RECENZJE

Sam Amidon
I See The Sign

2010, Bedroom Community 5.4

JM: Nie jest łatwo mnie zanudzić folkową melancholią, zazwyczaj doceniam przynajmniej wrażliwość i marzycielski stosunek do bytu. Tym razem trudniej o wyrozumiałość. Amidon przypomina wersję demo Final Fantasy (przy czym raczej z He Poos Clouds niż z followera), porusza podobnymi pionkami co Owen Pallet, brakuje mu jednak wyraźnie pomysłu, jak je przesuwać. Przeciwnik, to znaczy słuchacz zmęczony przerabianiem po raz tysięczny podobnych akustycznych wylewów, raczej nie przegra tej partii. Prościutkie ale urodziwe "Johanna the Row-di" stwarza na chwilę zagrożenie, ale po chwili znowu czujemy się jakbyśmy trzecią godzinę słuchali soundtracku do Rozważnej i Romantycznej.

JB: Na See The Sign nie znajdziecie kompozycji autorstwa Amidona – całość to zbiór przearanżowanych, tradycyjnych pieśni folkowych pisanych przez czcigodnych ojców założycieli w dzikich Appalachach. Mówiąc skrótowo nowa płyta Amidona to jedenaście coverów a ja nie sympatyzowałem z tym procederem. Tyle, że, aby być fair, nie mogę się przypieprzyć, bo All Is Well również składało się, z wygrzebanych przez Amidona, długowiecznych melodii. A przecież tamta płyta kładła XXI-wieczne dokonania "Prince'a" Billy'ego i forsowała się na jeden z najprzyjemniejszych singer-songwriterskich albumów dekady. Tam grało wszystko: zróżnicowane (w obrębie stylistyki rzecz jasna) kompozycje, zapadające w pamięć refreny, dobra produkcja. Tutaj czegoś zabrakło i chyba winą należałoby obciążyć aranże (coś nie najlepsze te kontrybucje Muhly'ego ostatnio), które, co prawda, swoją ascezą tworzą delikatną, intymną atmosferę, ale na ich tle trudniej Samowi o wokalne szarże (jakieś ozdobniki, cokolwiek). Puzonie – gdzieś jest, jeśliś jest? Drugą przyczyną może być, po prostu, wyeksploatowanie co lepszych kąsków spośród twórczości T-raperów znad Hudson. Może czas poszukać w Skalistych... lub choćby w Krowiarkach?

MZ: "Niezależni" Amerykanie mają chyba słabość do łagodnych, akustycznych folkowych smętów w stylu Iron & Wine, wnioskując po zamieszaniu, jakie kilkoma, bardzo ładnymi – to fakt, usypiającymi plecionkami zrobił swego czasu Beam. Inny nudziarz Sam, Amidon, tworzy w podobnych ramach – gitarka, banjo, gdzieniegdzie dodatek, jakieś skrzypeczki, puzonik, i nucący coś niewyraźnie spod (ogolonego) wąsa bard, zlewający się z akompaniamentem – a melodia płynie sobie leniwie, jednym strumieniem. Inna sprawa, że jego tejk na tradycyjny folk jest zaskakująco ludzki i przystępny.

WS:
Kinia: (00:23)
a amidon gra w ramach naszego festiwalu, mam isc?
Ja: (00:24)
a lubisz akustyczne folkowe granie?:)
Kinia: (00:25)
nie wiem wlasnie
a zapodasz mi jakies jego utwory?
Ja: (00:26)
http://www.youtube.com/watch?v=Rw7pZvQPvcg
http://www.youtube.com/watch?v=KhryN1hSJKg
Kinia: (00:29)
ni ide
smęci
Ja: (00:30)
tez bym nie poszedl:)

Jan Błaszczak     Jędrzej Michalak     Michał Zagroba     Wojciech Sawicki    
13 maja 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie