RECENZJE

Röyksopp
Junior

2009, EMI 5.8

BD: Bas ze Steviego Wondera w "Vision One", odległe tętno pulsu 2-stepu w "Miss It So Much" i plejada skandynawskich wokalistek pop (Robyn, Lykke Li, znów panna z Knife oraz gościówa od "Sparks"). Czyżby nieśmiały powrót do dyspozycji?

ŁK: Norwescy masażyści mózgu mogą przywoływać nieszczęśliwe skojarzenia z takimi artystycznymi impotentami jak Zero 7 czy Telepopmusik, ale wciąż wyprzedzają ich talentem o wiele kilometrów. Röyksopp nie robią muzyki, żebyście ją analizowali, ani żeby ktoś o niej pisał recenzje. Chcą tylko zsoundtrackować twoją drogę do pracy, twój chill-out po pracy, twoją knajpę, twój sklep. Wstawiają zapamiętywalne piosenki na koniec i początek albumu i wypełniają środek mało kaloryczną pianką. W porządku, im nie zależy, żebyś się skupiał na ich całkiem solidnej płycie.

MZ: Był kiedyś taki zespół Zero 7 i niech ta nazwa stanowi przestrogę dla Röyksoppa, bo takim sympatycznym, ale nade wszystko bezbarwnym producenckim electro-popem, świata zawojować się nie da, przynajmniej nie na dłużej niż kilka miesięcy. Ale uwaga, nie skrytykowałem tej płyty, a jeśli ktoś to tak odebrał... "Jedi mind trick" (mad.tv). Norwegowie są tu na korytarzu prowadzącym do świata "podejrzanych konfekcji", jednak tego progu nie przekraczają, na razie bawią się w coś co można określić jako tworzenie wystroju vintage w futurystycznym, chłodnym pomieszczeniu i sprawdzanie na ile można pogłębić tekstury, żeby nie zatracić przebojowości.

KB: Raczej nudzą mnie instrumentalne utwory na nowej płycie Röyksopp, więc chętnie ocenię tę płytę porównując dokonania zaproszonych skandynawek i kawałki, które dali im do zaśpiewania. Jako pierwsza nie zawiodła Robyn, a Norwedzy nie pozwolili, by w jej świetnym repertuarze, w końcu po rozpoczęciu międzynarodowej kariery, pojawił się zły utwór – "The Girl And The Robot" skutecznie pełni funkcję electro-popowego przeboju roku, wyśmiewając kawałki bliskich wizerunkowo i muzycznie La Roux czy Little Boots, chociaż moja ulubienica chyba trochę się tu nudzi – jej electro-pop przecież najfajniej wypada, gdy nie przestaje nawiązywać do teen-popowych korzeni Szwedki ("Be Mine!"). Znana z debiutu Röyksopp Anneli Drecker miała również nieco szczęścia – przydzielone jej utwory są nieco mniej przebojowe i banalniejsze, niejednokrotnie z dość przedszkolnymi melodiami ("You Don't Have To Clue"), ale trzymają piątkowy poziom. Karin Andersson wypada całkiem zwycięsko – "Tricky Tricky" przypomina zarówno o przebojowości Deep Cuts, jak i mroku Silent Shout, a już na pewno jest bardziej porywające niż jej solowe działania. Wygrywa jednak Lykke Li, której Torbjörn i Svein napisali chyba najsłodszy na razie utwór w karierze, oderwany od jednotematyczności jej debiutu (podobnie z Kleerupem), dający jej w końcu błyszczącą, lekką, czystą przestrzeń, w której może swobodnie oddychać.

Kamil Babacz     Łukasz Konatowicz     Michał Zagroba     Borys Dejnarowicz    
30 listopada 2009
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie