RECENZJE

Roots
How I Got Over

2010, Def Jam 6.3

FK: Roots są Markiem Knopflerem amerykańskiego hip-hopu a dziewiąty studyjny album w trakcie dwudziestotrzyletniej działalności składu tylko to potwierdza. Poniżej pewnego poziomu ci starzy ludzie nie zejdą, bo mają klasę i umiejętności. Powyżej pewnego poziomu się nie wzniosą, bo nie mają najwyraźniej takiej potrzeby i są starzy. Black Thought nie wkurwia już tak strasznie niezadowoleniem z amerykańskiej administracji, a w featuringach kilka niespodzianek (wiadomo, że Joanna Newsom – i sprawdza się wybitnie) i to są sprawy, które dostrzeże każdy. Zagłębiać się w szczegóły trochę nie ma po co, o ile nie jest się ortodoksem.

RG: Temat The Roots w latach zerowych (poza oczywistym zajebistym "The Seed (2.0)") budzi naprawdę przeróżne interpretacje na Porcysie: zaczynając od pytań "a po co to? ", przez dystyngowane umiarkowanie, kończąc na ósemkach w stosunku do tytułowego utworu z How I Got Over. Mam wrażenie, że ten album połączy nasze opinie, bo sprawa robi się mocno jasna: to nie jest żadne Illadelph Halflife, ale kolesie przestali już krzywić słuchacza swoimi zapędami do eskeprymentów i zaprosili chmarę dobrych gości. To takie ot, granie samogranie w obowiązkowym z ich strony dobrym stylu, która można w równym stopniu zignorować , co ciepło o nim pomyśleć za jakiś czas. Coś jak In Rainbows z lepszym potencjałem singlowym ("How I Got Over", "Radio Daze", "The Day" – wszystkie całkiem fajne) i bez obezwładniającej otoczki.

AG:Temat seniorów hip-hopu nieodmiennie przypomina mi przekomiczny skit Ludacrisa o 62-letnim raperze i jego debiutanckim albumie, trzymajcie mnie bo skonam ze śmiechu, Get Hard or Die Tryin. Co do Roots – generalnie rap pogranicza nigdy mnie jakoś... Szacun, bywało, ale z oddali. Na How I Got Over może i udało im się pogodzić wrogie frakcje, wypośrodkować stylówkę, zapodać trzy kwadranse niezobowiązującego, szczerego grania wprost z serca i trzewi, ale wszystko to leży dla mnie w znacznym oddaleniu od słowa "ekscytujące". Krótko mówiąc, jednorazowa randka. Schludny, z pasją, ale nie pogadasz. No i po co im te wszystkie featuringi? (och, trzymajcie mnie: pewnie do przeprowadzania przez ulicę!). Kłóciłabym się z użyciem słowa "potencjał" w przypadku kawałka tytułowego, nie widzę go tam jakoś przytłaczająco dużo. Pan śpiewak śpiewa w końcówce, że "someone has to care" – wprawdzie nie będę to ja, ale może Łachecki coś tego?

ŁŁ: Chciałem, żeby to była inna płyta, czemu dałem wyraz w zeszłorocznej Rezerwie. Jednak się nie udało – How I Got Over to kolejny album Roots, która przytłacza tematyką, atmosferą bliższą alternatywnym okładkom do Things Fall Apart, niż fantastycznemu utworowi tytułowemu, choć umiejętnie kontrapunktowaną przez jakieś Joanny Newsom. Co odróżnia ten album od chociażby niedoszacowanego (to słowo!), gęstego Game Theory, to w pewnym sensie powrót do brzmienia klasycznego- suchego werbla ?uestlove'a, odpowiedzialnego w dużej mierze za kompozycje, oraz mniejszej ilości sampli. Black Thought od dawna przekonuje, że pseudonim nie wziął się znikąd, dlatego wejście z "Walk Alone" i "Dear God 2.0" to nie jest coś, co polecałbym na 400 stopni za oknem i świat nieco łaskawszy niż zwykle. Świetne single, bonusowy "Hustla" - być może najdziwniej ścięty sampel roku, bezbłędne występy gościnne, dużo pianina. Koledzy nie doceniają, bo i trudno wierzyć, że jakieś Pink Floyd nagra zajebistą płytę w 2010, dlatego rozumiem zachowawczość, mimo że uważam to za krytyczne ciperstwo, a wręcz moralną dezercję w oceny piątkowe. Ja nie chcę nikogo przekonywać, zrobisz jak zrobisz, ortodoksem bym się nie nazwał, bo poprzedni album uważam za słaby. Ja tylko mówię, że jeden z najważniejszych zespołów rapowych w historii nagrał momentami niesamowicie przejmującą płytę bez wypełniaczy, a to czasami wystarcza.

Aleksandra Graczyk     Łukasz Łachecki     Filip Kekusz     Ryszard Gawroński    
2 lipca 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie