RECENZJE

Rihanna
Good Girl Gone Bad

2007, Def Jam 4.3

Niemożliwe stało się faktem. Rihanna w końcu przestała uchodzić za kwintesencję żenady. Wszystkie jej wady stały się jakby mniej widoczne i nie jest to wina stopniowo pogarszających się możliwości zmysłów. Coś musiało się stać, skoro niespecjalnie piękna i przeciętnie utalentowana postać nagle zaczęła wzbudzać wyjątkowe zainteresowanie. Początkiem tej metamorfozy okazała się premiera tegorocznego singla "Umbrella". Track był, co prawda jedynie przyzwoity, jednak skok jakościowy w porównaniu z poprzednimi singlami dawał sporo do myślenia. A chwilę później, Rihanna stała się złą dziewczyną.

Jednak optymistyczna wizja narodzin nowej gwiazdy pop, zderzyła się ze ścianą przeciętności. Wiele można powiedzieć o Good Girl Gone Bad, ale na pewno nie to, że pozbawiona jest dłużyzn. Słuchając jej nowej propozycji, raz po raz natrafiamy na irytujące mielizny i nie pomagają tu nawet ekwilibrystyki producentów, owocujące sporą różnorodnością stylistyczną, która odbija się nieco na spójności albumu. Mamy tu elementy teen-popu, r’n’b, rocka, techno, doprawdy łatwo o zawrót głowy. Jednak ta mieszanka nie przekłada się na jakość muzyki wypełniającej krążek, choć trzeba przyznać, że Good Girl Gone Bad skutecznie unika spotkań z kompromitacją. Największa siła nowej płyty Rihanny tkwi w jej rzetelności i wyrównanym poziomie, choć prawdę mówiąc owa siła stosunkowo rzadko wzbudza respekt.

Koniec utyskiwań, pora pochwalić złą Rihanne. Na burze zasłużonych oklasków zasługuje tu "Rehab". Doprawdy moi mili, trudno nie docenić tej timbalandowej perełki – przestrzenna perkusja, podniośle smyki, delikatny akustyk plus falset Justina czynią z tego tracka absolutny highlight płyty. Warto tez zatrzymać się przy dyskotekowym "Don’t Stop The Music", gdzie wykorzystanie motywu z otwieracza epokowego Thrillera powinno skończyć się klęską (prawda Jacko?), ale o dziwo nic takiego nie ma miejsca. Widocznie dźwięki wgniatającego w podłogę basu w połączeniu z zawrotnym tempem, potrafią zneutralizować pozostałości krytycznego umysłu. Na kilka umiarkowanie ciepłych słów zasługuje także rockowo ubarwione, niemal carsowe "Shut Up And Drive". Sporo się tu dzieje, jakieś niebezpieczne zakręty, prawie-chwytliwy chorus oraz efektowny epilog uwieńczony kraksą. Nawet jeśli nudzą was liryczne związki seksu z motoryzacją, to podroż z Rihanną może być orzeźwiająca. Ponadto uśmiech na twarzy wywołują silentshoutowe klawisze w "Question Existing". Nic wielkiego, ot taka ciekawostka.

Gdybyś niespodziewanie spytał mnie w środku nocy o Good Girl Gone Bad, to nie oczekuj rozbudowanej, pełnej pasji odpowiedzi. Prawdopodobnie usłyszysz wtedy jedynie pozbawiony emocji komunikat – "zauważalny progres". Z racji tego, iż na moim zegarku dochodzi dopiero 16, dodam jeszcze, że raczej nie musimy się martwić o przyszłość Rihanny. Podejrzewam, że kolejna płyta będzie lepsza, w końcu nasza koleżanka ma dopiero dziewiętnastkę na karku.

Wojciech Sawicki    
6 sierpnia 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie