docierające pewnie przede wszystkim do wielbicieli Gibbarda "The Sun Doesn't Want To Shine"), ale częściej autentycznie wzruszającej. "No Good With Secrets" na przykład, oparty o emanującą ciepłą prostotą partię wibrafonu, tamburynko i nostalgiczne smyki, maluje zniewalający obraz nastoletniego spojrzenia na uczucie, kiedy miłość umyka doczesnym wymiarom. Zresztą całość opiera się na podobnych prześlicznych mozaikach dzwonków, dęciaków, skrzypiec, wiolonczeli, harfy, pianina, przetykanych ze sobą trochę od niechcenia, a jednak komponujących się z ogromnym lirycznym wyczuciem. Nawet entuzjastyczny power-pop "Alcohol" albo radosne "Ultimate Stars" jakimś cudem znakomicie pasują.

Wprawdzie pomysł i jego realizacja budzi zachwyt, ale nie udaje się przeobrazić konceptu we własny styl. Moja pierwsza analogia została lekko zainspirowana fotografią z książeczki All Your Summer Songs. Urocza para ze zdjęcia prezentuje takie specyficzne sielskie luzactwo, którego nie jestem w stanie dokładnie opisać. Klimat przebijający z fotki określiłbym zarówno jako ujmująco spokojny, grzeczny, jak i ekstremalnie cool. Ludowy posmak ubrań i fryzurka Thomasa skierowała mnie na tory skojarzeniowe prowadzące do bandów w rodzaju Byrdsów, właściwie do Ptyków przede wszystkim. Dostrzegam tu jakieś pokrewieństwo duchowe, podobną wrażliwość. Tak, jakby oprócz kategorii estetycznych (so damn ładne!) beztroska była główną wartością motywującą działania prowadzące do powstania tych piosenek, jakby z niefrasobliwego nucenia, czy pogwizdywania rodziło się coś zajebistego i kawałek podśpiewywany w kręgu najbliższych przyjaciół nagle zaczął zasługiwać na uwiecznienie, co i tak nie jest dla autorów najważniejsze. A z konkretnych fragmentów twórczości Byrds odpowiednim tropem byłby chyba album Turn! Turn! Turn!, utwór tytułowy przede wszystkim, i generalnie mniej folkowe kawałki w dorobku załogi Kalifornijskiej.

Ze względu na banalność i świętokradczy charakter skojarzenia przestępstwem jest napomykanie o Pet Sounds, które stanowi chyba główny punkt odniesienia dla niejednej grupy o zbieżnym z Saturday Looks Good To Me polu zainteresowań. Tak naprawdę melodie rżnięte są od Wilsona, jak nie wprost, to pośrednio; sprawa ma się podobnie jeśli chodzi o aranżacje, harmonie wokalne i próbę zbudowania klimatu halucynacji. Także znikoma obecność elementów folkowych to proporcje z Pet Sounds właśnie. Po raz ostatni o tym wspominam.

Bardziej na miejscu byłaby analiza współcześniejszych paraleli. Ciężko Saturday Looks Good To Me nie zestawiać mimowolnie ze wspomnianym wcześniej Summer Hymns. All Your Summer Songs nie ustępuje, a może nawet przewyższa Celebratory Arm Gesture, za to przegrywa rywalizację ze znacznie ambitniejszym Voice Brother And Sister, dowodzącym jakichś autentycznych prób stworzenia czegoś oryginalnego na nieeksploatowanej nadmiernie działce letniej psychodelii. Mam przez to wrażenie, że debiut Summer Hymns, będąc pod wieloma względami późnym protoplastą Saturday, posiadał odrobinę więcej głębi duchowej, był mniej oczywisty. Thomasowi wyraźnie brakuje poszukiwawczego zacięcia, które nie raz pozwalało Summer Hymns na intrygujące wycieczki w stronę awangardy, jak chociażby w przypadku wstawek w rodzaju "In Crumbs Mind" albo "Miriam Moon Is Best Friends With The Stats Of Life". Wytrawny jazzik umiejętnie wpleciony w Voice Brother And Sister pojawiał się niespodziewanie; tu skonfrontowany jest konserwatywnymi, ciepłymi solami saksofonu "Underwater Heartbeat". Poszukiwania All Your Summer Songs zamykają się w granicach eksperymentowania z produkcją – silnych pogłosach, nakładaniu warstw i analogowej jakości nagrań.

Ostatecznie jednak nie należy przecież traktować płyty Thomasa jako dzieła polemicznego; darzę Summer Songs sympatią za to czym jest i nie koniecznie rusza mnie na co dzień kwestia czym mogłoby być. Nie mam też pretensji o ulotność tych piosenek, bo to jak przyczepianie się do Pana Słońca, że zachodzi.

Michał Zagroba    
4 sierpnia 2003
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja