RECENZJE

Roots
Game Theory

2006, Def Jam 6.0

I ponownie odwołanie do rekapitulacji. Bo Łukasz napisał, że Game Theory to najważniejsza / najlepsza płyta hip-hopowa mijającego roku. Wprawdzie na hip-hopie się nie znam (to dlaczego, ciulu, ciągle tu jesteś?!) i nie przypuszczałem, że nowe Roots może poruszyć czyimkolwiek sercem. Z płytą osłuchiwałem się z dłuższymi przerwami przeszło kwartał, ale raczej z przyzwyczajenia, niż z przekonania. I dopiero ranking Łukasza rozniecił płomień gdzieś w środku i płyta się zrobiła ósemkowa. Niekoniecznie, choć lepiej rozumiem jej wysoką pozycję, tym bardziej, że w rzyci tkwią mi Nasy, Game'y i ich zakompleksione ZiP-składy. Zamiast z poharatanym, przewrażliwonym Niggerem (śledzicie na bieżąco tę dyskusję? Bo dla mnie to lol miesiąca w kategorii "spoza podwórka") wolę porozmawiać z grupką sympatycznych, dojrzałych kolesi o sile czwartego stanu, kondycji współczesnych, literaturze półpięknej i polityce. Rozmowa przebiega bardzo spokojnie, w tempie raczej powolnym - chyba, że podejdzie się od złej opcji, na odcisk nadepnie, no ale to normalne przecież. Co jakiś czas któryś się powtórzy, albo zastosuje konstrukcję tak oldskulową, że czuję się zażenowany ("morowo"). Ale w zamian co jakiś czas chlapnie coś naprawdę odkrywczego, w sposób właściwy dla człowieka z doświadczeniem. Reasumując: listów do siebie pisać nie będziemy, ale jak spotkamy się na mieście, to uwagi wymienimy.

Filip Kekusz    
14 grudnia 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie