RECENZJE

Richard Ashcroft
Human Conditions

2002, Virgin 3.3

Richard Ashcroft? Ja znam, to dobry chłopak. Tak mógłbym powiedzieć, gdybyście spytali się mnie o klienta parę lat temu. Kolo był liderem The Verve, jednej z najbardziej wpływowych grup lat dziewięćdziesiątych w Wielkiej Brytanii. W ich repertuarze mroczne ballady, tak odległe od okropnych smętów Łojezus (określenie courtesy of a pal of mine), dopełniały się z narkotyzującą psychodelią, przenoszącą styl Stone Roses w lata sześćdziesiąte. (Heh, jakby było co przenosić, z drugiej strony.) Po nagraniu niezwykle popularnego albumu Urban Hymns z 1997 roku, panowie się rozeszli na wszystkie strony. Ashcroftowi nie pozostało więc nic innego, jak spróbować coś swojego. Niestety, to, co popełnił na solowym debiucie z 2000, Alone With Everybody, wołało o pomstę do nieba. Jakieś karmelowe cukierki zamiast rocka, co to ma być?

Parę dni temu Michał napisał o Cantrellu: "Kto to jest? Nie ma tego człowieka". Ashcrofta też nie ma? Nie można tak do końca powiedzieć. Facet jest i coraz bardziej rozmienia się na drobne. Właśnie wydał drugi własny krążek Human Conditions i tak bardzo się tym samym pogrążył, że boję się myśleć, co znajdzie się na następnym. Każdy z dziesięciu zawartych tu kawałków pachnie tandetnymi aranżami, bezsensownie nadętym mądralstwem i niezrozumiałym schlebianiem gustom mas. Kiedyś słyszałem jak Ashcroft, zapytany o samookreślenie artystyczne, powiedział: "Jestem punkrockowcem". Obecnie elementów szeroko pojętej alternatywy jest u niego zero. Może poza głosem. Dlaczego on trwoni taki dar, ten kapitalny timbre, z którym się urodził? Wydaje się, że najlepszą rzeczą, jaką Ryszard zrobił po rozpadzie The Verve, był numer "Lonely Soul" z Psyence Fiction UNKLE. To było jednak cztery lata temu, a na dzień dzisiejszy jest słabiuuutko.

Borys Dejnarowicz    
6 listopada 2002
BIEŻĄCE
American FootballAmerican Football (LP3)
Mac DeMarco"All Of Our Yesterdays"