RECENZJE

Różni Wykonawcy
Tropical 2

2011, Boy Better Know 7.8

Większość klubów stara się wmówić mi, że dziś w elektronice liczy się tylko dubstep, uk funky, minimal, ewentualnie pewne odmiany techno. Powrót uk garage/2-stepu pod etykietą bassline house wydaje się z perspektywy czasu tylko chwilową modą, grime za to po swoich sukcesach w pierwszej połowie lat zerowych rozmienił się na drobne, wchodząc w romans z electro- i blog-housem. Z tej perspektywy Tropical 2, miks przywołujący do życia tę gałąź brytyjskiej muzyki klubowej, wydaje się jakby niedzisiejszy.

Wybaczcie autotematyczność, ale wydaje mi się, że ten miks Logana Sama, jak żaden inny pasuje do specyfiki dzisiejszego Porcys. Podczas gdy modni dj-e wysilają się nad jednolitym klimatem swoich miksów, nad tworzeniem kilkudziesięciominutowych utworów, w których zanikają części składowe, tutaj mamy jawny prymat piosenki nad miksem, niewątpliwie w wielu miejscach nieperfekcyjnym. Nie mam problemów z traktowaniem tego miksa w kategoriach zbioru piosenek, bo to najnormalniej 14 utworów mających swoje charakterystyczne cechy. Co więcej, mógłbym z tego zbioru wyłowić typowy singiel – "Cool Down", który nawet nie jest poprzedzony żadnym wtapianiem w miks, to ewidentnie samodzielny wypełniacz parkietów i spadkobierca przeboju "Show Me Love" Robin S.

Co więcej, w obliczu naszej sympatii do jazz-popowej wrażliwości i eksperymentów na jej bazie, do rytmiki i melodyki r&b z przełomu 90s/00s czy nawet syntezatorowego brzmienia późnego disco/wczesnego electro-popu, Tropical 2 znajduje sobie ciepłe miejsce wśród naszych ulubieńców. To właśnie echa popowej wrażliwości są dla mnie najmocniejszą stroną tej płytki, opartej na jakimś kulturowym przekręcie. Bez rave'owej wulgaryzacji, ale posługując się językiem i środkami rave'u, zaistniała kompilacja wymagająca określonych kompetencji, a niekoniecznie adresowana do typowego uczestnika klubowych imprez, choć bardziej taneczna niż 90% muzyki, do której się tam tanczy. Uwielbiany przez nas Max Tundra, najczęściej przywoływany jako pewien archetyp, a nie konkretny artysta, jest miłośnikiem utworu "Flowers" Sweet Female Attitude, jak zresztą i my (brak tego utworu w zestawieniu singli 00s to niewątpliwie największe przeoczenie). Na tej płycie jest wiele utworów, które wydają się zdekonstruowanymi wersjami kawałków podobnych do "Flowers", ich tęsknym echem.

To stąd bierze się wspomniana niedzisiejszość tego miksu. Nie jestem przekonany, czy można go przyrównywać do podobnych miksów sprzed 10 lat. Tak jak interesujące i świeże wydawało się dekonstruowanie r&b w wykonaniu Blake'a, tak analogicznie Tropical 2 ustosunkowane jest do garage'u i 2-stepu. Słusznie zauważa Pitchfork, że to album spóźniony o pięć lat, pisząc że taka mieszanka grime'u i dziewczęcego rave'u mogłaby zajmować miejsce dzisiejszego uk funky. Jest to muzyka zbudowana w zupełnie innny sposób – bas to nie żadne pierwsze skrzypce, ale co najwyżej baza – z jednej strony dla (brzydko mówiąc) "dreamy synths", z drugiej – dla pętli powycinanych z dziewczęcego nucenia (w "Tropical Oh"), utworzonych metodą wytnij-wklej ciekawych fraz ("Sandy Beach"), niejednokrotnie będących popowymi lejtmotywami ("How 'bout you" w "Tropicana"), czy przypominających stare melodie śpiewane przez patrona wokalnego tego gatunku – Craiga Davida ("Keep It Cool").

Ten materiał jednak nie powstał w żadnej próżni w stosunku do tego, co dzieje się w brytyjskiej i światowej muzyce. "Cocobina" w równym stopniu przypomina tzw. post-dubstep, co autotune-r&b. "Off Track", choć najmocniej kojarzy mi się z Moroderem, może też odsyłać do Jokera, czy nawet french house'u. Być może nawet tradycyjnie brzmiący "The Stranger" ma więcej wspólnego z nu-soulowym housem, niż z typowym uk garage. Tropical 2 to właściwie miks kuriozalny – niby zgodny z trendami i na czasie, a z drugiej strony, tak różny od wszystkiego, o czym się mówi i pisze. Tak bardzo, że wydaje się dla dzisiejszych mód nawet lekko niewygodny.

Kamil Babacz    
20 października 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja