RECENZJE

Roots
Rising Down

2008, Def Jam 5.0

Rising Down kontynuuje mroczne rozprawki polityczne Rootsów, do których dorzucono parę odkrywczych spostrzeżeń na temat przemysłu rozrywkowego i generalnie wiedzy o świecie współczesnym. Cynizm poprzedniego zdania jest niestety jak najbardziej uzasadniony. Game Theory broniło się świetnymi kompozycjami, które, jakkolwiek banalnie by to brzmiało, momentami naprawdę chwytały za serce, zarówno lirycznie, jak i muzycznie. Tymczasem nowy album ekipy ?uestlove'a to mrok, ciemność, sterta smutów i dziwaczne syntetyczne brzmienie w którym zatraca się naturalność żywego grania, za które Roots zawsze ceniliśmy.

Początek płyty nie należy do najlepszych, trzeba się troszeczkę pomęczyć. Utwór tytułowy to sterta narzekań, w której przede wszystkim brak jakiegoś błysku i podejścia do sprawy z innego punktu niż: "You don't see that something''s wrong / Earth's spinnin outta control". Kolejne "Get Busy" to gęsty syntezator, bezwzględnie dominujący nad całością i sprawiający, że słuchanie tego kawałka może sprawić sporo bólu. Po tym w dosyć szybkim tempie dobiegamy do siódemki, będącej najlepszym co spotyka nas na Rising Down. Black Thought wskakuje na majka z rytmiką sprawiającą, że każdemu komu słoń nie nadepnął na ucho miękną nogi i micha się cieszy. Na featuringu wreszcie jakieś przyzwoity rapy w wykonaniu Saigona i Truck Northa, Mos Def z dwójki wypada przy tym słabiutko. Do tego dodajmy jeszcze przebojowe zacięcie ze świetnym chwytliwym refrenem i mamy Roots, których nie można nie kochać.

"I Will Not Apologize" ściąga nas na ziemię z kolejną porcją bogatych spostrzeżeń: "Don't blame the nigga, blame America, it's all business". Na szczęście od tego momentu jest już tylko lepiej i w pewien sposób chłopaki oscylują wokół poziomu Game Theory. Ok, może trochę poniżej, ale nie ma raczej na co narzekać. Cieszy roześmiane i żwawe "Rising Up", dodające wiary, że może faktycznie "Hip-Hop aint dead casue the pulse is in us".

Brakuje tej płycie błyskotliwości, przeraża monotematyczność i nieustanna spinka. Tematy poważne sprawiają wrażenie dotkniętych ze złej strony, gdzie zamiast ciekawej analizy stanu rzeczy dostajemy garść narzekań i ogranych banałów, które momentami osiągają wręcz komiczny efekt. Pomysł z gęstym, gniewnym brzmieniem też wypada zaliczyć jako nie do końca udany eksperyment – nie sposób nie zmęczyć się słysząc kolejny podkład jadący na tym samym, niezbyt znośnym patencie. W 2-3 trackach sprawdza się to znakomicie ("I Can't Help It"), lecz w kontekście lekkich, żywo brzmiących fragmentów jasne jest rozstrzygnięcie jakie Roots wypada lepiej.

Dużo tu narzekań, ale co innego można powiedzieć w sytuacji gdy jedna z najbardziej niezawodnych załóg hip-hopowych nagrywa najsłabszy album w swojej karierze? Skipowanie niektórych utworów z Rising Down jest czynnością tak naturalną jak poranne mycie zębów. Niemniej jednak gdzieś tak z połowa tego materiału całkiem się broni, więc może nie ma na co narzekać. Rootsi spróbowali czegoś nowego, wyładowali swoje frustracje i pozostaje mieć nadzieję, że to tylko chwilowa zniżka formy.

Łukasz Halicki    
30 maja 2008
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja