RECENZJE

Róisín Murphy
Overpowered

2007, EMI 6.7

W booklecie Róisín stwierdza "I got signed to EMI because I reminded them of Robbie Williams". Cóż, moje skojarzenie zmierzają raczej w stronę Björk – Murphy, podobnie jak Islandka, najwyraźniej znajduje spełnienie w przywdziewaniu niezwykle oryginalnych i jednocześnie zapewne zabójczo niewygodnych wdzianek, czego dowodem choćby okładka Overpowered. Za tą wizerunkową inspiracją nie idzie jednak, przynajmniej tym razem, skłonność do eksperymentowania. Po niedawnej współpracy z Herbertem nie ma już śladu, wokalistka Moloko na tegorocznym albumie, przy którym majstrowali między innymi Richard X czy Andy Cato z Groove Armady, postawiła na stylowy, elegancki elektro-pop bez awangardowego zacięcia. Z jakim skutkiem?

Takie płyty powinno się oceniać przede wszystkim przez pryzmat "singlowości" – w tym zakresie Overpowered zdaje egzamin na całkiem przyzwoitą ocenę. Wiele z zawartych na tym krążku tracków dysponuje sporym potencjałem chwytliwości i nie zdziwię się, jeżeli wytwórnia wykroi z tego materiału co najmniej 5 singli. Na razie na falach eteru porządziło futurystyczne disco "Overpowered" i "Let Me Know". Ten drugi numer na płycie rozpoczyna trzydziestosekundowy, rewelacyjny fragment nieobecny w wersji radiowej: idealny wokal Róisín rozbrzmiewający początkowo jedynie na tle delikatnych uderzeń w klawisze pianina przygotowuje tu grunt pod wejście zaraźliwego syntezatorowego bitu, do którego dołącza później fortepianowy riff rodem z ostatniej dekady XX wieku. Z tą perełką spotkamy się jeszcze na pewno w podsumowaniu singli i to, mam nadzieję, gdzieś w okolicach podium.

Palmę pierwszeństwa wśród pozostałych piosenek wypadałoby przyznać okraszonemu handclapami "You Know Me Better" z mocarną partią basu i zakurzonymi retro-sythami. Niewiele ustępuje mu "Footprints" z podkładem jakby stworzonym dla Prince'a czy bezwstydnie przebojowe "Movie Star". Nieco rozczarowywać mogą z kolei "Dear Miami", którym Murphy dopisuje się do wciąż rosnącej listy artystów rozpaczających nad globalnym ociepleniem, czy trącące banałem "Cry Baby". Overpowered poza dostarczeniem kilku wymiatających parkietowych bangerów urzeka też bardziej wyważonymi momentami, wśród których prym wiodą oszczędne "Primitive" i subtelne "Scarlet Ribbons". Nawet jeżeli zgodzimy się, iż nie wnoszą one muzycznie do naszego życia zbyt wiele, to przecież samo wsłuchiwanie się w czysty, piękny głos Róisín jest niezwykłą przyjemnością, zwłaszcza dla tęskniących za czasami, w których to umiejętności i talent artystek, a nie studyjne sztuczki decydowały o brzmieniu wokalu.

Jeżeli coś można temu krążkowi zarzucić, to na pewno jego rozwlekłość – płyta jest zdecydowanie za długa. Jest to tym smutniejsze, że zamykają ją dwa zupełnie niepotrzebne, wyraźnie najsłabsze numery (opisane jako bonusy "Body Language" oraz "Parallel Lives"). Wypada się więc jedynie cieszyć, że to nie prawdziwą kobietę poznaje się po tym jak kończy.

Tomasz Waśko    
30 listopada 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie