RECENZJE

Rosalie.
Flashback

2018, Alkopoligamia 6.3

Porozmawiajmy poważnie. Wytworzyła się, nie wiedzieć kiedy (ale przynajmniej wiedzieć gdzie, bo we mnie) muzyczno-życiowa potrzeba, ażeby klękać przed każdym nowym, d o b r y m, polskim muzycznym pop-tworem; dbać o takowy, bronić go w komentarzach na YouTube, czy odpowiadać nim na prośby w moim kierunku pt. "daj muzykę jakąś :>" – bo jednak trzyma się mnie pewien artystyczny fetysz granic i nie widzę w tym w sumie nic niedobrego. Rzut oka na polski rekap z zeszłego roku, w szerszej perspektywie nie nastraja najcudowniej (oczywiście jeżeli chcemy rozmawiać tylko o popie – ale i też nie mówię, że nie ma zupełnie nic fajnego, jest przecież kilka perełek, o których lubimy się tu rozwodzić, oj jest i oj lubimy) – co mnie poniekąd dziwi, bo aktualnie znajdujemy się przecież producencko w czasach prospe-kurwa-rity. No ale umówmy się, większość ludzi wciąż traktuje polski pop w stylu ok-slash-whatever albo nawet bez ok i bez slash. Czy słusznie? A czy za każdym razem, podczas palenia papierosa, próbujemy podświadomie popełnić samobójstwo? Niezupełnie.

O Flashback, longplejowym debiucie Rosalie., który pojawił się u schyłku stycznia, nie piszę na kolanie, ale na kolanach niestety też nie, a w pewnym półzgięciu. Albo mentalno-akrobatycznym, francuskim szpagacie, czyli takim, gdzie jeden krok jest w przód, drugi w tył. Nie jest to jednak czas ani miejsce na opowiastki o moich wygibasach, mieliśmy przecież rozmawiać poważnie. Gatunkowa trajektoria tej płyty rozpływa się w dwóch, utrzymanych w romantycznym klimacie, kierunkach. Mamy czułostkowy pop przecinający się z naprawdę dobrym, falującym r&b; mamy teksty polskie i mamy angielskie, a cały album wypełniają zgrabnie cyzelowane, syntetyczne elektrodźwięki. W momencie, w którym Migosy wydają płycisko, które zajmuje mi prawie dwie godziny, żebym w ogóle przesłuchała całość, a przyswoiła i przemyślała to tak z sześć – takie czterdzieści jeden, nieprzegadanych minut od Rosalie. to wybór dla mnie dużo ciekawszy.

Daleko przed resztę płyty wysuwa się oczywiście singlowe, okropnie chwytliwe "A pamiętasz?" – sentymentalny obrazek zawieszony w ramce nowo-elektronicznego bitu i mocnego, ale wciąż dziewczęcego głosu Rosalie. W "Holding Back" słyszę cały czas, jeszcze (nie już) długowłosą Britney Spears i chyba jest to całkiem miłe skojarzenie. "Ocean" i "Enuff" elektryzują progresywnym podkładem od pierwszego usłyszenia. Zatrzymajmy się tu na chwilę. Stoicie? Wspomnijmy, że za tą płytą stoi też m.in. Suwal (Piotrek Suwalski); i trzeba o takich ludziach pamiętać, wymieniać w tekstach ich nazwiska i doceniać ich robotę, która nierzadko ratuje wszystkie songwriterskie potknięcia.

Dobrze, skoro dotarłam już w moich rozmyślaniach do warstwy tekstowej tego LP, pozwolę sobie sparafrazować wiadomość do mnie od red. Wycisło, który przed jakąś wycieczką krajoznawczą po Dolnym Śląsku napisał do mnie, że (zaczynam) przed wyjściem słuchał debiutu Rosalie., na którym w jednym utworku śpiewa typ z Bitaminy – i na tej subtelnej płytce dopierdolił wers w stylu, że mu dupa robi kanapki z ogórkiem (XD) i że od razu TRIGGERED I WKURW, dzień i wycieczka zjebana. Potraktowałam to z lekkim przymrużeniem oczka, bo dla Pawła, postać typa z Bitaminy, tj. Mateusza Dopieralskiego, jest synonimem cyjanku potasu w branży muzycznej (bo ani Rogalem ani Rolandem(Wu) Barthesem, Mati, no nie jest). Jednak pop, a szczególnie polski pop, rządzi się swoimi prawami; można sobie eksploatować poetycką świadomość za pomocą takich właśnie zdanek, silących się na budowanie naturalnego obrazka, a które niekiedy wywołują poczucie lekkiego zażenowania czy też efekt mind flexu lub fucka – można, o ile w efekcie brzmi to dobrze, a na tym albumie to się czasem zdarza. Wyśmiałabym kogoś, kto by mi powiedział, że nie będą mi przeszkadzać wersy pokroju "Życie musi zmieniać rolkę w kasie zawsze / Kiedy moja kolej jest / Dzwonią szanse, nie odbieram od żadnej / Jak nie znam numeru jej", ale te bity mi robią tak, że nie wiem w jaki sposób, ale przechodzi mi to przez uszy niemalże bezboleśnie.

Zrobiło mi się niewygodnie już w tym moim półzgięciu, więc kończę. Uważam, że myślenie o Rosalie. w kontekście jednej z bardziej obiecujących polskich artystek nie jest bezzasadne, bo jest odważna, technicznie świetna, z dającym się odczuć potencjałem. I nawet kilka tych niedociągnięć, o których wspomniałam, nie zmieniają faktu, że mając do wyboru Flashback i nic – wybieram Flashback.

Adela Kiszka    
12 lutego 2018
BIEŻĄCE
RobynHoney
Steve HauschildtDissolvi