RECENZJE

RPA & The United Nations Of Sound
United Nations Of Sound

2010, Parlophone 1.7

To 1329 recenzja w bazie Porcys. Jeśli myślicie, że to przypadek, a wszystko na świecie dzieje się pod wpływem nieogarnialnego chaosu, to macie rację. Wszystko.

Myślę, że nawet wspominanie o Richardzie Ashcroftcie w 2010 roku na łamach serwisu Porcys w 2010 roku wymaga tłumaczeń niżej podpisanego. Po pierwsze: dopóki wyznawałem coś takiego, jak najlepszość czy ulubioność w historii popu, to Ashcroft lokował się wśród moich ulubionych wokalistów. Wiem, brzmi gejowo. Swoją fascynację (The) Verve, zwłaszcza z okresu przed pierwszym rozpadem, tłumaczyłem sobie wieloma czynnikami, ale poprzestańmy na tekstach Nicka Southalla ze Stylusa dotyczących Storm In Heaven i A Northern Soul – tam było coś z mojego postrzegania sprawy, to były czasy "perspektywy fanowskiej". W chwili, kiedy opublikowano ostatnią ze (złych) solowych płyt Ashcrofta tkwiłem w niej jeszcze dość głęboko, gdy wychodziło Forth, ja wychodziłem z niej, by "oczekując" na płytę nowego projektu, o kuriozalnej nazwie jak powyżej, trochę się z tej perspektywy ponabijać i spojrzeć na swoje myślenie o muzyce w innej skali niż emocjonalna. To bardzo wstydliwe wyznania: dziś mam 22 lata, a w wieku 18 lat śledziłem karierę upadłego britpopowca. Kto słucha płyt Iana Browna albo jakichś projektów Damona Albarna po 2005 roku? Chciałbym poudawać, że sprawa dotyczy czegoś więcej, niż mojego znudzenia muzyką w ogóle, niestety, pewnie tak nie jest.

Self titled United Nations Of Sound brzmi jak płyta starego barda nagrana przy współpracy z zespołem, który w panice postanowił przearanżować mesjańskie country na "nowoczesne granie". Brzmi to momentami jak pastisz, pytanie, czego- "How Deep Is Your Man" (!? NAPRAWDĘ !?), "Beatitudes", "Life Can Be So Beatiful" uświadomiły mi, że szczęśliwym zbiegiem okoliczności udawało mi się unikać złej muzyki poza Katy Perry w ostatnim czasie. Wyróżnia się właściwie tylko "She Brings Me The Music", prawdopodobnie jedyny utwór powyżej oceny 2.0, czerpiący z klasycznych balladowych Ashcroftów, niemiłosiernie patetyczny, ale strawny. Aha, za opracowanie smyków, produkcję i realizację odpowiadają współpracownicy m.in Michaela Jacksona, Marvina Gaye'a i Jaya Z. Oczywiście nie wpływa to na nic.

Pewna blogerka wkradająca się do niniejszego tekstu to element maskarady, tuszowanie tego, że o debiucie (daj Boże, żeby to się nie powtórzyło) RPA And United Nations Of Sound nie da się absolutnie nic powiedzieć. Nawet NME zdissowało album niczym wkurwiony Łukasz Łachecki dyskutujący o nowej płycie Grupy Operacyjnej (co, na szczęście, nigdy nie nastąpi). Jeśli uważasz się za fana dobrej muzyki, to nie słuchaj tej płyty. Idź. Już. Teraz. A najlepiej porzuć perspektywę fanowską.

Łukasz Łachecki    
29 lipca 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie