RECENZJE

Röyksopp
The Understanding

2005, Astralwerks 3.7

Jednak jest recenzja nowego Röyksopp. Ku przestrodze. Mdłe i zaskakująco nieświeże single aż za dobrze zapowiedziały longplaya, mając tylko przypadkowo kilka wygodnych sekund, czy to za sprawą hooku wokalu, czy to dzięki odległemu przywołaniu atmosfery klasycznego Melody A.M. Co ciekawe debiut Norwegów dziś jawi się dla nich jako obciążenie, pokazujące nie tylko, że kiedyś potrafili produkować pewniaki do list best-singles-of-the-year, ale również wytłuszczające poziom, poniżej którego w zamierzchłych czasach nie mieli odwagi schodzić. Tymczasem po czterech latach miałkim dichem pokazują taką wioskę, że pod względem tej rycerskiej cechy wyprzedzają Wassermanna walczącego pozwem karnym z hydraulikiem czy też Sellina bijącego się o wolność mediów publicznych. Miałkości dance'u nie trzeba objaśniać, wszyscy jesteśmy czasem zmuszeni posłuchać radia, gdzie lansują kawałek DJa Gówno feat. Niunia. Sorewicz, ale doły The Understanding tak się – w wersji downtempo – prezentują. Nie no ok, nie mają ujemnej treści, ale dodatniej również. Ergo: nie mają żadnej treści.

Będąc wyjątkowo spolegliwym można coś kręcić, że za wyczerpanie weny nie wiesza się psów, ale kaman, za bezsensowne pójście w jałową dyskotekową papkę już spokojnie można, a nawet trzeba. "Sombre Detune" to symbioza bezproduktywnego bitu, westchnień, echa Melody A.M., hmm, czegoś-jeszcze-acha-nie-niczego. I tak dalej, nie wymieniajmy już, błagam. Nie razi pospolitością i mija nieco mniej niezauważalnie taki "Beautiful Day Without You", w miarę udanie przywołując smutniejszy fragmencik Discovery. "What Else Is There?" pobrzmiewa z kolei Björkowo śpiewającą Karin Dreijer, wreszcie mamy też melodię kojącą wykoślawiane dotąd uszy. Gdy dorzucić prostackie (ten główny motyw mogłaby wymyślić Aqua, gdyby poszli w smęty), acz ujmujące w pewnym stopniu "Someone Like Me", to można zrozumieć, jak uzbierano te marne 3.7. Przez moment spodziewałem się nawet czegoś więcej, do chwili uprzytomnienia, ze zachwyt nad "Dead To The World" to zasługa kalki Eno z "Deep Blue Day" oraz bezczelnego nawiązania do niosących patos klawiszy Soft Bulletin. (Heh, Soft Bulletin, heh...) Röyksopp skrewili i jeśli sukcesywnie będą dzielić poziom swoich krążków przez dwa, to za dwie płyty "wysmażą" nam coś na 0.9.

Jędrzej Michalak    
23 listopada 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie